- Sprawa jest niezwykle bulwersująca. Jeżeli obserwacje moich przedstawicieli i analiza akt potwierdzą doniesienia medialne, przyłączę się do postępowania sądowego i będę wnioskował o powrót Róży do domu – stwierdził Michalak. Podlegli mu urzędnicy przyjechali wczoraj, by stwierdzić na miejscu, czy odebranie córeczki Wioletcie Woźnej było słuszne.
Malutką Róże odebrano matce tuż po porodzie i przekazano rodzinie zastępczej. Podano także leki na powstrzymanie wytwarzania mleka. Sędzina Jolanta Biniak z sądu w Szamotułach oparła się na opinii kuratora, który napisał, że w domu jest bałagan, matka z powodu upośledzenia jest niewydolna wychowawczo, a ojciec ma 63 lata. Rodzice wychowują trójkę dzieci w wieku 7, 9 i 11 lat.
Jednak to, iż "rodzice interesują się ich problemami, dzieci systematycznie chodzą do szkoły, zachowują się wzorowo, ojciec dowozi je punktualnie, widać silną więź emocjonalną między dziećmi a rodzicami", jak zeznała szkolna pedagog, nie miało dla niej żadnego znaczenia. Nie wzięła pod uwagę także opinii miejscowego proboszcza, który stwierdził, iż "dzieci są czyste, zadbane, ubrane odpowiednio do warunków pogodowych, w postawie rodziców widać silną troskę i więź".
Sąd rozpatrzy zażalenie matki 21 sierpnia. Nie wiadomo, czy sędzina poniesie odpowiedzialność za krzywdę wyrządzoną rodzinie, jeśli okaże się, że podjęła błędną decyzję.
sks/GW
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

