"Polski Breivik", "polski terrorysta", "polski dżihad"... Czytając nagłówki prasowe można było odnieść wrażenie, że ABW okazało się organizacją silną, zwartą, gotową. Tak oto zbliża się największa impreza sportowa w historii naszego kraju, a bohaterscy funkcjonariusze udaremnili atak niebezpiecznego, żądnego krwi terrorysty, który - niczym oprychy z filmów sensacyjnych made in USA - wychodził na ulicę z tajemniczym pakunkiem i giwerą pod płaszczem (nie lada wyzwanie, zwłaszcza, że był wtedy upał). American dream? Nie dla psa kiełbasa!
Jak informuje dzisiejsza "Gazeta Wyborcza", zarówno brat "dżihadysty", jak i funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego potwierdzają, że poza filmami w sieci (zmontowanymi z arabskich materiałów telewizyjnych) nie znaleziono dowodów przygotowywania zamachów czy nawet próby zbudowania bomby przez Artura Ł. Jedyne, co "polski Breivik" (swoją drogą nie rozumiem określenia, jakiego czołowe media użyły wobec zatrzymanego) miał na sumieniu, to... zaglądanie na strony internetowe z instrukcjami, jak zrobić materiał wybuchowy z powszechnie dostępnych składników. No i oczywiście obecność na zamkniętych forach dyskusyjnych, podobno terrorystów islamskich (tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele ABW). Na czym polegała ich "tajność"? Ano na tym, że użytkownikiem może zostać osoba wprowadzona przez innego członka forum czyli dokładnie tak, jak na niektórych portalach społeczenościowych. Straszne, prawda?
Tyle do powiedzenia mają funkcjonariusze przed kamerami. Inaczej sytuacja wygląda, gdy obiektywy kamer i aparatów są zwrócone w innym kierunku... Wtedy okazuje się, że Artur Ł. nie ma nawet statusu więźnia niebezpiecznego. "Gazeta Wyborcza" informuje, że chłopak - jak na prawdziwego terrorystę przystało - może swobodnie odbywać widzenia i roznosić jedzenie...
Bezrobotny warszawiak, absolwent liceum dla dorosłych, już usłyszał zarzuty publicznego nawoływania do terroryzmu i pochwalania oraz rozpowszechniania treści mogących ułatwić przestępstwa terrorystyczne. Oficer ABW mówi, że lepiej "dmuchać na zimne". Ma rację. Pytanie: dlaczego z rutynowego działania robi się wielki sukces?
Znam osoby, które - z nadmiaru czasu - wyszukują w internecie informacje o wymyślnych torturach i karach. Czy to powód, aby odtrąbić zatrzymanie niebezpiecznych sadystów? A nie daj Bóg, jeszcze należą do zamkniętych grup na Facebooku...
Aleksander Majewski

