Nie będę cytował rozmowy, nagranej przez zdradzanego męża i przekazanej tygodnikowi „Wprost”. Każdy może to zrobić sam. Nie bawi mnie też czytanie o tym, że uwodzenie cudzych żon dokonywane jest w imię wartości patriotycznych (tak jak wcześniej rozbijanie samochodów), bo nie przepadam za żenadą. Napiszę tylko tyle, że mam wrażenie, że ktoś jednak powinien zrobić porządek z posłem Tomaszem Kaczmarkiem. Konserwatywna partia, a za taką chce uchodzić Prawo i Sprawiedliwość, nie powinno tolerować tego typu zachowań. Żenada, buractwo, obciach – to najdelikatniejsze ich określenia z perspektywy estetycznej, a moralnie, cóż... niewiele ma to wspólnego z wartościami rodzinnymi czy obroną małżeństwa.
I choć można się zżymać, że padło akurat na posła Kaczmarka, i że posłowie PiS mają gorzej (to prawda, ale nic w tym dziwnego, bo gorzej mają w ogóle politycy konserwatywni na całym świecie), to nie widzę powodów, by tylko dlatego tolerować zachowania i postawy najdelikatniej, i to nie tylko z perspektywy konserwatywnej, żenujące. A do tego od posłów, którzy są członkami partii konserwatywnej można po pierwsze wymagać więcej, a po drugie apelować do nich, żeby zachowali choć minimum hipokryzji, i nie obnosili się ze swoim buractwem. Szczególnie, gdy wiedzą, że każde ich zachowanie może być wykorzystane nie tylko przeciw nim, ale także przeciwko wartościom, którym wierność deklaruje ich ugrupowanie.
I dlatego mam wrażenie, że ktoś jednak zdecyduje się zrobić z panem posłem porządek. Dla dobra PiS, konserwatyzmu i Polski, i że zamiast chóralnej obrony „naszego chłopaka” będzie jednak konsensu, że pewnych zachowań tolerować nie należy.
Tomasz P. Terlikowski
