Winą za obecną sytuację hierarcha obarcza polityków, którzy nie są w stanie rozwiązać istniejących w Sudanie problemów. Chodzi m.in. o ustalenie granicy między Północą a Południem kraju. Referendum niepodległościowe dotyczące Południa zaplanowano na 2011 r. Kwestią sporną jest jednak bogaty w ropę naftową region Abyei. "Żaden naród i żaden człowiek nie jest w stanie znieść na dłuższą metę tak toksycznej polityki, jaka uprawiana jest w Sudanie" – podkreśla bp Kussala.

Biskup zwraca uwagę na napięcie wśród ludzi, sprowokowane zastraszaniem głosujących, oszustwami wyborczymi i "zniknięciem" kart do głosowania po kwietniowych wyborach parlamentarnych.

Mieszkańcy terenów, na których pracuje hierarcha, muszą ponadto codziennie stawiać czoło rebeliantom z Armii Oporu Pana. Latem ubiegłego roku właśnie tam doszło do serii mordów, ukrzyżowań i porwań.

Konflikt między mieszkańcami północnego i południowego Sudanu trwa od uzyskania przez to państwo niepodległości w 1956 roku. Na północy mieszkają Arabowie-muzułmanie, na południu Murzyni, którzy sa chrześcijanami lub animistami. Elity władzy w Sudanie stanowią Arabowie, toteż w konflikcie, w którym do 2005 roku zginęło ponad 2 mln ludzi, ofiarami byli większości czarni chrześcijanie i animiści. Podobny konflikt między ludnością arabską i muzułmańską a murzyńską i niemuzułmańską toczy się w zachodniej prowincji Sudanu, Darfurze. Tam w ciągu 50 lat zginęło również ponad 2 mln ludzi.

MaRo/RV

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »