W czwartek w litewskim parlamencie miało się odbyć głosowanie nad przyjęciem ustawy o oświacie. W konsekwencji oznaczałaby ona likwidację znacznej części polskich szkół. Przeciw jej przyjęciu protestowała Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, co zakończyło się sukcesem. Jednakże sukcesem połowicznym, bo sprawa została wycofana z porządku obrad na czwartek, może natomiast powrócić w innym terminie.
Z kolei w polskim Sejmie w czwartek wieczorem zbiorą się dwie komisje w trybie nadzwyczajnym: spraw zagranicznych i łączności z Polakami za granicą.
- Chcemy przygotować rezolucję w związku z wydarzeniami na Litwie. Nie możemy bowiem inaczej jak negatywnie ocenić działanie władz litewskich. Uniemożliwianie mniejszościom narodowym nauczania w języku ojczystym jest odejściem od standardów Unii Europejskiej – mówi Karol Karski, poseł Prawa i Sprawiedliwości i członek komisji spraw zagranicznych.
– Prezydent Dalia Grybauskaite mówi o parytetach, ale jest to nietrafiony argument. Polska gwarantuje Litwinom, to co się chce odebrać Polakom na Litwie. Choćby z szacunku dla pani prezydent wymawiamy jej nazwisko po litewsku, a tak samo moglibyśmy powiedzieć "Grzybowska" - dodaje Karski.
Budząca wiele kontrowersji ustawa o oświacie zawiera, forsowane przez litewskich nacjonalistów, poprawki, których przyjęcie miałoby katastrofalne skutki dla polskich szkół. Oznaczałoby to wprowadzanie obowiązkowych przedmiotów prowadzonych w języku litewskim, zamykanie w małych miejscowościach szkół mniejszości narodowych i zostawienie tylko litewskich oraz przeprowadzanie egzaminu maturalnego tylko w języku litewskim.
eMBe/Niezalezna.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

