Nagroda Kandyńskiego przyznawana jest od dwóch lat. Ma na celu promocję rosyjskiej sztuki, a jej sponsorem jest Deutsche Bank. W tym roku otrzymał ją Aleksy Beljaew-Gintowt za fotomontaż „Bracia i siostry”, przedstawiający tłum przysłuchujący się Stalinowi. Jednak to nie sama praca wywołała oburzenie krytyków, a osoba laureata. Beljaew-Gintowt jest bowiem aktywistą i czołowym "stylistą" nacjonalistycznej Eurazjatyckiej Unii Młodzieży.
Organizacja ta, będąca młodzieżówką Partii Eurazjatyckiej narodowo-bolszewickiego ideologa Aleksandra Dugina dąży do odtworzenia Imprerium Rosyjskiego. Jej program jest typowym dla tego typu ugrupowań połączeniem socjalnego populizmu z szowinizmem i imperializmem. Sam Bejlaew-Gintowt chce odbudować stolicę Osetii Południowej Cchinwali w stylu stalinowskim. Marzy także o wystawach w Kijowie, Rydze, Wilnie i Tallinie. Jednak dopiero „po ich wyswobodzeniu”.
- To, co było ukryte, wychodzi na powierzchnię – skomentował nagrodzenie artysty krytyk sztuki Andriej Kowalew. - Wzrastająca faszyzacja klasy panującej jest oczywista. To przypomina rok 1933 w Niemczech – dodaje. - Wstyd! - krzyczał przez dłuższy czas ubiegłoroczny zwycięzca Anatoli Osmolowski.
Co ciekawe Beljaew-Gintowt nie jest jedynym „totalitarnym” artystą, którego praca zyskała uznanie jury. Do finału dostał się także marksizujący Dimitrij Gutow. Gdy dowiedział się o zwycięstwie rywala, zrezygnował z prawa do wystawiania swoich prac na międzynarodowej wystawie promującej nagrodę.
W całym wydarzeniu niczego zdrożnego nie widzi sponsor imprezy, Deutsche Bank, który na nagrodę wyłożył 40 tys. euro. - Nagroda docenia w pierwszej kolejności pracę, a nie osobę lub całokształt twórczości Beljaewa-Gintowta – twierdzi rzecznik prasowy przedsiębiorstwa, Klaus Winkler. Według rosyjskich mediów przedstawiciel Deutsche Bank w jury głosował właśnie na pracę laureata.
sks, standard.at
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
