- W opinii REM naruszył zapisane w Karcie Etycznej Mediów zasady obiektywizmu, a także szacunku i tolerancji, co jest szczególnie naganne w sytuacji dramatycznych i bolesnych przeżyć całego społeczeństwa – napisała w swoim oświadczeniu Rada. Autorem tekstu jest przewodnicząca ciała, Magdalena Bajer.

Instytucji nie podoba się, że w filmie „pojawiały się oskarżenia pod adresem przeciwników prezydenta Lecha Kaczyńskiego, stwierdzenia, że Polska nie jest krajem demokratycznym, sugestie spiskowe dotyczące katastrofy pod Smoleńskiem”. Jan Pospieszalski aprobował je i powtarzał, „co miało znamiona manipulacji”.

Zdanie odrębne wyraziło dwoje członków REM, Teresa Bochwic i Tomasz Bieszczad. - Moje intuicje moralne rozmijają się z tymi większości członków Rady. Ten film pokazał kawałek Polski, który do tej pory milczał. Jeśli komuś nie odpowiadał, mógł nakręcić własny film – twierdzi Teresa Bochwic w rozmowie z portalem Fronda.pl.

Mianowana do Rady przez Polskie Radio dziennikarka przypomina, że już trzeci raz z rzędu wyraziła zdanie odrębne do oświadczeń REM. Poprzednio dotyczyło to decyzji organu w sprawie felietonu Marka Króla we „Wproście” pt. „Nie polezie orzeł w Gwna”. Nie zawsze jednak jej zdanie jest dołączane do treści uchwały. - Zawsze albo za późno je przysyłam, albo komuś zawiesza się komputer – ironizuje Bochwic.

- Po emisji mojego filmu czuję się, jakbym zderzyła się z lokomotywą – mówi portalowi Fronda.pl reżyserka „Solidarnych 2010”, Ewa Stankiewicz. - Pełen manipulacji nienawistny atak na mój film jest po prostu przerażający. Znów okazuje się, że w Polsce są osoby, które mogą mniej, taką osobą był kiedyś Bronisław Wildstein, i takie, które mogą więcej – dodaje.

- Będąc na tamtej ulicy widziałam, jak dużo ludzi zauważa manipulację. To dawało mi nadzieję, że nie da się ludzi do końca urobić – komentuje sprawę Ewa Stankiewicz. Dodaje też, że wysłała do REM skargę na rzecznika prasowego Tomasza Kalitę, który nazwał jej film „darmowym blokiem reklamowym PiS”. Ponadto polityk wyeksponował jedną z kilkudziesięciu profesji reprezentowanych w filmie (aktorów), by ich pozbawić wiarygodności.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »