Rewolucja obyczajowa w łódzkim akademiku. Chłopak może zamieszać z dziewczyną w jednym pokoju! - zdjęcie
08.10.13, 11:47Fot. datarec/sxc.hu

Rewolucja obyczajowa w łódzkim akademiku. Chłopak może zamieszać z dziewczyną w jednym pokoju!

44

"Gazeta Wyborcza" niewątpliwie cieszy się strasznie z rewolucji obyczajowej w Łodzi. Dlatego umieściła ten tekst bardzo wysoko na swoim portalu. Dowiadujemy się z niego, że oto uczelnia Politechniki Łódzkiej rozpoczęła rewolucję obyczajową i pozwala (na razie powoli) na zamieszkanie w jednym pokoju chłopaka i dziewczyny. Nie może być to siostra ani jego żona! Czyli kto?

"By zamieszkać w pokoju z sympatią, trzeba będzie mieć zgodę rodziców (swoich i sympatii) oraz nienaganną opinię poświadczoną przez administrację osiedla, samorząd studencki i radę mieszkańców akademika, w którym mieszkało się wcześniej. Chłopak i dziewczyna muszą też pisemnie oświadczyć, że zamieszkanie w pokoju koedukacyjnym nie jest sprzeczne z ich zasadami moralnymi oraz - uwaga! - zgadzają się na to z własnej woli. Tego samego uczelnia wymaga od rodziców chłopaka i dziewczyny" - informuje "Gazeta Wyborcza".

Jak informuje GW inne łódzkie uczelnie już dawno otworzyły drzwi swoich akademików przed parami konkubenckimi. Najszerzej otworzyła je uczelnia medyczna. W Uniwersytecie Łódzkim chłopak z dziewczyną też mogą mieszkać razem bez ślubu - a nawet bez wyznaczonej jego daty - pod warunkiem jednak, że... łączy ich uczucie, które przekonująco udokumentują w piśmie do władz uczelni.

Jedynie "Wyborczą" martwi fakt, że Politechnika Łódzka nie traktuje studentów jako osoby samostanowiące o sobie oraz jako osoby dorosłe, dlatego że każe młodym ludziom na wspólne zamieszanie uzyskać zgodę rodziców. I ironicznie dodaje, że "Bogu dzięki, nie proboszcza".

Cóż, wspólne zamieszkanie chłopaka i dziewczyny dla osób wierzących to grzech. Dla innych może być to fun przeżycie, ale to, że władze uczelni godzą się na rozpasanie swoich studentów dowodzi totalnego ignoranctwa. Nie trzeba być psychologiem by stwierdzić, że zamieszkanie ze sobą studenta i studentki to równia pochyła. Szkoda, że upada w Łodzi wzór akademików tradycyjnych, gdzie studenci mieszkali razem a studentki razem.

Philo/wyborcza.pl

Komentarze (44):

