- Kapitał wchodzi nie po to, żeby nam zrobić przysługę z litości czy sympatii. Wchodzi, żeby zarobić więcej, niż wprowadził. Nie jest to nasz interes - mówi prof. Jerzy Żyżyński, ekonomista, poseł PiS.
Polska zajmuje 18. miejsce na świecie wśród krajów, z których wyprowadzono w nieuczciwy sposób największą ilość kapitału. Wyprzedzamy w niechlubnym rankingu zarówno kraje lepiej rozwinięte od nas, jak i gorzej rozwinięte. Dlaczego tak jest?
Po pierwsze to efekt swobody przepływu kapitału, będącej jedną z czterech sztandarowych zasad UE (obok swobody rzepływu dóbr, usług i pracy). Kiedy ktoś wchodzi do kraju z inwestycjami, stara się oczywiście sprowadzić do siebie to, co zarobił. Trudno z tym walczyć, jeśli się nie wprowadzi systemu podatkowego, który by gwarantował zatrzymanie przynajmniej części środków. Drugi powód jest taki, że mamy niemrawych urzędników. Rozmawiałem z byłym pracownikiem Ministerstwa Finansów, który mi mówił, że ma miejsce gigantyczny drenaż Polski z podatku VAT. To nie jest kapitał sensu stricto, ale podatek, który powinien być wpłacony do budżetu państwa, a zamiast tego ucieka poprzez firmy zarejestrowane w Wielkiej Brytanii czy innych krajach. Nawet UE zaleca, żeby z tym walczyć, ale panuje u nas pewna opieszałość pod tym względem.
Drenaż dotyczy też kapitału rzeczowego, czyli środków służących do wytwarzania dóbr i usług. Był on drenowany w ten sposób, że firmy wykupywały przedsiębiorstwa, dośc tanio zresztą, po czym wywoziły cześć parku maszynowego. To samo dotyczyło kapitału intelektualnego, czyli patentów i wynalazków.
Kapitał finansowy powstaje w ten sposób, że ludzie zarabiają i oszczędzają. Ich oszczędności, tworzące właśnie kapitał, są odkładane do banków. Ten kapitał powinien teraz być uaktywniany w ten sposób, że bank udziela z niego kredytów polskim podmiotom. Jednak jeśli bank jest częścią międzynarodowego koncernu, to nasze oszczędności mogą służyć do kredytowania podmiotów zagranicznych. A to dlatego, że decyzje, komu udzielać kredytów są podejmowane w centrali w Nowym Jorku, Londynie czy Rzymie.
Co zrobić, żeby powstrzymać drenaż kapitału? Zwiększyć szczelność systemu? Zmieniać prawo podatkowe tak, żeby bardziej opłacało się płacić podatki u nas niż za granicą?
Podatki, rzecz jasna, opłaca się płacić tam, gdzie są niższe. Nasz CIT w porównaniu z innymi krajami Europy jest stosunkowo niski. Według mojej definicji, pieniądz to prawo do kupowania dóbr i usług. Pracodawca dostaje to prawo od klientów i przekazuje część swoim pracownikom, a część zostawia sobie. To prawo cyrkuluje, uruchamiając gospodarkę. Dlacego o tym mówię? Kiedy jesteśmy w międzynarodowym układzie sił i zależności gospodarczych, ci, którzy zabierają nam kapitał, zabierają nam w ten sposób część praw do nabywania dóbr i usług - konsumpcyjnych i inwestycyjnych. W ten sposób organiczone zostają nasze możliwości rozwojowe.
Kraje powinny chronić swoje zasoby kapitału finansowego, bo to umożliwia rozwój.Tutaj mądrze zachowały się Chiny. Pozwoliły wchodzić firmom z zagranicy, ale z transferowaniem zysku już nie jest tak łatwo. Bank Światowy i MFW starały się propagować reformy neoliberalne, w tym swobodę przepływu kapitału. Jednak swoboda przepływu nie oznacza, że kapitał wchodzi po to, żeby nam zrobić przysługę z litości czy sympatii. Wchodzi, żeby zarobić więcej, niż wprowadził. Nie jest to nasz interes. Wchodzenie zagranicznego kapitału ma swoje plusy i minusy. Chińczycy mówią: wchodźcie, ale rozbudowujcie moce produkcyjne u nas; to, co zarobicie inwestujcie z powrotem u nas. Myśmy jakoś nie chcieli i nie potrafili wymóc na UE zasad chroniących nasze interesy, choć nie wiem, czy w przypadku UE byłoby to w ogóle możliwe. Dlatego nie jestem entuzjastą UE. Unia ma tę wadę konstrukcyjną, że niby stanowi jeden organizm, ale poszczególne fragmenty organizmu nie są zainteresowane tym, żeby inne się rozwijały.
Spójrzmy na Grecję. Problemy Grecji to nie tylko to, że obywatele byli rozrzutni i nie płacili podaktów. To to jest prawda, ale jak się nie płaci podatków, to pieniądz zostaje w kraju i jest wydawany. Grecja została w dużej mierze wydrenowana przez Niemców. Wiele przedsiębiorstw tam upadło. Mieli nie tylko turystykę, ale i trochę przemysłu. Kiedy istnieje przemysł, wytwarzane i sprzedawane są dobra materialne i w ten sposób tworzone są dochody przedsiębiorstw. Kiedy przedsiębiorstwa są własne, to i zyski, i zarobki pracowników zostają w kraju. W Polsce wiele przedsiębiorstw padło ofiarą wrogich przejęć. Na pierwszy rzut oka Polska może i nie jest w ruinie, ale 1670 przedsiębiorstw, które istniały w 1988 r. zostało zlikwidowanych. To 30 proc. ówczesnych mocy produkcyjnych. To też jest forma drenażu - kupowanie po to, żeby likwidować. To zresztą także skutek nieudolnie prowadzonej transformacji. Balcerowicz powinien był ją tak opracowywać, żeby chronić majątek narodowy. Zamiast tego wprowadzono takie mechanizmy finansowe, żeby wszystko szybko upadło, bo jak upadnie, to ktoś przejmie i zbuduje lepiej. Bzdura. Wiele przedsiębiorstw zlikwidowano i nie odbudowano. Przykładem FSO w Warszawie. Mogliśmy produkować własne samochody. Rok czy dwa lata temu ktoś wykupił zakłady, w których kiedyś produkowany nysy. Wykupił i po prostu wysadził.
Not. Jakub Jałowiczor
