Chodzi o Jana Kosakowskiego, emerytowanego weterynarza, który społecznie udziela się od Marca 68 r., a po katastrofie smoleńskiej włączył się w akcję jej upamiętnienia na Krakowskim Przedmieściu. Zatrzymali go strażnicy miejscy 22 września 2010 r. jak przyklejał zdjęcie pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich na tablicy ogłoszeń na ścianie Ministerstwa Kultury tuż obok krzyża.

Zarzucili mu zaśmiecanie miejsc publicznych – wielu obserwatorów tych wydarzeń nie miało jednak wątpliwości, że interwencje służb miały także motyw polityczny.

Wezwali karetkę która przewiozła Jana Kosakowskiego do szpitala psychiatrycznego. Lekarz odnotował, że był pobudzony ruchowo i przejawiał agresję słowną, ale po badaniach nie stwierdzono dolegliwości psychicznych. W szpitalu przebywał jednak osiem dni i był zmuszany do przyjmowania zastrzyków. Później sąd opiekuńczy w ramach tzw. badania legalizującego przymusowe przyjęcia do szpitala orzekł, że nie było do tego podstaw.

Jan Kosakowski pozwał szpital domagając się przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia. Przymusowy pobyt w szpitalu i zastrzyki spowodowało zmiany w jego zachowaniu, np. lęk, na widok mundurowych na ulicy.

Sądy niższych instancji, przyznając, że doszło do naruszenia jego dóbr osobistych w tym wolności, odmówiły jednak zadośćuczynienia, oceniły bowiem, że jego wypowiedzi mogły wskazywać, że jest chory psychicznie. Ponadto lekarze działali w nagłej sytuacji.

Adwokat Piotr Pogonowski, jego pełnomocnik, tak mówił przed Sądem Najwyższym: - Występując teraz przed sądem też jestem nieco pobudzony, pewnie też wzrosło mi ciśnienie. Czy też kwalifikuję się do szpitala psychiatrycznego? Przecież ci funkcjonariusze znali pana Jana, gdyż przychodził tam każdego dnia i wiedzieli, że nie jest groźny, a zachowali się jak służby PRL-owskie. Następnie lekarze robią błąd, a sądy mówią, że jest OK.

Sąd Najwyższy uwzględnił tę argumentację. - Postępowania legalizacyjne pokazało, że przymusowe przyjęcie powoda do szpitala było bezprawne, i już z tego powodu należą mu się przynajmniej przeprosiny - powiedziała sędzia SN Katarzyna Tyczka-Rote. - Niewątpliwie takie bezprawne zatrzymanie narusza wolność, nietykalność cielesną oraz godność człowieka, by jednak mówić o zadośćuczynieniu pieniężnym, trzeba jeszcze zbadać, czy lekarze naruszyli prawo w sposób zawiniony.

MT/Rp.pl