Idą trudne czasy dla ludzi autentycznie wierzących w Polsce. I nie ma się co oszukiwać, że w najbliższym czasie będzie inaczej. Z jednej strony mamy bowiem silne lewackie nurty, które metodami prawnymi, a czasem i bezprawnymi chcą wykluczyć ludzi wierzących i manifestujących swoją wiarę z debaty i przestrzeni publicznej, a z drugiej mamy kagiebistów, którzy łamiąc standardy cywilizacji łacińskiej, ale powołując się na wartości tradycyjne, próbują zbudować nowe, groźne dla nas, status quo w naszej części Europy.

Wybór między Europą Martina Schultza a Europą Władimira Putina jest wyborem pozornym. Nie jest tak, że z jednej strony mamy bezbożną Europę, która chce niszczyć chrześcijaństwo, a z drugiej pobożnego – choć w innym duchu – Putina, który broni rodziny, życia i małżeństwa. Obie strony są tak samo bezbożne, i tak samo odległe od chrześcijaństwa, z tym, że jedna z nich wybrała specyficznie zinterpretowane i okrojone chrześcijaństwo jako swój sztandar. Sztandar ten służy jednak nie tyle walce o bardziej chrześcijańską Europę czy świat, a o świat bardziej imperialnie-kagiebistowsko-stalinowski. Putin nie jest nowym Konstantynem, ale starym enkawudzistą, który wykorzystuje różne metody, by budować sowieckie (a teraz postsowieckie) imperium. Chrześcijaństwo, prawosławie i rodzina są tylko narzędziami... A jest to tym lepiej widoczne, że w Rosji rozwody i aborcja są potężnym problemem, a Putin wcale z nimi nie walczy. Religia, tradycja to tylko bicz na Zachód.

Ten opis pokazuje, że niestety, znajdujemy się w sytuacji geopolitycznej i duchowej analogicznej do tej z roku 1938 czy 1939 roku. Na przeciw siebie stoją dwa wielkie totalitaryzmy i imperializmy. Ona są ateistyczne, choć jeden z nich chętniej odwołuje się do religii i tradycji, i obu Polska przeszkadza w realizacji ich planów. I jak wtedy odmówiliśmy opowiedzenia się po jednej ze stron, tak powinniśmy zrobić i teraz, nawet jeśli przyjdzie nam za to zapłacić potężną cenę. Inna sprawa, że nie widać w naszej władzy takiego honoru i takiej wizji, która byłaby w stanie odrzucić oba rozwiązania.

Tomasz P. Terlikowski