Niemożliwe? A pewnie, że możliwe. Wystarczy zajrzeć na jakikolwiek mainstreamowy portal, by dostrzec, że już są na nim ludzie, którzy z pełną powagą wypisują, że to przecież wszystko jedno, kto, gdzie leży, i że grób jest czysto symboliczny, bo robaki i tak zjadają zwłoki, a zatem nie ma się o co złościć. Politycy PO też już powoli zaczynają uderzać w ten sam rytm i przekonują, że pomyłki takie jak włożenie zwłok byłego prezydenta RP do innej trumny mogą się zdarzyć.

- Skala tragedii smoleńskiej i sposób reakcji na wydarzenia, które miały miejsce po rozbiciu samolotu prezydenckiego, mogła powodować pomyłki, nawet drastyczne. Jak się okazuje do takich pomyłek doszło. Rzecz w tym, że mimo wszystko można żywić nadzieję, że stanowią one margines marginesów. Mamy do czynienia z wydarzeniami zasmucającymi rodziny, niemniej jednak, gdy poruszamy się w świecie realnym, a nie w świecie idealnym, będącymi rezultatem możliwego błędu – przekonywał w RMF FM poseł Konstanty Miodowicz. I dodawał: „Nasze państwo zdało doskonale egzamin, jako system reagowania na tę narodową tragedię, o której mówimy. A tego typu wydarzenia mieszczą się w marginesie możliwych, aczkolwiek tragicznych, błędów, które zaistniały po katastrofie”.

I nie mam jakoś większych wątpliwości, co do tego, że za chwilę dowiemy się, że w zasadzie nie ma problemu, bo w końcu (cóż to jest dwa lata wobec wieczności) nasza wspaniała prokuratura odkryła, że coś jest nie tak, i nawet za chwilę odkryje następne błędy, nie ma się więc o co czepiać. Janina Paradowska ze spokojem wyjaśni, że ona to już ma zupełnie dosyć zajmowania się grobami i nie rozumiem, o co chodzi tym ludziom, a Adam Szostkiewicz uzupełni, jak przystało na specjalistę od Kościoła, że przywiązanie do grobów jest wyrazem mentalności pogańskiej, której Kościół nie pochwala. A na koniec pod przewodem Tomasza Lisa i Tomasza Wołka wszyscy razem zaśpiewają: „Polacy nic się nie stało”. I szczerze mówiąc mam nadzieję, że będzie to ich łabędzi śpiew. Są bowiem takie rzeczy, których politykowi czy liderowi opinii się nie wybacza, które kończą jego karierę. To, na co zgodziła się Polska w odniesieniu do zwłok (a dodajmy, że okazało się także, że BOR jednak nie pilnował zwłok prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego) swoich synów jest właśnie taką sytuacją krańcową. Jest być albo nie być moralności publicznej.

 

Tomasz P. Terlikowski