anonim2013.10.8 11:55
Pomijając aspekty moralne: po co mieliby się uczyć - i tak roboty potem nie znajdą, to niech nie zawracają sobie głowy nauką.
anonim2013.10.8 11:56
Bzdura, wspólne mieszkanie to nie grzech, grzechem jest dopiero współżycie.
anonim2013.10.8 11:59
"pod warunkiem jednak, że... łączy ich uczucie, które przekonująco udokumentują w piśmie do władz uczelni" :DDDDD Chciałabym zobaczyć takie pismo.
anonim2013.10.8 12:05
Redaktor Philo dał się ponieść - może to być żona. Ba, z żoną można było w akademikach mieszkać już daaawno temu. Teraz rozszerza się to prawo (czy słusznie - zależy to od sumienia i zachowania każdego, nie mnie oceniać). Kolejna gafa - mieszkanie z kimś płci przeciwnej nie jest grzechem. Mieszkałem na studiach z trzema dziewczynami, każdy miał własny pokój i nigdy głodny nie chodziłem:P Grzechem jest gdybym współżył z współlokatorkami...
anonim2013.10.8 12:09
"Cóż, wspólne zamieszkanie chłopaka i dziewczyny dla osób wierzących to grzech" - pan redaktor nowe zasady wiary wprowadza? Grzechem jest współżycie przed ślubem, nie mieszkanie razem. Ogólnie to czuje się zażenowany faktem, że uczelnia wymaga do czegoś takiego zgody rodziców - studenci są osobami w świetle prawa dorosłymi i mogą o sobie sami stanowić. No i muszę powiedzieć że się zgadzam z ogólnym pomysłem - no bo czemu uczelnia wyższa ma pełnić rolę przyzwoitki?
anonim2013.10.8 12:09
Tak ściśle mówiąc, zamieszkanie razem to jeszcze nie grzech, a jedynie okazja i pokusa do grzechu. Grzechem jest współżycie seksualne. Nie mówię tego oczywiście aby usprawiedliwić ten pomysł, bo wszyscy chyba dobrze wiedzą jak skończy się mieszkanie razem - niemniej, bądźmy precyzyjni :).
anonim2013.10.8 12:10
"Cóż, wspólne zamieszkanie chłopaka i dziewczyny dla osób wierzących to grzech" A to akurat nie jest nieprawda. Samo wspólne mieszkanie osób płci obojga, któremu nie towarzyszy jasna i jednoznaczna intencja seksualnego obcowania ze sobą - jest bardziej bliską okazją do grzechu, niż grzechem per se. Patrzcie, to zupełnie podobnie, jak w przypadku pozamałżeńskich tańców damsko-męskich.
anonim2013.10.8 12:29
Dlaczego władze uczelni dyskryminują heteroseksualistów?
anonim2013.10.8 12:34
Zgadzam się z Wyborczą, czemu dorośli ludzie mają prosić o zgodę rodziców? To bez sensu, po ukończeniu 18 roku życia można się żenić, palić papierosy, pić ale mieszkanie z ukochanym/ukochaną w akademiku muszą zatwierdzić rodzice... Wszystkie dokumenty jakie muszą przedłożyć ci studenci są niepotrzebne, jakieś pozwolenia, dokumentowanie uczucia, zasady moralne, zaświadczenia... Szkoda zachodu, może o to właśnie chodzi?
anonim2013.10.8 12:38
Tekst jak z poprzedniego stulecia. Poza tym, Redakcjo, szanujcie trochę nasz język - "może być to fun" (a na głównej jeszcze jakiś "tealight", matko...).
anonim2013.10.8 12:56
"Wspólne mieszkanie bez współżycia to też może być grzech - to jest GRZECH ZGORSZENIA" Jaki grzech zgorszenia? Czyli jak np. dwóch kolegów mieszka razem to popełniają grzech zgorszenia bo ktoś ich podejrzewa o gejostwo? Tak samo ktoś mieszka z koleżanką z tego samego miasta, wynajmując wspólnie mieszkanie żeby było taniej.
anonim2013.10.8 12:57
No proszę, "łączy ich uczucie" he he, no bo uczucie to jest takie subiektywne uczucie, a takie subiektywne uczucie istnienia Boga jest zwalczane. Ciekawe, co nie?
anonim2013.10.8 13:08
"Cóż, wspólne zamieszkanie chłopaka i dziewczyny dla osób wierzących to grzech." Będąc studentem mieszkałem (nie w akademiku) ponad rok z przyjaciółką. Niczego między nami – prócz przyjaźni – nie było.Ot, optymalizacja kosztów. I co, to grzech jakiś był? No bez żartów...
anonim2013.10.8 13:14
Amish polecam poszerzyć swoje informacje o świadectwa tych, co przeszli już ta drogą a może to Cie przekona do zmiany zdania.
anonim2013.10.8 13:15
