Na czwartkowym posiedzeniu sejmowej komisji obrony prok. Szeląg potwierdził informację PAP, że telefon satelitarny na pokładzie prezydenckiego samolotu składał się ze stacji bazowej i trzech słuchawek oraz linii faksowej. Do Polski wróciła jedna słuchawka, według informatora PAP pozostałe dwie mają pozostawać w dyspozycji Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK).

- Telefon satelitarny jako urządzenie nie został przekazany stronie polskiej - oświadczył Szeląg. Dodał, że nie wiadomo, czy jednostka centralna uległa zniszczeniu, czy też jest w dyspozycji MAK lub rosyjskiej prokuratury.

Szefowa komitetu Tatiana Anodina na środowej konferencji komitetu zapewniła, że Rosjanie przekazują Polsce wszystkie „mobilne środki łączności”. Telefony komórkowe miały być badane w polskim śledztwie z udziałem służb specjalnych.

Przed katastrofą z telefonu satelitarnego korzystał Lech Kaczyński, który w rozmowie z bratem powiedział, że niedługo samolot wyląduje. Telefonowała też Izabela Tomaszewska z Kancelarii Prezydenta.

Przed tygodniem prokurator generalny Andrzej Seremet twierdził, że nie wie, co się stało z telefonem.

Media alarmowały wcześniej, że po wejściu w posiadanie telefonu satelitarnego Rosjanie mogliby poznać tajne kody, dające dostęp do tajemnic NATO. Doniesienia te zdementowała Służba Kontrwywiadu Wojskowego, która zapewniała, że na pokładzie takich kodów ani innych tajnych materiałów nie było.

MJ/Wiara.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »