Gorin, na swoim profilu Facebookowym zdecydował się odpowiedzieć na pytanie, co by się stało, gdyby dziewczyny z Pussy Riot zdecydowały się na podobną akcję, jakiej dokonały w soborze w synagodze.

 

„Wariant pierwszy, tragiczny. Dziewczęta wchodzą do miejsca modlitwy, wbiegają za bimę, i wciągają na głowy swoje czapeczki. Ale one, biedaczki, nie wiedzą, że na ten modlitwie w synagodze jest gość – minister z Izraela, któremu w podróży towarzyszy ochrona wyszkolona w syjonistycznych spec-służbach. A musicie wiedzieć, że takie czapeczki oni widzieli na kronikach filmowych, które im pokazywano w szkołach podoficerskich. Ich wygląd odpowiada wyglądowi czapeczek, które mieli na sobie zamachowcy w czasie Olimpiady w Monachium w 1972 roku. I w związku z tym agent może natychmiast otworzyć ogień. I międzynarodowy skandal, płaczące matki, osierocone dzieci – gotowy” – napisał Gorin.

 

Wariant drugi jest nieco bardziej optymistyczny. W synagodze nie ma ministra. „Dziewczęta zostają wyprowadzone z bimy przez ortodoksyjnych wiernych, ci wzywają policję i przekazują jej dziewczęta. Jednocześnie (jeszcze przed przekazaniem dziewcząt służbom) pojawiają się relacje we wszystkich kanałach telewizji na świecie o antysemickiej akcji. Międzynarodowe organizacje żydowskie domagają się sprawiedliwego sądu i podnoszą straszliwy szum, gdy do niego nie dochodzi”. A w efekcie po wyroku Putin staje się bojownikiem w walce z antysemityzmem.

 

Wariant trzeci jest, zdaniem Gorina, najbardziej prawdopodobny. Otóż dziewczęta do bimy, by nie doszły. A przeszkodziliby im w tym młodzi ochroniarze.

 

TPT/Interfax.ru