To jest właśnie problem, gdy religia wtrąca się w życie społeczne. Tak długo jak ludzie podejmują decyzję suwerennie, nie krzywdząc osób postronnych, tak długo mądra osoba nie będzie miała nic przeciwko. Religia nie może stać ponad prawami innych ludzi. Nie możemy doprowadzić do teokracji, gdy religijne przekonania pewnej grupy ludzi blokują przekonania innej grupy ludzi. Każdy ma prawo żyć zgodnie z własnym sumieniem. W innym przypadku dzieje się źle, i to na całym świecie. Mordowanie niewiernych w krajach muzułmańskich, prześladowania innowierców niczym w XVI i XVII wieku, czy też wyżynanie znachorów przez chrześcijan w Afryce. Tam, gdzie religia lub dowolna ideologia staje się dobrem najwyższym, a nie dobro samo w sobie i miłość, tam dochodzi do wypaczeń, z którymi to zresztą Chrystus walczył. Z bandą faryzeuszy i z kupcami. Chrystus otaczał miłością grzeszników i wyciągał do nich ręce, a tych, którzy zapominali o byciu dobrym i pełnym miłości, po rękach lał. Tak samo jak katolicy nie chcę dyktatu nie-katolików, tak i nie-katolicy nie chcą dyktatu katolików. Obie strony powinny mieć takie same suwerenne prawO decydowania, co chcą zrobić ze swoimi czterema literami.
anonim2013.10.8 13:21
W odpowiedzi na padające z różnych stron pytanie "dlaczego dorośli studenci muszą mieć pozwolenie rodziców" - ano, dlatego że studenci którzy utrzymywaliby się na własny rachunek są mniejszością tak małą że praktycznie nieistniejącą. Kto płaci za akademik? Kochane pieniądze przyślijcie rodzice... Z resztą, 18 lat bynajmniej nie oznacza dorosłości - jest to arbitralna granica która z żadnego gówniarza jeszcze nie uczyniła dojrzałego człowieka zdolnego do podejmowania decyzji. Bywają nieraz ludzie którzy są dorośli nawet wcześniej, mając np. lat 16 czy 15. Natomiast większość osób nie jest dorosła nawet mając 20-parę lat, i konsultacja z rodzicami naprawdę im nie zaszkodzi.
anonim2013.10.8 13:22
@Amish Wnioskuję, że nie widzisz różnicy między wynajmowanym mieszkaniem a pokojem w akademiku? Piszesz, że może to być koleżanka i kolega z jednej miejscowości itp. i że to nic złego. Tylko na krótką metę. Ja bym na studiach raczej nie potrafił mieszkać z koleżanką i być wobec niej obojętnym. Nie wmawiaj też proszę, że inni mają inaczej. Równie dobrze możesz powiedzieć, że mógłbyś się z koleżanką kąpać, żeby wodę oszczędzić i być obojętnym wobec niej. Jak sam widzisz - absurd. Uczelnia, jako twór z tradycjami powinna wyraźnie obstawać przy pokojach jednopłciowych. Taka tradycja i koniec, nie podoba się to wypad. Do innych zasad jakoś się można dostosować. Władze tej uczelni to TCHÓRZE.
anonim2013.10.8 13:51
Tom - ja nie jestem zwierzęciem i jakoś sobie radziłem mieszkając z 3 dziewczynami. Ty pewnie nie dałby rady i zgwałcił przy pierwszej lepszej sposobności.
anonim2013.10.8 13:54
Zgroza. Wiele lat temu mieszkałem we Wrocławiu będąc (na krótko) na studiach astronomicznych. To był taki internat dla uczniów tamtejszego technikum. Część jednak 4 piętra była wyznaczona tylko dla studentów wrocławskiej Polibudy. A to, że udało mi się tam wcisnąć (jako typka z uniwerku), to było zasługą jakiegoś rodzinnego znajomego (taka siódma woda po kisielu). Któregoś wieczora postanowiliśmy sobie dać w żyłę. Nakupiliśmy siatkę "Piasta" i tego mocniejszego "Magnum", a Marcin (mój współspacz z Pionek) na ten weekend, w nocy, chciał się zobaczyć ze swoją dziewczyną. Co tu zrobić, skoro w internacie siedzą portierki, które nie pozwolą w piątkowy wieczór wpuścić do męskiego internatu atrakcyjnej studentki prawa z Łodzi? I kolega wciągnął ją przez okno po zwiniętych szmatach.
anonim2013.10.8 13:59
@Tom "Ja bym na studiach raczej nie potrafił mieszkać z koleżanką i być wobec niej obojętnym. Nie wmawiaj też proszę, że inni mają inaczej" - trochę kontroli człowieku, co Ty wygadujesz w ogóle. Też miałem współlokatorki przez prawie 2 lata i do niczego nie dochodziło.
anonim2013.10.8 14:02
No dobra ale co z tego?
anonim2013.10.8 14:05
Żeby chłopak w moich czasach mógł nawet pocałować dziewczynę, musiał się nieźle nagimnastykować.
