Marsz miał niezwykłą atmosferę i ona się przełożyła na nasz sukces. Pracowaliśmy na to wydarzenie i staraliśmy się zachęcić do udziału osoby mieszkające niedaleko Warszawy, mieszkańców diecezji płockiej, radomskiej, siedleckiej czy łowickiej.

 

Udało się też rozwinąć współpracę w innych miastach Polski. Byliśmy na spotkaniach w Kielcach, Legnicy, Wrocławiu, Gliwicach, Świdnicy, Koszalinie, Toruniu, Bydgoszczy, Białymstoku i Rzeszowie. W perspektywie miesiąca odbyło się kilkanaście tego typu marszy w Polsce, w których wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób. 

 

  To pokazuje, że idea i ludzie, którzy spotykają się podczas marszu zaczynają składać się na szersze zjawisko. Powoli możemy zacząć mówić o pewnym ruchu społecznym, który domaga się wartości w życiu publicznym. Ważnym elementem jest też zebranie 600 tys. podpisów pod projektem ustawy całkowicie zakazującej aborcji.

 

 W nasze działania chętnie włączają się 30-40-latkowie, którzy mają już dzieci. Oni zaczynają się angażować publicznie. Polscy rodzice są w pewnym stopniu najbardziej odrzuconą społecznie grupą. Rodzice są świadomi tego, co się dzieje i stąd najliczniejszy udział w naszych przedsięwzięciach młodych mężów, młodych mam i ich dzieci.

 

Czy marsze przełożą się na polityczne decyzje? Mogą się przełożyć na decyzje np. podczas wyborów, bo ważne jest, aby wybierać świadomie, kto będzie moim reprezentantem.

 

 not. Jaro