Dzisiejszy Duży Format Gazety Wyborczej zamieścił "niedokończony" reportaż Adama Szarego. Niedokończony, ponieważ brakuje w nim wstępu i zakończenia. Nie w sensie formy. W sensie faktu. Autor przedstawia historie kilku księży, którzy mają być obrazem do pięciu powodów, aby porzucić sutannę i jednego, aby tego nie robić. Historia, która "dopada" księży w sposób dramatyczny w trudnych momentach ich życia. Nie mam zamiaru polemizować z faktami, które przedstawiają autorowi. Nie mniej jednak warto zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz. Ich wypowiedzi niewątpliwie biorą się z ogromnej frustracji i dramatu, jaki da się wyczuć. Czy bronię ich proboszczów i księży, którzy zachowują się tak, jak opisuje to autor? W żądnym wypadku. Moim zamiarem nie jest obrona czy polemika, ale zwrócenie uwagi na to, że margines nigdy nie jest zasadniczą częścią. Kto z nas, czytając książkę skupia się na marginesie? Pragnę ukazać pięć powodów, dla których warto pozostać w sutannie (lub tak, jak w moim przypadku, w habicie) i jeden powód, aby porzucić ową sutannę lub habit. To, co Adam Szary ukazał w swoim tekście jako margines, dla mnie jest zasadniczą częścią każdej kapłańskiej i zakonnej opowieści życia. Ewagriusz z Pontu mówi o demonie południa, który często dopada osoby duchowne i nie tylko. Zniechęcenie, frustracja, smutek, niechęć…Jednak jest sposób na tego demona.
1. Odpowiedzią na chciwość jest miłość
Niewątpliwie człowiek opanowany tym grzechem miłuje rzeczy, a nie człowieka. Odpowiedzią na grzech świata, jak pisał ks. Henryk Witczyk jest pascha Jezusa Chrystusa. Pełnia miłości. To ona pokonuje każdy grzech i słabość. To jest pierwszy powód, aby nie porzucać sutanny czy habitu. Miłość. Dzisiejszy świat nie umie kochać w tym wymiarze. Miłość staje się interesowną nacechowaną egoizmem relacją. Bóg po to nas powołuje do "bycia w sutannie i habicie", abyśmy byli znakiem paschalnej miłości Jezusa Chrystusa. Znakiem miłości naszych nieprzyjaciół. Owi wspomniani księża w reportażu są na granicy wyboru pomiędzy życiem a śmiercią. Albo zachowają własne życie albo zdecydują się je stracić ze względu na tą paschalną miłość. Ewangelia wyraźnie mówi o człowieku chciwym, że jest głupi. "Głupcze jeszcze tej nocy zażądają od ciebie duszy…" Tak dosadnie opisuje to św. Łukasz w 12 rozdziale Ewangelii. Czy więc nie warto pozostać w sutannie lub habicie i powalczyć o tą prawdziwą miłość w duchu Jezusa Chrystusa? Odpowiedź chyba jest oczywista.
2. Odpowiedzią na pożądanie jest czystość i transparentność życia
Nie będę przytaczał sposobu rozwiązania pożądliwości, który podaje anonimowy ksiądz w reportażu. Każdy z nas wie, że sytuacje opisane w teksie mogły mieć miejsce. Dramat, tragedia tych osób i ich życia. Czy to powód, aby porzucić szaty osoby duchownej? Żadną miara! Odpowiedzią na pożądanie niech będzie świadectwo czystości i przejrzystego życia. Ewagriusz w szczegółach opisuje znaczenie stroju mnicha. Zasadniczym tłumaczeniem tego jest, że szata mnicha jest noszeniem w sobie konania Jezusa Chrystusa i znakiem całkowitego oddania się Jemu w czystości. Czy jeśli porzucę sutannę lub habit oddalę od siebie pożądliwość? Żadną miarą. Niech odpowiedzią na pożądanie będzie chodzenie w sutannie i habicie. Bądźmy znakiem jako osoby duchowne Jezusa Chrystusa i Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. Zbyt łatwe porzucenie tego znaku prowadzi do pożądania. Św. Franciszek mówi o tym, aby bracia nie wdawali się w podejrzane znajomości z kobietami. To jest właśnie mądrość i transparentność życia. To jest odpowiedź na pożądliwość. Jeśli porzucimy strój duchowny pożądanie od nas odejdzie?
