Jest rok 1973. Sąd Najwyższy na podstawie absurdalnej i pokrętnej pseudoprawniczej logiki wydaje wyrok w sprawie Roe vs. Wade, jednocześnie będącym wyrokiem śmierci na miliony amerykańskich dzieci. Z konstytucyjnej zasady prawa do prywatności wywodzi prawo do zabicia dziecka, znajdującego się w łonie matki.

Wstrząśnięty tym wyrokiem pisarz science fiction Philip Dick pisze w 1974 roku opowiadanie „The Pre-Persons”, czyli „Przedludzie”. Przedstawia w nim straszliwą wizję Ameryki, w której przesuwano coraz bardziej granicę uznania człowieka za człowieka. Wpierw ustawodawcy doszli do narodzin, później okazało się, że i niemowlęta ciężko uznać za ludzi. „To właściwie jarzyna, nie potrafi skoncentrować wzroku, nic nie rozumie, nie mówi - argumentowało proaborcyjne lobby w sądzie i wygrało dzięki tezie, że noworodek jest tylko płodem na skutek przypadkowego procesu usuniętym z organizmu. Ale, nawet wtedy, gdzie należało przeprowadzić ostateczną granicę? Kiedy dziecko po raz pierwszy się uśmiechnie? Kiedy wypowie pierwsze słowo, czy kiedy po raz pierwszy sięgnie po upatrzoną zabawkę? Legalna granica była bezlitośnie odpychana coraz dalej i dalej. I wreszcie teraz najbardziej okrutna i arbitralna definicja: zdolność do rozwiązywania zadań algebraicznych” - pisze Dick. Dzieci, które tego nie umieją, nazywane są Przedludźmi.

W efekcie po miastach krążą ciężarówki aborcyjne, odbierające 12-letnie dzieci od rodziców. „Może to moi rodzice ją wezwali, pomyślał [Walter – jeden z bohaterów opowiadania'/>. Po mnie. Uciekł i schował się w jeżynach czując ukłucia kolców, ale myślał, że lepsze to, niż gdyby mu mieli wyssać powietrze z płuc. Tak oni to robią; zbiorową skrobankę wszystkim dzieciom, które tam mają. Jest taka specjalna duża komora. Dla dzieci, których nikt nie chce”.

Jest rok 2010. Na antenie TVN24 nadzieja polskiej antyklerykalnej lewicy Janusz Palikot dyskutuje z redaktorem naczelnym portalu Fronda.pl Tomaszem Terlikowskim. Publicysta w pewnym momencie wyciąga zdjęcie nienarodzonego dziecka – ma ręce, nogi, głowę; gołym okiem widać, że to człowiek. - To może jest praczłowiek - stwierdza Palikot.

W ten sposób słowo napisane przez Dicka lat temu ponad trzydzieści stało się ciałem. Zresztą, nie pierwszy raz w historii fantastyki autor przewidział to, co najbardziej zwariowanym filozofom się nie śniło. Teraz nie będzie się już mówić o tym, że nienarodzone dziecko to zlepek tkanek, bezosobowy „embrion”, czy też „pasożyt”. To zwyczajny „przedczłowiek”, arbitralnie nazwany tak przez pana posła. Stwór, którego można zabić. Dlaczego „przedczłowiekiem” jest dziecko jeszcze nienarodzone, a nie, dajmy na to, niemowlę bawiące się grzechotką? Bo tak.

A swoją drogą – jak poseł Palikot stoi z matmą?

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »