Papież Franciszek w przeddzień święta Ofiarowania Pańskiego spotkał się z kilkoma tysiącami zakonników i zakonnic. Podczas spotkania mówił o swoim niepokoju związanym z kryzysem powołań.

Podczas spotkania zorganizowanego z okazji roku miłosierdzia Ojciec Święty zrezygnował z przygotowanego wcześniej przemówienia, stwierdzają, że jest "trochę nudne" i zamiast tego postanowił improwizować.

Franciszek szczerze przyznał, że kwestia trwającego kryzysu powołań napawa go wielkim smutkiem. Wyznał, że bardzo go smucą sytuacje, gdy pyta niektórych biskupów o liczbę aktualnie kształcących się seminarzystów w ich diecezji, a ci informują, że mają zaledwie kilku kleryków. Papież bez ogródek powiedział, że sam często jest bliski utraty nadziei w zmianę tej sytuacji.

Pomimo tego biskup Rzymu jasno zaznaczył, że zakony powinny unikać "metody sztucznego zapłodnienia", jak określił masowe przyjmowanie w szeregi klasztorne wszystkich chętnych. Franciszek podkreślił, że taka praktyka może nieść za sobą bardzo negatywne skutki i że trzeba uważnie patrzeć na kandydatów i przyjmować tylko tych, którzy są obdarzeni prawdziwym powołaniem. 

Papież podjął też temat dyscypliny w zakonach. Z jednej strony zauważał, że jest ona potrzebna, bo "anarchia jest córką diabła", ale z drugiej strony dawał do zrozumienia, że rzeczą niedobrą jest wprowadzanie drakońskich reguł na wzór wojskowy. Wg Ojca Świętego posłuszeństwo powinno wynikać z prostoty serca i pokory.

Franciszek przestrzegł też zakonników przed przesadnym przywiązywaniem się do pieniędzy i myśleniem, że materialne zabezpieczenie im pomoże w starości. Zaznaczał, że pieniądze nie mogą dać człowiekowi nadziei, że może mu ją dać tylko Jezus Chrystus. 

emde/onet.pl