Tyle komplementów pod adresem papieża Franciszka z ust Magdaleny Środy jeszcze nigdy nie padło. Ale w końcu jest okazja. Papież napisał encyklikę o ekologii i wezwał do ochrony przyrody. Co prawda od początku swoich dziejów Kościół przypominał o wartości i godności wszelkiego stworzenia (nie tylko człowieka), ale jakoś prawdy te do ateistów nie docierały. „Wszelkie okrucieństwo wobec jakiegokolwiek stworzenia «jest sprzeczne z godnością człowieka». Nie możemy uważać siebie za osoby naprawdę miłujące, jeśli wykluczamy z naszych zainteresowań jakąś część rzeczywistości: «Pokój, sprawiedliwość i ochrona stworzenia to trzy kwestie ściśle ze sobą związane, których nie można od siebie oddzielać w taki sposób, by były traktowane indywidualnie, gdyż mogłoby to grozić ponownym popadaniem w redukcjonizm»” – przypomina Franciszek w najnowszej encyklice naukę Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Pięć lat temu Magdalena Środa bardzo Kościół strofowała, że robaczkom, pieskom i motylkom nie poświęca wystarczająco dużo uwagi: „A przecież zwierzęta też domagają się ochrony przed śmiercią, krzywdą i cierpieniem, zwłaszcza że - w przeciwieństwie do człowieka - nie potrafią nadać sensu ani cierpieniu, ani śmierci”. Czy dzieci zagrożone aborcją, o którą od lat walczy Magdalena Środa – potrafią swoim cierpieniom nadać sens? A swojej śmierci? To może czas zacząć i je chronić.

Dziś Magdalena Środa zachwyca się tym, że papież Franciszek „nawołuje do etyki samoograniczenia, wstrzemięźliwości (konsumpcyjnej) i troski o słabszych”. Przy czym troskę tę Magdalena Środa rozumie inaczej niż Kościół, który tak upomina belferskim tonem. Grzechem Kościoła – jak pisała w przywoływanym już felietonie sprzed lat – jest bowiem to, że skupia się on na ochronie życia nienarodzonego. Tylko w tym obszarze dostrzega owych słabszych.

Troska ateistów ogranicza się natomiast jedynie do zwierząt. O dzieci nienarodzone, ale też i narodzone troszczyć się bowiem nie trzeba. „Jeden z największych na świecie filozofów, wielki intelektualista i rzecznik praw zwierząt prof. Peter Singer” (to określenia Magdaleny Środy) dał temu ostatnio wyraz, kiedy pytano go o to, czy z pożaru ratowałby dziecko czy świnie. „Cierpienie zwierząt bywa niekiedy tak wielkie, że należałoby zdecydować uwolnić zwierzęta, a nie dziecko. Czy ten punkt zostałby osiągnięty przy 200 czy przy 200 milionach zwierząt, nie wiem. Nie wolno jednak pozwolić na spalenie nieskończonej ilości zwierząt, by ratować życie jednego dziecka" – odpowiedział „wieki intelektualista”. Ciekawe, czy pod taką odpowiedzią podpisałaby się Magdalena Środa. W końcu przecież „stosunek do zwierząt jest miarą cywilizacji, społecznej wrażliwości i poziomu standardów moralnych” - pisała. Szkoda, że dla owych intelektualistów miarą cywilizacji i poziomu moralności nie jest stosunek do człowieka na najwcześniejszym etapie rozwoju. Niepojęte jest dla mnie to, że z jednej strony „obrońcy zwierząt” gotowi są walczyć o życie żaby przeskakującej autostradę, a z drugiej człowieka redukują do zlepka komórek, któremu odmawiana jest wszelka godność i wszelkie prawa.

Nie wiem, czy Magdalena Środa czytała encyklikę wybiorczo, czy przeoczyła pewien bardzo ważny fragment. Fragment pokazujący, że nauka Kościoła w kwestii początków życia i zagrożeń z tym związanych pozostaje niezmienna. Nie da się bowiem pogodzić troski o przyrodę, ochrony zwierząt z usprawiedliwieniem aborcji – mówi wprost papież Franciszek. „Niewykonalny wydaje się proces edukacyjny na rzecz przyjęcia osób słabych, przebywających wokół nas, które są czasami uciążliwe lub kłopotliwe, jeśli nie otacza się opieką ludzkiego embrionu, mimo że jego pojawienie się może być powodem trudności i problemów” – pisze papież w encyklice Laudato Si.

„Jeśli zgodzimy się, iż matka może zabić nawet własne dziecko, jak możemy mówić innym ludziom, aby nie zabijali jedni drugich?" – pytała w 1994 roku w obecności polityków USA Matka Teresa z Kalkuty. Jeśli możemy podnosić rękę na bezbronnego człowieka, jak mamy edukować dzieci, że każde „stworzenie” ma prawo do życia? „Stworzenie” bowiem, jak naucza papież Franciszek, „to znacznie więcej niż natura, ponieważ związane jest z Bożym planem miłości, gdzie każda istota ma wartość i znaczenie”. Jakim prawem więc wartość tę niektórym bożym „stworzeniom” odbierać? Na nic zdadzą się profesorskie tytuły, kiedy zakrzyczymy w sobie wrażliwość na tego najsłabszego. „Dlatego Kościół w swoich działaniach stara się pamiętać nie tylko o obowiązku dbania o naturę, ale także o «chronieniu człowieka przed zniszczeniem samego siebie»”. A człowieka i jego sumienie niszczy – jak mówiła Matka Teresa – właśnie aborcja. Szkoda, że prawda głoszona przez prostą kobietę nie jest w stanie dotrzeć do tych, którzy na uniwersyteckich katedrach kształtują umysły i sumienia swoich studentów. 

 

Małgorzata Terlikowska