3. Odpowiedzią na zakłamanie jest życie w prawdzie
Księga Jeremiasza opisuje język jako "śmiercionośną strzałę". Ten sam język głosi prawdę i ten sam może zabić słowem kłamstwa. Żyjemy dziś w świecie, który chce zacierać granice pomiędzy prawdą i fałszem. Dzisiejszy świat wręcz nie chce słuchać prawdy. A tylko ona daje wolność. Jak odpowiedzieć na ten grzech? Słowem prawdy, które będzie się przekładało na życie. W historii Kościoła wielu świętych męczenników oddawało swoje życie za prawdę. Czy to aby nie lęk o własne życie nie pcha nas do kłamstwa? Zaniżone poczucie wartości? Lęk przed utratą dobrego imienia? Ojcem kłamstwa jest diabeł. Czy kiedy porzucimy sutannę i habit nie będzie to oznaką kapitulacji wobec osobowego zła? Owa sytuacja wzywa nas do tego, aby nie porzucać tej szaty, ale aby żyjąc w prawdzie być gotowym na śmierć w Jezusie Chrystusie. Ewagriusz z Pontu mówi, że "odsłonięte ręce oznaczają życie bez obłudy". Może warto bardziej otworzyć nasze klasztory, plebanie, domy dla ludzi, aby pokazać, że nie mamy nic do ukrycia i że bardziej jesteśmy dla ludzi niż dla siebie? Porzucenie sutanny na pewno nam w tym nie pomoże.
4. Odpowiedzią na władzę jest pokora
W tym temacie autor chyba trochę pomieszał pojęcia. Troska to nie jest to samo, co władza. Jeśli przykładem władzy jest troska proboszcza o swojego wikariusza w słowach: " Nie może być tak, żeby młody kapłan wracał na plebanię po 21.30" , a wikariusz czuje się jak "dzieciak jakiś", to autor wykazał się brakiem zrozumienia tematu. Dobrze, że wikariusz czuje się jak "dzieciak", bo dobry proboszcz, dobry przełożony ma być jak ojciec. Żyjemy w społeczeństwie, które odrzuca wszelkie autorytety. Można to dostrzec także i w tym przykładzie. Czy proboszcz, który troszczy się o swojego wikariusza nadużywa władzy? A może wikariuszowi brak pokory? Prawdy o sobie, że nie jest doskonały i potrzebuje takiego proboszcza, który zatroszczy się o niego jak ojciec? Problem władzy ma inne oblicze, niż to ukazane w tekście. Władza może być i często jest nadużywana. Może zniewalać. Warto dlatego zastanawiać się na przykład nad kadencyjnością proboszczów (tak, jak ma to miejsce w życiu zakonnym). Wtedy postawy nadużywania władzy mogą zastać ograniczone. Świadomość tego, że dziś jestem przełożonym, a jutro będę podwładnym uczy pokory i pozwala nawiązywać normalne relacje.
5. Odpowiedzią na nienawiść jest miłosierdzie
Kolejnym dramatycznym zjawiskiem w życiu duchownych, według autora tekstu, jest nienawiść. Zarówno ta objawiona, jak i ta ukrywana, choć wręcz wszechobecna. Obraz, jaki rysuje autor jest dramatyczny. Czy tak jest w realnym życiu? Na pewno i w tym środowisku jest nienawiść. Nie kwestionuję tego. Ale też nie dramatyzuję. Wracając do początku mojego tekstu, margines nie zajmuje 95 proc. opowieści, zwykle jest odwrotnie. Jezus uczy nas, że na nienawiść odpowiada się miłosierdziem. Kto chodzi do spowiedzi, wie na czym polega i jak działa miłosierdzie. Powodów do nienawiści jest zwykle wiele. Tyle samo jest powodów do miłosierdzia. Na doświadczenie zła nie odpowiadamy nienawiścią, ale miłosierdziem. Inaczej spirala zła nakręca się i nigdy nie zostanie zatrzymana. Grzesznik doświadcza miłosierdzia, które pochodzi z głębi serca Boga samego. Porzucenie sutanny nie zatrzyma fali zła, ale będzie ją jeszcze bardziej nakręcać. "Niech nad gniewem naszym nie zachodzi słońce, aby pojawiające się nocą demony nie przeraziły duszy i nie uczyniły umysłu zbyt tchórzliwym przed podjęciem walki następnego dnia." Tak zachęca nas Ewagriusz. Nic dodać, nic ująć. Jedno jest jasne. Nie jest to powód aby porzucić sutannę. Wręcz odwrotnie.
