Pazura wyjaśnia, że Wprost zamierzał opisać jego sprawę w złym świetle, gdy tymczasem szantażysta został skazany prawmocnym wyrokiem, a sprawa nie.
Szantażysta żądał 35 tysięcy! Za osiem przekazał „materiał" mojemu agentowi, żebym go sobie łaskawie obejrzał. Obejrzałem! I co? I gość zniknął na dwa lata! W tym, co obejrzałem mnie nie było!" - pisze Pazura.
"Otóż na felernym materiale mającym mnie skompromitować jest kod czasowy z datą i godziną. Z zeznań oskarżonego wynika też, że został „stworzony" w Warszawie. I tu bomba! Otóż tego dnia, o tej godzinie, która widnieje na materiale, stałem na scenie, 138 km od Warszawy, w miejscowości Chlewiska, w pałacu, gdzie miałem występ dla ludzi z branży paliwowej. Policja jest w posiadaniu skanów mojego meldunku w hotelu, faktury za występ i zaświadczenia, że taki się odbył. Chyba nawet jest mój wpis do księgi pamiątkowej obiektu. I tego szantażysta jakoś nie przewidział" - kontynuuje aktor.
"Ktoś mi ostatnio próbował uświadomić, że ta cała afera skierowana jest przeciwko mnie, ponieważ jestem człowiekiem wierzącym i nie wstydzę się tego. (...). Nie brałem tej wersji na poważnie. Ale teraz myślę sobie, kto wie? Przy aktualnej nagonce na Kościół i w ogóle ludzi wierzących, przy tendencji na ośmieszanie religii i jej symboli każdy pretekst to gratka!"
Pazura odniósł się także do niepochlebnego komentarza detektywa Rutkowskiego na temat jego sprawy. Rutkowski pisał: "Najpierw tym wszystkim gwiazdom i gwiazdeczkom trzeba nawkładać do głowy: zakaz wstępu do głupoty, zakaz wstępu do kur(...)twa, zakaz wstępu do narkotyków, imprez, niepohamowanych żądz mówi. Zakaz wstępu na orgie. I jeszcze jedno: porządnie żyj, człowieku, to nikt cię nie będzie szantażował - moralizował Rutkowski.
"Jakbym prawdziwego kaznodziei słuchał (...). Krzysiu, łap bandytów, bo robisz to dobrze. Ale może mniej mów. Milczenie jest złotem. Skromniejszy będziesz bardziej intrygujący..." - ironicznie dodał Pazura.
ToR/rp.pl
