Prof. Romuald Szeremietiew: O istocie odstraszania z wykorzystaniem OT - zdjęcie
19.06.18, 17:30screenshot Youtube

Prof. Romuald Szeremietiew: O istocie odstraszania z wykorzystaniem OT

Planując prowadzenie wojny strony dokonują kalkulacji sił własnych i przeciwnika dążąc do uzyskania przewagi, która zapewni zwycięstwo. Jeśli stronami konfliktu są państwa posługujące się podobnymi środkami (regularne armie uzbrojone w ciężki sprzęt) ustalono dawno, że wystarczy uzyskać trzykrotną przewagę materialną, aby zwyciężyć. Dlatego państwa dysponujące mniejszym potencjałem usiłują równoważyć materialne dysproporcje poszukując silnych sojuszników. Jednak ich los w wojnie jest uzależniony od tego, czy potężny sojusznik udzieli pomocy. Jeśli tego nie zrobi zaatakowane państwo poniesie klęskę. Przykładem takiej sytuacji jest położenie Polski w okresie II wojny światowej.

W drugiej połowie XX wieku i zwłaszcza w czasach współczesnych pojawiły się nowe inne sposoby rozgrywania wojen w których zwycięstwa zaczęły odnosić siły materialnie słabsze. Mamy więc liczne konflikty określane jako asymetryczne, wojny hybrydowe, formą rozgrywania starcia stał się też terroryzm. Okazało się, że sposobem uzyskania wygranej mogą być działania określane jako nieregularne - z jednej strony występują armię uzbrojoną w najnowocześniejszą technikę wojskową, a jako ich przeciwnik formacje lekko uzbrojone, stosujące proste, by nie powiedzieć prymitywne środki bojowe, np. improwizowane ładunki wybuchowe. Okazało się też, że aby odnieść zwycięstwo z przeciwnikiem asymetrycznym trzykrotna przewaga materialna nie wystarcza.

Eksperci i analitycy badając te konflikty twierdzą, że trzeba dokonywać innych kalkulacji sił. Jeśli więc napastnik chce zdobyć teren na którym spotka się z oporem nieregularnym, to w przypadku obszarów o małym stopniu pokrycia roślinnością (np. pustynia) trzeba dysponować siedemnastokrotną przewagą (liczbą żołnierzy) – 170 okupantów powinno sparaliżować aktywność 10 partyzantów. Jeśli jednak będzie zamiar opanowania terenów pokrytych dżunglą, górzystych to przewaga powinna wynosić 56 : 1; na sparaliżowanie akcji wspomnianych 10 partyzantów potrzebny będzie batalion - 560 żołnierzy trzeba użyć do stałego kontrolowania terenu.

Podobnie wysokie wskaźniki trzeba uzyskać działając na terenach zurbanizowanych, gdzie współcześnie toczy się większość konfliktów asymetrycznych. Zdobywając miasto, nawet okrążone i pozbawiane pomocy z zewnątrz atakujący, dysponujący lotnictwem i artylerią, powinien mieć przewagę jak 46 : 1, a nawet 52 : 1. Generalnie uważa się, że w warunkach europejskich, gdzie jest dużo terenów zurbanizowanych, dla osiągniecia zwycięstwa w walkach nieregularnych trzeba dysponować co najmniej przewagą 32 :1.

Wychodząc z takich przesłanek i konfrontując je z warunkami polskim można założyć, że przygotowane do działań nieregularnych polskie siły agresor mógłby pokonać, zdusić i sparaliżować ich opór, dysponując dwudziestokrotną przewagą. Stąd wystawienie przez Polskę półmilionowych wojsk terytorialnych zdolnych do prowadzenia działań nieregularnych byłoby sposobem na zniechęcenie agresora przed napaścią bowiem nie byłby on przecież w stanie wystawić dziesięciomilionowej armii okupacyjnej do sparaliżowania polskiego oporu. To dlatego amerykański strateg Edward Luttwak powiedział, że Polska budując masową powszechną obronę terytorialną będzie niepokonalną.

Moja koncepcja uniknięcia wojny (odstraszenia potencjalnego wroga) dzięki OT jest odrzucana, a bywa też wyśmiewana. Nie dostrzega się, że masowa obrona kraju powinna zniechęcić agresora i wówczas żadnej wojny, a zwłaszcza partyzanckiej, nie trzeba będzie prowadzić. Krytycy mojego poglądu puszczają to mimo uszu i twierdzą, że chcę narazić Polaków na rzeź, powtórkę z Powstania Warszawskiego zamierzając się bronić na własnym terytorium, gdy należy prowadzić działania wojenne na terytorium wroga. Zestawia się potężne uzbrojenie czołgi, rakiety, śmigłowce z lekkim uzbrojeniem OT wskazując, że nie ma ona żadnych szans w walce – w tej walce, której przecież nie będzie. Uważa się, że Polska powinna kupić trochę (bo na wiele nas nie stać) rakiet, śmigłowców, samolotów, nimi grozić potencjalnemu napastnikowi i w ten sposób go odstraszać.

