Około 2 tysiące osób zebrało się w sobotnie popołudnie na warszawskim placu Piłsudskiego. Żółto-czarną taśmą został wyznaczony kształt samolotu TU-154. Do symbolicznej maszyny zostało zaproszonych 96 osób ubranych w białe koszulki, oznaczone z przodu liczbami od 1 do 96, a z tyłu znakiem zapytania. - Zebraliśmy się tutaj wszyscy, aby zaapelować i zadać trzy pytania, które naszym zdaniem, są w tym momencie kluczowe - wyjaśniał Marcin Roszkowski z Ruchu 10 Kwietnia.

Oprócz międzynarodowej  komisji i sprowadzenia do Polski wraku prezydenckiej maszyny członkowie ruchu domagają się jeszcze, że polski rząd zajmie się rodzinami ofiar smoleńskiej katastrofy, nie tylko w zakresie pomocy finansowej, ale też prawnej. W sobotę uczestnicy happeningu minutą ciszy uczcili ofiary kwietniowej tragedii. Po placu Piłsudskiego rozniosły się „Mazurek Dąbrowskiego” i „Boże coś Polskę”.

Część osób miała ze sobą biało-czerwone flagi i chorągiewki. Jedna z kobiet wznosiła transparent z napisem: "10.04. POlityczny mord. PO trupach do władzy. Zgromadzeni ludzie skandowali "żądamy prawdy!". Po zakończeniu happeningu, część biorących w nim udział osób przeniosła się pod Pałac Prezydencki.

Trzeci miesiąc po katastrofie, w której zginęła m.in. para prezydencka szczególny wymiar miał w Sopocie. Tam odsłonięto tablicę nadającą Parkowi Południowemu imię Marii i Lecha Kaczyńskich.

- Wiadomo, że pan Lech Kaczyński to wielki polityk, mąż stanu, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, poprzednio minister, prezes Najwyższej Izby Kontroli, prezydent Warszawy, ale dla nas - mieszkańców Sopotu państwo Maria i Lech Kaczyńscy zawsze będą osobami, które będziemy wspominali bardzo ciepło jako osoby wyjątkowe, ale także bardzo bliskie naszemu miastu – powiedział prezydent miasta Jacek Karnowski.

maj/TVP/PolsatNews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »