"Środa, godz. 13. Policjanci z pistoletami maszynowymi otaczają kamienicę na ul. Pogórze w centrum Poznania. To tzw. grupa realizacyjna zatrzymuje groźnych bandytów. Brama na podwórze jest zamknięta" - relacjonuje Piotr Żytnicki. "Policjancie założyli kominiarki, przepuścili właściciela, który wyłamał kłódkę. Anarchiści skandowali: "Policja broni bogatych przed biednymi!". Policjanci powalili jednego z nich - Marka Piekarskiego - i kopali. Ruda dziewczyna i chłopak, wyciagając go za ręce, dostali gazem" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
O co cała afera? O to, że właściciele kamienicy przyszli pod należący do nich budynek i - widząc nieproszonych gości - wezwali policję. Doprawdy, straszne! Duchy Hitlera, Stalina i "całej kupy wielkich braci" wróciły na ziemski padół, aby wesprzeć akcję bestialskich gliniarzy. Oczywiście, trzeba oddać anarchistom, koczującym w squatach, że podejmują różne inicjatywy kulturalne, niejednokrotnie udzielają wsparcia lokatorom, którzy stają się ofiarami podejrzanych koszachtów władzuchny i wyrastających, jak grzyby po deszczu, tajemniczych (często samozwańczych) właścicieli. Tyle, że jeżeli taki właściciel dzwoni po mundurowych, a anarchiści stawiają opór przeciwko funkcjonariuszom, trudno się dziwić, że reakcja policji miała właśnie taki charakter.
"Squattersi zajmują opuszczone budynki bez zgody właścicieli. Twierdzą, że prawo do zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych jest ważniejsze od prawa własności" - czytamy w "Gazecie Wyborczej". W tym miejscu, chciałbym zacytować ripostę mojego znajomego, zamieszczoną na popularnym portalu społecznościowym: "Gwałciciele gwałcą cudze żony pod nieobecność mężów. Tłumaczą, że prawo do zaspokojenia potrzeb seksualnych jest ważniejsze od prawa do cielesnej nietykalności".
Wspomniany cytat pozostawiam pod rozwagę redaktorom z Czerskiej.
Aleksander Majewski

