Najnowszym tego przykładem jest apel Dominika Uhliga, który wzywa, by nie „ferować wyroków na rodziców z lotniska”. Chodzi o rodziców, którzy zostawili dwuletnie dziecko, bez ważnego paszportu w poczekalni na lotnisku, by czekało na opiekunkę, która miała po nie przyjechać, a sami wylecieli samolotem na urlop. Słowem całkowita patologia i egoizm, której zwyczajnie nie da się usprawiedliwić.
Ale redaktor „GW” myśli inaczej. On jest zdania (choć sam zastrzega, że nigdy, by nie podjął takiej decyzji), że rodzice stali przed trudnym wyzwaniem. Ich błędem było to, że nie wyrobili paszportu, ale już to, że zostawili dziecko można usprawiedliwić, bo rodzice stanęli przed wyborem niemal tragicznym. „Czy powinni lecieć bez dziecka, czy wrócić z nim do domu i zrezygnować z wakacji?” - pyta dramatycznie dziennikarz. I choć każdy normalny człowiek zna odpowiedź na to pytanie, to dziennikarz podkreśla, że on nie jest w stanie rozstrzygnąć, jak powinni zachować się rodzice. „Tu oceny tej konkretnej sprawy się nie podejmuję. Nie znam tych ludzi, nie wiem jak podejmowali decyzję” - zaznacza i podkreśla, że ma świadomość, jak trudna mogła być to decyzja. „Wyobrażam sobie, jak trudna była to dla rodziców decyzja. I że być może nie byli zdolni do podjęcia najlepszej z możliwych decyzji” - zaznacza.
Uhling oczywiście dzieci, by zabrał albo został w domu, ale dopuszcza możliwość, że ktoś może myśleć inaczej, wiedząc, że „wyprawa przepadnie” „Pomysł wezwania na pomoc dziadków, czy kogoś z bliskiej rodziny, wydaje się tu najlepszym wyjściem. Tylko co zrobić, skoro najbliższych nie ma na miejscu. Z kim zostawić dziecko? Czy poczekalnia to najlepsze miejsce? Być może lepszym wyjściem byłoby wezwanie taksówki, która odwiozłaby dziecko do domu?” - mnoży wątpliwości... I buduje wrażenie, jakby zostawianie dwulatków w poczekalni było wyjście dopuszczalnym moralnie.
A ja jako talib nie mam wątpliwości: zachowanie rodziców było skandaliczne i patologiczne. Udawanie zaś, że jest inaczej uznaje za niszczenie ostatnich przestrzeni moralności. Jeśli bowiem wybór czy porzucić dziecko czy jechać na wakacje jest w ogóle dopuszczalny moralnie, to w zasadzie nie ma już rzeczy, której dziecku czy dorosłemu nie można zrobić...

