Ten akt przemocy bardzo zaniepokoił działaczy pro-life z całego świata, którzy starają się uświadomić Kenijczyków, czym jest aborcja i jak legalizacja zabijania nienarodzonych wpłynie na społeczeństwo.

Premier Kenii Raila Odinga obiecuje, że rząd zrobi wszystko, by złapać zamachowców i pokazać światu, że Kenijczycy potrafią pokojowo spierać się w sprawach tak ważnych jak aborcja.

Jednak liderzy lokalnych kościołów i działacze pro-life nie wierzą w słowa premiera i oskarżają rząd o milczące przyzwolenie dla przemocy wobec nich. „Legalizacja aborcji jest popierana przez rząd. I zmiana konstytucji w tej materii jest projektem tego gabinetu. Dlatego uważamy, że pośrednio bądź nawet bezpośrednio rząd maczał palce w tym ataku. Mało kto zresztą posiada w Kenii materiały wybuchowe.” - napisali przedstawiciele 14 kościołów działających w Kenii.

William Ruto, minster edukacji rządu Kenii, nazwał ataki “najczarniejszą godziną naszego narodu”. - Kenijczycy mają prawo odrzucić konstytucję. Ta decyzja należy do ludu - powiedział Ruto.

Eksplozja miała miejsce podczas ogólnej modlitwy zgromadzonych. W zeszłym tygodniu do przyjęcia konstytucji namawiał w stolicy Kenii wiceprezydent USA Joe Biden, który powiedział, że: "pisząc nową historię swojego kraju, Kenijczycy muszą odrzucić pomysły tych, którzy chcą ją podzielić przez swoje poglądy religijne".

Wcześniej proaborcyjną konstytucję osobiście poparł Barack Obama, co wzbudziło protesty republikanów w USA, którzy zapowiadają śledztwo w sprawie wydawania przez Obamę pieniędzy Amerykanów na wspieranie aborcji poza granicami USA.

Jednakże aż 69% procent Kenijczyków jest przeciwko legalizacji aborcji.

Ł.A./ LifeNews

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »