Fronda.pl: Jak ocenia Pan dzisiejsze doniesienia o zatrzymaniu przez ABW kolejnego „polskiego Breivika”?
Wojciech Sumliński (dziennikarz śledczy): Zastrzegam, że znam sprawę – tak jak wszyscy – z portali internetowych i nie chciałbym "wróżyć z fusów". Obserwując gry, gierki i wrzutki służb można jednak spodziewać się wszystkiego. Moja wiedza jest w tym zakresie bardzo ograniczona. Mogę jednak powiedzieć, że jeśli chodzi o działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, to – ze zrozumiałych względów – mam daleko posuniętą nieufność wobec tej instytucji, która jest na pasku reżimu rządzącego naszym krajem. Natomiast nie umiem jednoznacznie powiedzieć, jak było w tym wypadku. Teoretycznie może być tak, że jest to akcja nastawiona na to, żeby wzmocnić pozycję pana prezydenta. Potencjalny zamach i zagrożenie jego życia może wywołać poczucie troski o głowę państwa, współczucia czy solidarności. Przyznam, że takie było moje pierwsze odczucie: nie uwierzyłem w informację, tylko pomyślałem o wrzutce, mającej na celu umocnienie obozu rządzącego. Informacje medialne na podobne tematy czytam przez kalkę.
Co to oznacza?
Zastanawiam się czy rzeczywiście tak było, a jeżeli tak nie było, to komu i dlaczego mogło o coś chodzić. W takich sytuacjach rozważam również, kto może rozpowszechniać takie informacje. Tak działa mój tok myślenia. Zastrzegam jednak, że w tej sprawie nie mam danych, które mogłyby podważyć dzisiejsze doniesienia o zagrożeniu życia prezydenta i próbie podłożenia ładunku wybuchowego pod Sejm. Podchodzę jednak z rezerwą do takich informacji.
ABW odtrąbiła jednak kolejny spektakularny sukces. Chyba rozgłos nie jest dobrym towarzyszem dla pracy służb?
Trudno wypowiadać mi się na temat dzialań Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ponieważ panowie z tej instytucji bardzo „wykazali się” w mojej sprawie. Co ciekawe, nawet Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli określił ich działania jako bezprawne i urągające państwu demokratycznemu. Nie jest żadną tajemnicą, że w przeszłości miałem bardzo złe relacje z ABW. W mojej sprawie Agencja również działała z wielką pompą, mówiąc o wielkim sukcesie. Ile z tego sukcesu zostalo do dziś, wiedzą ci, którzy śledzą ten temat. Każdy element był po kolei umarzany, ale wszystko odbywało się w ciszy. Chyba nikt nie napisał, że śledztwo ws. aneksu do raportu WSI zostało umorzone. W tej chwili pozostała już tylko końcówka tej całej sprawy w postaci mojego fałszywego oskarżenia. Wierzę jednak, że i to się wyjaśni. Sukcesy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego polegają na nagłaśnianiu rzeczy małych albo tych, które nie istnieją. Wszystko po to, aby chronić obóz rządzący. Nie mam za grosz zaufania ani do p. Bondaryka, ani do p. Mąki, ani do żadnego z funkcjonariuszy kierujących ABW. Natomiast wychwalanie się pod niebiosa kolejną akcją jest – jak słusznie Pan zauważył – śmieszne. Służby - takie jak ABW - działają w ciszy, a nie w atmosferze samozachwytu. To temat na długą opowieść, ale dla mnie nie do końca zręczny, bo wciąż jestem na etapie ścierania się z ABW.
Czyli sprawa dalej się za Panem ciągnie...
Oczywiście. Chociaż sąd określił jednoznacznie, że działania Agencji nie miały nic wspólnego z interesami prawa, nie służyły jego ochronie, ale przypominały standardy białoruskie. Tyle, że ten fakt został wyciszony. Nie mam kompletnie zaufania do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod obecnymi rządami. Trudno mi ocenić na ile prawdziwe są doniesienia o które Pan pyta, bo nie mam na ten temat wiedzy. Mam natomiast wiedzę na temat tego, jak działa ABW i jakie są jej metody, jak bardzo potrafi działać poza prawem i wytwarzać sztuczną rzeczywistość, jeżeli ma to służyć konkretnym celom. Czy tak było w tej konkretnej sytuacji? Jeszcze raz podkreślam, że nie wiem. Zachowuję jednak daleko idący dystans do sukcesów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod kierownictwem p. Bondaryka.
Dziękuje za rozmowę.
Rozmawiał Aleksander Majewski
