- Nie sądzę, żeby Obama nie wiedział, kto zorganizował obozy śmierci. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby ktokolwiek, mówiąc o polskich obozach śmierci, uważał, że zorganizowali je Polacy - pisze Sierakowski. - Nie sądzę też, żeby ktokolwiek z powodu takich sformułowań dał się wprowadzić w błąd. Gdyby tak było, MSZ powinien zająć się najpierw polskimi lekturami szkolnymi – oznajmia.

 

A żeby uzasadnić tę zaskakującą opinię cytuje siedemnaste wydanie „Medalionów” Zofii Nałkowskiej: „Nie dziesiątki tysięcy i nie setki tysięcy, ale miliony istnień człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach śmierci. Oprócz szeroko znanych miejscowości, jak Majdanek, Oświęcim, Brzezinka, Treblinka, raz po raz odkrywamy nowe, mniej głośne”. - „Czyżby Nałkowska już wówczas uległa wrogim, antypolskim stereotypom?” - pyta.

 

Sierakowski nie jest oczywiście idiotą i doskonale zauważa różnice między książką Zofii Nałkowskiej, a opiniami wyrażanymi przez prezydenta USA. Doskonale wie on również, że gdy „Medaliony” powstawały wina Niemców była oczywista. Teraz zaś na skutek sprawnej polityki pr-owskiej Niemiec, a także jej całkowitego braku u Polaków, sprawa wcale nie jest już tak oczywista. Naziści coraz częściej nie są już Niemcami, ale Polakami. Sierakowski o tym wiem, ale wie też, że na lewicy (nowoczesnej) patriotyzm nie popłaca. Tu trzeba się raczej licytować na antypolskie wypowiedzi. Więc Sierakowski to robi. I w dniu dzisiejszym zajmuje w tym niewątpliwie pierwsze miejsce.

 

TPT/Krytykapolityczna.pl