anonim2013.10.8 14:42
Nie może być to siostra ani jego żona! zaraz zaraz, czy znaczy to, że mamy już mocnych debili w władzach Politechniki Łódzkiej??? z żoną nie można mieszkać a z .... tak???
anonim2013.10.8 14:44
..."pod warunkiem jednak, że... łączy ich uczucie, które przekonująco udokumentują w piśmie do władz uczelni..." no i mamy Wielkiego Brata; jak za komuny w wojsku-zgoda przełożonego na ślub !!!! ciemnoto ludzka studiuj historię to zobaczysz do czego to prowadzi!
anonim2013.10.8 14:53
Lol, to trzeba jakieś pozwolenia? W zeszłym roku mój kuzyn z kolega i dwiema koleżankami mieszkali w jednym segmencie(dwa pokoje, wspólna kuchnia i łazienka) i nikt nawet się nie zastanawiał czy tak można.
anonim2013.10.8 15:07
Stayer oficjalnie w jednym segmencie ale w różnych pokojach. Nieoficjalnie ...
anonim2013.10.8 15:08
@wiesiekadam Spokojnie, z żoną już od dawna można.
anonim2013.10.8 15:16
Czy mi się zdaje ze dzisiaj jest 1 kwietnia? Czy ci urzędnicy uczelni to są normalni? Czy to są nieletni studenci? Dlaczego nie siostra i nie żona? Debilizmy najwyższego rzędu za pieniądze podatnika
anonim2013.10.8 15:19
Przeciętniak - przecież wiesz o co chodzi. W krajach islamskich winnym gwałtu nie jest gwałciciel, tylko nieodpowiedni strój zgwałconej. Tutaj jest ten sam mechanizm. Jeśli zamieszkam z koleżanką i dojdzie do współżycia to nie jest to moja wina, że do tego doprowadziłem ale wina tych, którzy na to pozwolili.
anonim2013.10.8 15:32
Też mi rewolucja. Jak ktoś chce mieszkac z dziewczyną a uczelnia robi problem to się wynajmuje mieszkanie. I bez wpisów, że studenci to sami biedacy. Ja pod swoim akademikiem zawsze miałem problem żeby znaleść miejsce parkingowe.
anonim2013.10.8 16:08
Przekłamanie Frondy, czy brak umiejętności czytania ze zrozumieniem autora artykułu (+zła wola, by zrozumieć co autor wyborczej napisał)? Jak dotąd w akademikach PŁ można było mieszkać z osobą innej płci, jeżeli tylko była to twoja żona/mąż albo siostra/brat. Teraz to rozszerzyli. Nikt nie zabrania (i nie może!) wspólnego zamieszkania małżeństwu! Ludzie, myślcie!
anonim2013.10.8 16:39
Kobieta i mężczyzna nawet bez współżycia grzeszą mieszkając razem przed ślubem. Pytałam o to 2 lata temu pewnego wrocławskiego biskupa i jednoznacznie udzielił mi taką odpowiedź.
anonim2013.10.8 17:32
katarzyna_barbara - a na czym ten grzech miałby polegać?
anonim2013.10.8 19:22
Jak zwykle frondowa wykładnia nauczania moralnego Kościoła niezawodna - zamieszkanie chłopaka z dziewczyną to grzech i nie ważne czy współżyją czy może nie, bo nie każdy musi jakby się miało wydawać szanownej redakcji. Pierwsi chrześcijanie także mieli swoje dziewice z którymi wspólnie mieszkali o czym pisze już św. Paweł, ale wydaję się że oficjalna wykładnia moralności katolickiej nie pamięta już o tym...
anonim2013.10.8 19:49
@Peter - samo mieszkanie dziewczyny z chłopcem może i nie jest grzechem, ale do grzechu kusi.
anonim2013.10.8 20:51
pytanie, w którym dokumencie nasz Kościół potępił wspólne mieszkanie (mieszkanie, nie współżycie) przed ślubem?
anonim2013.10.8 21:38
@ Przecietniak i Krzysiekj Nie rozumiecie istoty problemu i rozumiecie po swojemu to co napisałem. Mowa jest o mieszkaniu z dziewczyną, a nie z koleżankami to raz. Dwa - nie trzeba seksu, wystarczy stwarzanie sobie okazji do grzechu - po co? A skoro tak "wytrzymujecie" i wszystko jest OK, to powiedzcie kiedyś swoim żonom, że jedziecie na konferencję, delegację czy cokolwiek z koleżanką - na pewno wszystko będzie ok, bo przecież na studiach jakoś mieszkaliście z koleżankami i do niczego nie dochodziło. Przecież z koleżanką na wyjeździe można się przespać w jednym łóżku i nawet poprzytulać, żeby było cieplej i taniej. A wierny żonie będziesz, bo "nic się nie stało". To jak, jest z tym mieszkaniem koedukacyjnym coś nie tak, czy raczej szukacie sobie usprawiedliwienia? Bądźmy szczerzy, ja nie chcę Was z niczego rozliczać, bo mnie to w ogóle nie interesuje, ale może nie gadajcie, że mieszkanie z koleżanką to tak samo jak z kolegą, bo wyjdziecie na eunuchów ;-)
