Na Pielgrzymce Rybnickiej był już po raz 33. Kilometr przed Jasną Górą zasłabł i stracił przytomność. Nie udało się go uratować. Nad trumną pojawiło się mnóstwo kolorowych chust – tak uczestnicy 70. Pielgrzymki Rybnickiej żegnali przyjaciela.
63 – letni pan Krzysztof szedł w Pielgrzymce Rybnickiej już po raz 33. Zasłabł i stracił przytomność kilometr przed Jasną Górą. Od razu zaczął go reanimować lekarz, który szedł w pielgrzymce i natychmiastowo przyjechała karetka, jednak mężczyzny nie udało się uratować.
Pan Krzysztof umierał otoczony modlitwą. Zatrzymał się przy nim ksiądz Janusz Badura z Wodzisławia i udzielił mu rozgrzeszenia. Zatrzymali się też pielgrzymi i zaczęli się modlić.
Kościół wypełnili pielgrzymi wraz z rodziną. Pogrzeb odbył się w Jejkowicach koło Rybnika. Pogrzebowej Mszy św. przewodniczył arcybiskup katowicki Wiktor Skworc, zaś homilię wygłosił ks. Piotr Piekło, przewodnik pielgrzymkowej Grupy 2A, w której szedł Krzysztof. Ks. Piotr był wyraźnie wzruszony.
- Ktoś z nas mógłby powiedzieć, że Krzysztof nie doszedł. Że się zatrzymał tak bardzo blisko celu. Moi kochani, to nie może być prawdą. Dla mnie w sercu obecna jest bardzo głęboko wiara, która graniczy niemal z pewnością, że Krzysztof nas PRZESZEDŁ - mówił.
- Że Krzysztof nie tylko dotarł na Jasną Górę, ale że przez ikonę Matki Bożej, przez jej serce, poszedł dalej, do bram niebieskiego Jeruzalem. Przed oblicze swojego Pana, Jezusa Chrystusa. Nie zatrzymał się. Doszedł dalej, niż każdy z nas tutaj obecnych - przekonywał kapłan.
- Myślę, że przez śmierć Krzysztofa Pan Bóg chce zwrócić nam uwagę, że jest dla nas ważniejsza pielgrzymka, niż jakakolwiek ziemska droga, nawet ta święta, nawet do Częstochowy. Że istnieje pielgrzymka, której celem jest niebo, oglądanie Pana Boga i wieczna radość. Tam, gdzie nie ma smutku i bólu, tam, gdzie jest ten, który kocha bezwarunkowo i bez granic - powiedział ks. Piotr.
Na Jasnej Górze czekali na Krzysztofa żona, syn i wnuki – chcieli zrobić mu niespodziankę. Mężczyzna był emerytowanym górnikiem, jednak na emeryturze nie siedział bezczynnie. Uważany był za złotą rączkę, a to co robił, zawsze było solidne.
Znajomi wspominają go jako bardzo dobrego człowieka, który kocha swoją rodzinę i jest przez nią kochany.
- Wszyscy jesteśmy pielgrzymami. Człowiek jest pielgrzymem ze swej natury: wychodzi z ręki Boga i do Boga zmierza. Pierwszą, która idzie w tej pielgrzymce, jest Maryja. Szedł za Maryją, był w maryjnej szkole. Został wzięty u celu swego pielgrzymowania – mówił abp Wiktor Skworc na koniec Mszy św. pogrzebowej.
- A moi drodzy my, zanim dojdziemy do kresu, wpatrujmy się w ten znak śmierci pielgrzyma Krzysztofa. I próbujmy tak jak on być wytrwałymi pielgrzymami aż do końca. Oddajmy nasze serca Bogu, Kościołowi, naszym najbliższym, aż do kresu, aż do ostatniego tchu - powiedział abp Skworc.
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłośc wiekuista niechaj Mu świeci... Panie miej, w opiece jego rodzinę...
KZ/Gosc.pl
