Arcybiskup Baszar Warda z irackiego Irbilu wzywa do militarnej interwencji w jego kraju. Zachód musi wreszcie posłać wojska, by zniszczyć Państwo Islamskie i wyzwolić bliskowschodnich chrześcijan od fanatycznych dżihadystów.
Abp Warda przemawiał w tym tygodniu przed brytyjskim parlamentem. Prosił, by parlamentarzyści zrobili wszystko co w ich mocy, by przekonać rząd do zgody na wysłanie wojsk lądowych do Iraku. Tam miałyby walczyć z dżihadystami i usunąć ich równiny Niniwy, skąd wygnali wcześniej tysiące chrześcijan.
„To trudne dla katolickiego biskupa mówić, że musimy popierać akcję militarną – ale trzeba to zrobić. Nie ma innego rozwiązania” – przekonywał chaldejski hierarcha.
Abp Warda sprawuje władzę duchową nad terytorium kontrolowanym przez Kurdów. Od ostatniego lata pojawiło się tam ponad 120 tysięcy chrześcijan, którzy uciekali przed islamskimi oprawcami. Hierarcha przyznał, że naloty organizowane przez koalicję antyterrorstyczną pod egidą USA przyniosły wprawdzie pewne rezultaty, ale to wciąż o wiele za mało, by rzeczywiście uporać się z Państwem Islamskim.
Przyłączamy się do abp. Baszara i tak jak on wzywamy Zachód, by rzucił wreszcie do walki z Państwem Islamskim poważną siłę. Nie może być dłużej tak, że przeciwko bestialskim mordercom chrześcijan wysyła się do walki wyłącznie samoloty – w ten sposób Państwo Islamskie nigdy nie zostanie pokonane i wszyscy świetnie o tym wiedzą.
A walka ta nie jest przecież wyłącznie walką o wyzwolenie chrześcijan Iraku. To walka o bezpieczeństwo wszystkich, którzy wierzą w Chrystusa: dżihadyści nie ukrywają, że są gotowi mordować nas wszędzie – i wiele razy pokazali już, że nie rzucają słów na wiatr.
Także Stolica Apostolska wyrażała już wielokrotnie jasną opinię w tej materii: ofensywa militarna przeciwko ekstremistom i mordercom jest ze wszech miar uprawniona, o ile tylko będzie jedynym krokiem, który może przynieść rozwiązanie. Sam Ojciec Święty powtarzał, żet taki krok może zostać przedsięwzięty, jeżeli będzie towarzyszyć mu międzynarodowe poparcie.
Jest wielką tragedią, że takiego poparcia do dziś nie ma. Nie ma wątpliwości: to efekt przede wszystkim powściągliwości polityków, którzy obawiają się o swój wizerunek. Żołnierze, którzy zginęliby na irackiej ziemi w obronie chrześcijan, pomimo szlachetności swojej misji, byliby dla rządzących w wielu krajach znacznym PR-owym obciążeniem.
Jak wielką jest jednak hańbą naszych czasów pozwalanie na rzeź w Iraku i rozrost wpływów Państwa Islamskiego, nie trzeba chyba nikomu powtarzać. Czy politycy Zachodu znajdą w sobie tyle odwagi, by zapomnieć na moment o realiach liberalnej demokracji i wyślą wojska, by zniszczyć dżihadystów? Wszyscy w to wątpimy – ale pomimo tego, módlmy się, by tak się właśnie stało. Gdy mordowani chrześcijanie błagają o pomoc, nie można odwracać się ze wzgardą i pozwalać na istnienie zła.
Fronda.pl