anonim2013.10.8 22:33
@Tom A koleżanka to może nie dziewczyna?
anonim2013.10.9 6:53
Ale bzdurne i poniżające to przekonywanie o uczuciu... Jeśli komuś akademik przysługuje, to powinien mieć możliwość zamieszkania z kolegą z roku albo z dziewczyną, konkubiną, whatever. Nie wiem co do tego ma uczelnia.
anonim2013.10.9 8:23
@Quis ut Deus? Słaba "podpucha". Wiesz dobrze o co chodzi. Katolikom-studentom z wątpliwościami proponuję zadać sobie pytanie: czy mieszkanie z dziewczyną przybliży mnie i ją do Boga? Bo jeśli nie to po co w to brnąć? Dla mnie gadanie w stylu mieszkamy, ale nie współżyjemy to dziecinada. Sam na studiach nie mieszkałem ze swoją dziewczyną, choć była ku temu okazja bardzo dobra. Dziś jest ona moją żoną i patrząc wstecz nigdy nie zrobiłbym inaczej. Znajomi natomiast, którzy na studiach "mieszkali razem" dzisiaj albo są niestety po rozwodach, albo dalej sobie "mieszkają" i niestety nie wyglądają na szczęśliwych.
anonim2013.10.9 11:22
Tom - klasyczny argument. Ciekawe kiedy ktoś zrobi jakieś badania na ten temat, bo jestem ciekaw jak to rzeczywiście jest. Jeśli jesteś ze swoją żoną szczęśliwy (czego Ci oczywiście gratuluję) to po prostu ze swoją żoną pasujecie do siebie. Fakt przedślubnego mieszkania razem lub nie moim zdaniem nie ma tu zbyt wiele do rzeczy.
anonim2013.10.9 13:05
Szerlej - moje zdanie jest inne. Uważam, że mieszkanie przed ślubem sprawia, że młodzi ludzie niejako zachłystają się cielesnością i zapominają o innych aspektach związku lub ich po prostu nie doświadczają. Oczywiście pozornie wszystko może ładnie wyglądać, ale facet (szczególnie), kiedy dostanie seks, jest wstanie bardzo wiele udawać, żeby ten seks dostawać. Dziewczyna, z którą mieszka i śpi, jest jego ukochaną, najlepszą, najwspanialszą itd., byle wieczorem znowu dała, mówiąc brzydko. Mija czas i okazuje się, że jednak oprócz seksu to dużo wspólnego nie mają. Przepraszam za brutalność, ale myślę o konkretnych ludziach i wiem co piszę. Czy nie lepiej jest wypróbować się po chrześcijańsku? (ja wiem, że na pewno tak). Mianowicie spotykać się, spędzać razem czas, robić różne rzeczy razem, rozmawiać, modlić się, być ze sobą w chwilach ciężkich i odwrotnie-pełnych entuzjazmu? A jeśli tak może być przez kilka lat, kiedy wady charakteru będą już widoczne i znane, a ludzie będą nadal chcieli być ze sobą, to wtedy ślub i wspólne zamieszkanie? Wtedy współżycie odbywa się w pełnej wolności i nie staje się centrum trwania związku, ale wspaniałym dodatkiem do szczęśliwego życia. Mieszkanie razem to wyjście dla mięczaków i leniwców. Ja przez 5 lat jeździłem codziennie na rowerze kilkanaście km, żeby się z dziewczyną zobaczyć i tylko mi to na zdrowie wyszło, w sensie fizycznym i duchowym. I nie byłoby tak, gdyby nie Kościół Katolicki. Czasami w filmach czy serialach pokazane są sceny, kiedy para mieszkająca razem bierze ślub. Budzą się w jednym łóżku, wstają, ubierają się i wyjeżdżąją się pobrać. Wtedy zastanawiam się, co to życiu takich ludzi ma się zmienić? Jak oni mogą być szczęśliwi w takim dniu, skoro to dzień jak codzień?
anonim2013.10.14 20:19
Ja nie rozumiem skąd to oburzenie. Mnie bulwersuje raczej ilość papierków, które trzeba dostarczyć. Studenci mieszkają ze sobą, tyle że nie w akademikach, i nikt nic nie ma do gadania, a już w szczególności rodzice.
anonim2013.10.14 20:23
@Tom Czyli wszystko co wiesz, wiesz z własnego doświadczenia, które jest zupełnie inne od mojego. Ja po studiach poznałem dziewczynę, po roku mieszkaliśmy razem, po dwóch latach została moją żoną, mamy póki co dwójkę dzieci. Tekst o eunuchach jest bez sensu, Ty może nie panujesz nad sobą, nie znaczy to że każdy patrzy na kobiety jak wygłodniały wilk. Bez badań takie przegadywanie się sensu nie ma (żeby było ciekawiej mam mocno wierzącego znajomego, który czekał do ślubu, już nie jest ze swoją wybranką).