Czego nie rozumieją krytycy mojego poglądu na obronę Polski? Nie rozumieją jaki walor w strategii odstraszania może mieć OT zdolna prowadzić działania nieregularne. Nie pojmują, że lekko uzbrojone siły OT, o czym wie agresor, nie będą ścierać się frontalnie z jego dywizjami, ale mogą zagrozić tam, gdzie będzie on słaby. Powszechność oporu sprawi bowiem, że agresor chcąc opanować cały kraj musi podzielić swoje siły. To zaś oznacza, że będzie operować w małych ugrupowaniach z odsłoniętym zapleczem. Obrońcy natomiast będący wszędzie mogą stawić opór na terenach zurbanizowanych i zagrozić liniom zaopatrzenia wojsk napastnika. Aby taki opór sparaliżować agresor – jak wspomniałem wyżej - musi mieć dwudziestu okupantów na jednego partyzanta, dwudziestokrotna przewaga jest potrzebna agresorowi do nasycenia całego terytorium wojskiem, aby opór nieregularny był niemożliwy. Jeśli napastnik nie będzie dysponował taką przewagą, to wystąpi syndrom krótkiej kołdry – ciągle będą tereny, których nie będzie on kontrolował i tym samym nie zdoła opanować kraju. W tych warunkach lepiej więc nie atakować i nie wikłać się w niekończący się konflikt asymetryczny. Na tym polega istota odstraszania z wykorzystaniem sił OT.

Strategia - sprawa naprawdę najważniejsza.

Francuski teoretyk sztuki wojennej generał Andre Beaufre (“Wstęp do strategii. Odstraszanie i strategia”) zalecał odrzucenie biernej postawy wobec wydarzeń wyrażającej się w pytaniu: co się stanie? Zalecał by stosować twórcze wezwanie: co powinniśmy zrobić?

Odnosząc się do potrzebnej Polsce strategii należy odnotować istotne ograniczenia polskiego myślenia w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego.

Po pierwsze możemy dostrzec trudność z całościowym, strategicznym, ujmowaniem problematyki obronnej z uwzględnieniem polskiego interesu narodowego. Polacy od końca XVIII wieku nie mieli własnego państwa. W ciągu prawie dwu wieków nie było sposobności tworzenia ośrodków polskiej myśli strategicznej. Pewne osiągnięcia w tej mierze uzyskano w latach II RP jednak sukces strategiczny w 1939 r. (przekształcenie konfliktu z Niemcami w wojnę światową) zatarła wrześniowa klęska militarna. Natomiast przyjęta później przez polskie władze na uchodźstwie koncepcja pełnego i lojalnego wspierania sojuszników, nawet kosztem własnych interesów, okazała się błędną. Sojusznicy nie odpłacili bowiem taką samą lojalnością oddając Polskę w niewolę sowiecką.

Satelicka „Polska Ludowa” z racji oczywistych nie miała własnego planowania strategicznego. Tym zajmowano się na Kremlu. Po upadku komunizmu nie było na terenie Polski państwowych ośrodków myśli strategicznej. Także „opozycja konstruktywna” przejmująca rządy w następstwie rozmów Okrągłego Stołu nie potrafiła takich ośrodków wykreować. Zamiast tego wzorem II RP zaczęto poszukiwać koncepcji bezpieczeństwa Polski na Zachodzie. Sądzono, że rozwiązaniem będzie to, co wypracowano w NATO. Pojawiło się naśladownictwo obcych rozwiązań i wzorów w oderwaniu od rzetelnej oceny krajowych możliwości, potrzeb i uwarunkowań.

Istotnym ograniczeniem polskiego myślenia o obronie jest też hodowany w Polakach przez wrogów kompleks słabości i ugruntowane przekonanie, że obrona Polski będzie niemożliwa bez pomocy sojusznika. Ten brak wiary we własne siły sprawia, że nie podejmujemy prób odnajdywania czynników własnej siły.

Powyższe ograniczenia odcisnęły swoje piętno na strategiach przyjmowanych przez władze III RP.

Biorąc pod uwagę kierunki zmian w relacjach międzynarodowych widzimy, że kwestia militarnego bezpieczeństwa naszego kraju nabiera podstawowego znaczenie. I tutaj powinno być oczywiste, co trzeba zrobić

NAJPIERW NALEŻY OPRACOWAĆ NOWĄ STRATEGIĘ BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO I WYNIKAJĄCĄ Z NIEJ STRATEGIĘ OBRONNOŚCI RP.

Nie można opierać się na tym co w dziedzinie strategii stworzono w latach minionych. Ten dorobek ma dziś tylko historyczne znaczenie. Potrzebna jest nowa, właściwie oceniająca zagrożenie strategia, którą powinni opracować ludzie z innego kręgu niż ci co pisali strategie dotąd. Jeżeli będziemy mieli nową strategię obronności to należy sprawdzić, czy istniejący system obrony państwa i siły zbrojne RP są w stanie tę strategię realizować. Dopiero po tym powinien być przeprowadzony przegląd badający pod tym kątem wojsko. Po takim sprawdzeniu okaże się, w którym miejscu są braki i będzie można ustalić jak je usunąć. Jestem też przekonany, że wówczas okaże się jak niezbędnym elementem systemu obrony mogą być wojska terytorialne. Dopiero na takiej podstawie będzie można skonstruować plan modernizacji armii i zaplanować wydatki obronne. Uzbrojenie, a więc narzędzia walki dobieramy do zadań a nie zadania do posiadanego uzbrojenia. A zadania wynikają ze strategii.

Stworzenie strategii w oparciu o polski interes narodowy wskazującej sposób gwarantujący bezpieczeństwo Polsce jest dziś sprawa najważniejszą.

Romuald Szeremietiew

dam/salon24.pl