6. Dlaczego odchodzę?
Autor ostatnią część swojego tekstu poświęcił odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego zostaję". Najważniejszy akapit jest najskromniejszy. Na czterech rozmówców, jeden nie wie czemu zostaje, a trzech pozostałych mniej lub bardziej bezpośrednio jako powód podaje wiarę w Boga, w Jezusa Chrystusa. To, co jest najistotniejsze w tym dramacie, zarówno młodych kapłanów, jak pisze o nich „Wyborcza” - zgorszonych, jak i tych, którzy są powodem zgorszenia. Wiara. Jej fundamentalny kryzys "pcha" młodych księży (nie tylko zresztą młodych) w zgorszenie. Z wypowiedzi tych księży można także wyczytać samotność. Czy nie warto zwrócić uwagi na bardziej wspólnotowy charakter życia księży? Wspólne modlitwy, posiłki. Tworzenie wspólnoty wiary. Wspólnoty, która może stać się znakiem Jezusa Chrystusa. Czy owa "dramatyczna spowiedź" młodych zgorszonych księży im pomoże? Czy zgorszenie, którego niewątpliwe doświadczyli, oczyści i umocni ich wiarę? Mam wrażenie, że tekst z „Gazety Wyborczej” nie umacnia, lecz może wręcz osłabić ich wiarę. Wiarę w to, że pomimo słabości człowieka, księdza, proboszcza, biskupa, Jezus Chrystus działa w tym Kościele. Im więcej grzechu, tym Chrystus bardziej otwiera swoje serce na człowieka i dla człowieka. Dlaczego odchodzę? Odpowiedź jest jedna. Dramatyczna, ale prawdziwa. Zabrakło mi wiary lub ją utraciłem przez zgorszenie. Biada gorszycielom, mówi Pismo. To samo jednak Pismo ukazuje łotra jako pierwszego ogłoszonego przez Chrystusa mieszkańca nieba. Paradoks wiary i miłosierdzia, nieobjęty ludzkim rozumem. Owi czterej księża podjęli decyzję, że nie odchodzą. Ziarnko wiary w nich jest. Trzeba się modlić za nich i za tych, którzy są w podobnej sytuacji aby nie zwątpili. Za nich i za tych gorszycieli. Oni najbardziej potrzebują Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Czy zanim ulegliśmy zgorszeniu, zdobyliśmy się na ten jeden gest miłości i miłosierdzia wobec nich? Modlitwa o ich nawrócenie. Tego potrzebują. Nie zamiatajmy pod dywan grzechu w Kościele, ale też nie fascynujmy się złem i ludzkim dramatem. Dlaczego odchodzę? Bo zabrakło mi wiary. Nie modliłem się, nie kochałem, nie słuchałem… nie zwalam winy na innych ale widzę w sobie brak wiary. Czemu nie porzucam habitu czy sutanny? Bo widzę, dzięki łasce wiary, że Jezus Chrystus działa. Jest obecny. Objawia się w mocy swego miłosierdzia. Wierzę w to i ufam, że razem z tymi którzy mnie dziś gorsza i których ja gorszę będę w niebie. Naiwność? Głupota? Być może. Dla mnie to wiara w prawdziwą Miłość - Jezusa Chrystusa.
Br. Marcin Radomski OFMCap
Oprac. Marta Brzezińska
Przeczytaj także: "Sto tysięcy powodów, żeby księża (nie) zrzucali sutanny"
