- Niektórzy z komentatorów nazywali to „krachem" i „katastrofą". W moim przekonaniu używanie tak apokaliptycznych terminów jest przesadne - powiedział ks. Lombardi. Przypomniał, że rok 2008 był raczej medialnym sukcesem obecnego pontyfikatu. Odniósł się przy tym do papieskich wizyt w USA, Australii i Francji. Aby zachować obiektywizm, trzeba widzieć w szerszej perspektywie.

Włoski jezuita przyznał, że od 21 stycznia, gdy szwedzka telewizja wyemitowała wywiad z biskupem-negacjonistą Williamsonem, watykańskie media znalazły się pod dużą presją. - Wyjaśnianie tych kwestii nie było łatwe i z pewnością nie był to dla biura prasowego czas najspokojniejszy. Stąd nie mogę zaprzeczyć, że były problemy - powiedział ks. Lombardi.

Wyjaśnił też, że wewnętrzny system komunikacji w Watykanie działa zgodnie z protokołem Sekretariatu Stanu. - Dzięki temu będzie można przewidzieć określone pytania i opracować odpowiedzi potrzebne w kontekście danych informacji - powiedział watykański rzecznik. Miesiąc po burzy wokół bp. Williamsona ks. Lombardi zachęcił katolików do patrzenia w przód, w perspektywie papieskich podróży do Afryki i Ziemi Świętej.

 

JaLu/Zenit

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »