Bez względu na to, czy chodzi o finansowanie węgierskiej elektrowni atomowej, czy gazociągu South Stream w Bułgarii, Rosja kupuje sobie wpływy w Europie Wschodniej. Co więcej, wielu państwom coraz mniej opłaca się sprzeciwiaj rosyjskim interesom. Węgrzy, Czesi i Słowacy otwarcie oponowali planom nałożenia na Rosjan rygorystycznych sankcji przez UE. Chcieli bowiem utrzymać dostęp do rosyjskich źródeł energii i tamtejszego rynku.

Rosjanie „Starają się sprawić, by indywidualne interesy państw członkowskich miały w UE większe znaczenie niż wspólny interes europejski” – uważa Otilia Dhand, analityk z firmy doradczej Teneo Intelligence. Jest to po prostu polityka prowadzona w myśl zasady „dziel i rządź”.

Bardzo ważną rolę odgrywa tu największy rosyjski bank, kontrolowany przez państwo – Sbierbank Rossii. Bank ten zarówno otwiera nowe oddziały na Bałkanach i w Europie Centralnej, ale także udziela potężnych pożyczek firmom z postkomunistycznych krajów.

Rosjan najbardziej interesuje sektor energetyczny. Przykładowo na początku roku Moskwa zaoferowała Węgrom pożyczkę w wysokości 10 mld euro, by pomóc w wybudowaniu tam dwóch reaktorów atomowych. Pożyczki dokonano na zasadach, na jakie nie mógł pozwolić sobie żaden zachodnioeuropejski bank.

Z kolei w czerwcu Sbierbank ogłosił, że pożyczy słowackiemu dostawcy energii, Slovenske Elektrarne, 1,2 mld dolarów. To pomoże w ukończeniu budowy elektrowni atomowej Mochovce.

Timothy Ash, główny ekonomista ze Standard Bank w Londynie, uważa, że rosyjska polityka udzielania kredytów to nic innego jak „zaplanowane i całkiem skuteczne działanie, mające na celu zdobycie i umocnienie wpływów”.

„Dla Rosjan najważniejsza jest efektywność. Zainwestują miliard dolarów w mały kraj i ten kraj jest dla nich kupiony. To po prostu racjonalna kalkulacja biznesowa„ – twierdzi z kolei Otilia Dhand.

bjad/forsal.pl