Od września ub. roku w polskich szkołach funkcjonuje przedmiot o nazwie „edukacja zdrowotna”. Jest to przedmiot fakultatywny, choć pierwotnie miał być obowiązkowy. W czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi, w reakcji na potężne protesty wielu środowisk, MEN zdecydował jednak, że w tym roku szkolnym to rodzice i sami uczniowie zdecydują, czy będą brać udział w kontrowersyjnych zajęciach. Większość zdecydowała się w zajęciach nie uczestniczyć.

Goszcząc w programie „Graffiti” na antenie Polsat News minister edukacji narodowej Barbara Nowacka oświadczyła, że do końca miesiąca zapadnie decyzja, czy od przyszłego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa.

- „Uważam, że ten przedmiot jest potrzebny”

- przekonywała.

Przyznała, że został wprowadzony jedynie jako przedmiot nieobowiązkowy z powodów stricte politycznych. Stąd jej zdaniem niska frekwencja.

- „Młodzież nie chodzi na przedmioty nieobowiązkowe. To sobie trzeba jasno powiedzieć”

- stwierdziła.

Podkreśliła, że „nie miała wyjścia”, decydując się na wprowadzenie przedmiotu jako nieobowiązkowego.

- „Jeżeli jest decyzja na szczeblu wysokim w rządzie, to minister musi się tej decyzji podporządkować”

- powiedziała.