Dotarliśmy do kolejnej osoby, która brała bezpośredni udział w wydarzeniach, jakie rozegrały się pod Jasną Górą w sobotę 20 czerwca, po których "Gazeta Wyborcza" oskarżyła redemptorystę o. Piotra Andrukiewicza o zaatakowanie nieprzychylnego Radiu Maryja blogera Rafała Maszkowskiego. Nasz 63-letni rozmówca jest organizatorem pielgrzymki z Lublina do Częstochowy, jego nazwisko jest znane redakcji. Rozpoznał siebie na zdjęciu w "GW". Twierdzi, że to on jest starszym mężczyzną z chustą, który biegnie w kierunku fotoreportera "Gazety" i że to on sprowadził na miejsce incydentu ojca Andrukiewicza, jednego z bliskich współpracowników o. Tadeusza Rydzyka.

- Kiedy ojciec Piotr zaczął rozmawiać z tym człowiekiem od ulotek zobaczyłem, że fotoreporter stojący obok mnie robi zdjęcia. Złapałem za ten aparat. "Co robisz?", mówię. I wtedy on mnie potraktował jakąś substancją, widziałem małą plastikową ampułkę - relacjonował uczestnik pielgrzymki.

Mężczyzna twierdzi, że zaraz po wydarzeniu trafił do punktu medycznego. - Oczy mnie bolały i strasznie piekły. (...) - Pielgrzymowiczka, która mi pomogła dotrzeć do pielęgniarek, powiedziała, że to był gaz pieprzowy - powiedział. Twierdzi też, że substancja doprowadziła do krótkotrwałego przebarwienia części jego włosów.

Urszula Raduszewska pełniła wówczas dyżur pielęgniarski. Potwierdza, że udzielała pomocy poszkodowanemu pielgrzymowi. - Przyszedł pan z zaplamioną głową i spryskanymi oczami, które go bardzo piekły. Przemyłam je, umyłam twarz i głowę, opatrzyłam, dałam krople i wapno - powiedziała portalowi Fronda.pl. Według naszej rozmówczyni w trakcie tych czynności przyszedł lekarz i "namawiał pacjenta do udania się do szpitala". Mężczyzna nie chcial jednak jechać, bo twierdził, że już ochłonął i czuje się lepiej. Sam też potwierdza tę wersję. - Byłem odpowiedzialny za pielgrzymów – mówi – mnie by długo nie było a oni nie wiedzieliby, co i jak - tłumaczył się poszkodowany.

Potwierdzenie incydentu uzyskaliśmy też w trzecim źródle - u księdza, który przyjechał z lubelską grupą. - Pan Czesław poszedł szukać ojca Andrukiewicza i długo go nie było. Gdy wrócił, był już w opatrunkach, mówił, że zaatakowano go jakimś gazem - powiedział nam duchowny.

Niewiadomo jakiej dokładnie substancji użyto wobec pielgrzyma. Według specjalisty ds. broni Michała Kaszewskiego ze sklepu Arobron w Elblągu, efekt, który opisał mężczyzna, może wystąpić w przypadku użycia gazu pieprzowego na bazie oleożywicy. - Nie powoduje on trwałych uszczerbków na zdrowiu. Może go kupić każdy po ukończeniu 18. roku życia, zaś ustawa zezwala na jego używanie tylko w samoobronie - powiedział właściciel sklepu.

Tę zagadkę można jednak rozwiązać. - Na chuście, którą miałem założoną na szyi, do dzisiaj są ślady tej substancji, można ją poddać ekspertyzie - mówi poszkodowany pielgrzym.

Mężczyzna nie wskazał jednoznacznie kim był fotoreporter, który go zaatakował. Rafał Maszkowski twierdzi z kolei, że był świadkiem ataku na fotografa "GW". Osobą podpisaną, jako autor zdjęcia "Gazety", na którym widać 63-latka z Lublina, jest Piotr Deska. Sama "Wyborcza" też potwierdzała w jednej ze swoich relacji, że "starszy mężczyzna" próbował wyrwać aparat jednemu z fotografów.

Nasz rozmówca twierdzi, że nie jest pewien czy zaatakował go właśnie Deska czy inny fotoreporter. Zadzwoniliśmy w tej sprawie do Piotra Deski, 22-letniego fotoreportera, który od sześciu lat współpracuje z "Gazetą". - Nie stosowałem gazu wobec tego pana, w ogóle nie mam tego typu specyfiku - powiedział w rozmowie z Fronda.pl. Nie chciał też odpowiedzieć na inne pytania o zajście, tłumacząc, że "ma już dosyć tej całej sprawy".

Dotychczas jedyną osobą, która mówiła o użyciu przez "dziennikarzy" gazu wobec uczestnika pielgrzymki był ojciec Tadeusz Rydzyk. Uczynił to wkrótce po samym incydencie. "GW" błędnie twierdziła, że jako ofiarę gazowego ataku Redemptorysta wskazał o. Andrukiewicza. Dorota Steinhagen, autorka publikacji w "GW" opisywała to w niedzielę w następujący sposób: "Swojego podopiecznego już podczas mszy bronił o. Tadeusz Rydzyk. Stwierdził, że dziennikarze wraz z Maszkowskim przeprowadzili wobec o. Piotra prowokację i popsikali go gazem pieprzowym". W rzeczywistości o. Rydzyk mówił o "pielgrzymie z Lublina".

W rozmowie z portalem Fronda.pl Dorota Steinhagen odmówiła jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie.

Wszyscy spośród naszych rozmówców, którzy zastrzegli sobie anonimowość, deklarują, że w wypadku procesu gotowi są ujawnić swoje nazwiska i złożyć zeznania w sądzie.

 

Magdalena Romaniuk/JaLu

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »