Fronda.pl: Jaki wpływ na nasze przyszłe emerytury będą miały proponowane przez rząd zmiany w systemie emerytalnym?

Krzysztof Rybiński*: Rząd twierdzi, że emerytury będą wyższe niż byłyby, gdyby tych zmian nie wprowadzono. Ja się z tą tezą nie zgadzam, uważam, że przede wszystkim przeniesienie środków z Otwartych Funduszy Emerytalnych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w wysokości 5 punktów procentowych składki spowoduje, że w przyszłości emerytury będą niższe, niż gdyby tych zmian nie wprowadzono. Wszystkie inne zmiany, część z nich jest korzystna, mogłyby zostać wprowadzone bez odbierania środków OFE.

Dlaczego emerytury będą niższe?

Po pierwsze dlatego, że inwestycje, które byłyby poczynione w akcje spółek lub instrumenty finansowe o podwyższonym ryzyku, na przykład obligacje korporacyjne albo obligacje samorządów, przynoszą w dłuższym okresie wyższą stopę zwrotu, niż z obligacji rządowych. To premia za inwestycje w instrumenty udziałowe. Ona w długim okresie, który jest dla nas istotny – nie dziesięć lat, ale czterdzieści, tyle oszczędza się na emeryturę – wynosiła 3-4 proc., czyli o tyle więcej średnio w roku można było zarobić inwestując w zdywersyfikowany portfel akcji, w porównaniu ze stopą zwrotu obligacji. Jeśli my przesuwamy środki z OFE do ZUS, to one przede wszystkim nigdzie nie są inwestowane, tylko wydawane na bieżąco. Na koncie w ZUS zapisywana jest pewna politycznie wrażliwa formuła. Ale jest i drugi powód, dla którego to rozwiązanie jest szkodliwe.

Jaki?

Te pieniądze nie są inwestowane na rynkach finansowych, a takie było założenie II filaru. Z czasem chciano podwyższyć limit inwestycji dla OFE zagranicą, zwłaszcza w krajach, które w dłuższym okresie dają wyższe stopy zwrotu i większe inwestycje w instrumenty udziałowe typu akcje. W tym kierunku już nigdy nie pójdziemy, bo zabrano z OFE 5 punktów procentowych składki i utopiono w ZUS. Ponadto jeśli z OFE zabierzemy 15 mld złotych, a później jeszcze więcej, to spada presja na reformę finansów publicznych. Rząd musiałby ograniczyć wydatki, które są źle kierowane, a tego nie zrobi, bo korzysta z ostatniej rezerwy, która mu została. Z braku reform wzrost gospodarczy będzie niższy, a to spowoduje także mniejsze wpływy ze składek, co spowoduje także, że będziemy mieć niższe emerytury.

Z drugiej strony rząd chce, by od 2012 roku ludzie, którzy przeznaczą swoje pieniądze na III filar, otrzymywali ulgi podatkowe. Może to rozwiązanie wyrówna straty spowodowane przeniesieniem części środków z OFE do ZUS?

Jeśli rząd uważa, że Polacy powinni więcej oszczędzać w III filarze, to niech zrobi coś w tym kierunku. Ale to nie ma nic wspólnego z reformą emerytalną. Na tym polega problem, jeśli chodzi o dyskusję z ministrem Bonim. Podaje on sto argumentów, w których się gubi sens tego, co robi rząd. To nie ma nic wspólnego z demontażem OFE.

Niemniej rząd proponuje także inne zmiany, poza przekazaniem części środków z OFE do ZUS. I one będą korzystne.

To prawda, ale to należało przeprowadzić bez odebrania pieniędzy OFE. Wprowadzenie zewnętrznego benchmarku, dzięki któremu będzie można fachowo oceniać wyniki OFE, uruchomienie bodźców finansowych dla OFE, po to, by prowizje były bardzo niskie, ale ci, którzy osiągają lepsze wyniki, także lepiej zarabiali, zmniejszenie kosztów akwizycji – to wszystko idzie w pozytywnym kierunku. Te zmiany trzeba było jednak wprowadzić, nie demontując jednocześnie OFE.

Czy przekazanie pieniędzy do ZUS uratuje jego kiepską sytuację finansową?

To rozwiązanie bardzo krótkowzroczne. System emerytalny w Polsce jest deficytowy, suma składek każdego roku jest niższa od wypłacanych emerytur. Ten deficyt będzie narastał przez dłuższy czas, między innymi dlatego, że liczba osób pobierających emeryturę będzie rosła, a płacących składki – malała. Po kilkunastu latach proces powiększania się dziury w ZUS się skończy i emerytury zaczną szybko spadać – najprawdopodobniej do 30 proc. ostatniego wynagrodzenia. Zanim to się stanie, cała grupa osób, które przejdą na emerytury na starych zasadach – mundurowi, ludzie ubezpieczeni w KRUS. To powiększy znacząco dziurę w ZUS.

Obecni emeryci zyskają coś na przeniesieniu pieniędzy do ZUS?

Nic. Im należy się pewna emerytura, którą dostaną, a budżet państwa przekaże ZUS pieniądze, których będzie brakować. Chyba, że sam budżet nie będzie mógł pożyczyć pieniędzy, nikt mu nie będzie chciał ich pożyczyć, to wtedy system przestanie funkcjonować i trzeba będzie obciąć emerytury o 20 proc. W Polsce to może nastąpić i nastąpi, jeśli nie wprowadzimy reform, które podwyższą wiek emerytalny. Tak dużo ludzi w tak krótkim czasie nie może przejść na emerytury. Nie musimy podwyższać wieku emerytalnego od razu o 5 lat, można co roku podwyższać go o pół roku. Pod koniec dekady wiek emerytalny będzie wyższy o kilka lat. Zmianie musi ulec system emerytur mundurowych, podobnie część bogatszych rolników musi odprowadzać składki. To po prostu trzeba zrobić, bo inaczej nie będzie można obsłużyć deficytu w systemie emerytalnym i będzie kryzys. Dług pozostał taki sam, tylko jego forma jest bardziej ukryta.

Czy to, co robi z systemem emerytalnym rząd, można nazwać reformą? Reforma emerytalna z 1999 roku była znaczącą zmianą.

Reforma kojarzy mi się z czymś pozytywnym. Dzięki niej coś ma się poprawić. Zmiany proponowane dzisiaj poprawiają w krótkim terminie sytuację finansów publicznych, bo zmniejszają wydatki budżetowe o 15 mld złotych, na dłuższą metę powodują pogorszenie sytuacji Polaków, bo obniżają ich emerytury. Tego nie nazwałbym reformą, a raczej sztuczną i krótkoterminową poprawą sytuacji finansów publicznych kosztem niższych emerytur w długim okresie.

Rozmawiał Stefan Sękowski.

* prof. Krzysztof Rybiński – ekonomista, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, rektor Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie. Były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »