22.10.16, 17:45fot wikipedia, flickr

O tym, jak nie zwalczać Halloween

O tym jak nie zwalczać Halloween

 

 

Nieubłaganie zbliża się do nas czas, w którym również w Polsce wielu ludzi będzie świętować nieszczęsne “Halloween”. Nie trzeba chyba wielu wywodów by wykazać duchowe niebezpieczeństwa i szkodliwość owego “święta”. Dość wspomnieć, że epatuje ono estetyczną oraz duchową brzydotą, czyniąc z takowej obiekt rozrywki, żartu i zabawy. Nie jest jednak dla uczniów Pana Jezusa czymś zdrowym oraz normalnym, by przebierać się za postacie tradycyjnie utożsamiane z szatanem, demonami oraz światem ciemności, a więc np. diabły, wampiry, wiedźmy, czarownice, wilkołaki, etc. Niezwykle słabym wytłumaczeniem dla tej praktyki jest tłumaczenie, iż “nie robi się tego na poważnie, ale dla zabawy”, gdyż nie każdy temat jest dobrym motywem dla żartów (np. nie należy dowcipkować sobie z tego, iż ktoś został seksualnie wykorzystany albo, że komuś umarła matka, itp.). Poza tym, choć można by się zastanawiać nad zasadnością użycia jakiejś formy satyry w odniesieniu do tego czy innego przejawu zła, to trudno by było w ten sposób bronić “Halloween”. Popularne praktyki i zwyczaje związane z tym “świętem” nie polegają bowiem na wykazywaniu za pomocą dowcipu szkodliwości czy bezsensowności eksponowanych w nim okultystycznych praktyk oraz wierzeń, ale po prostu czynią z nich dobrą okazję do zabawy, koncentrując się na nich bez cienia jakiejkolwiek jasnej ich krytyki. Ujmując zatem w skrócie niebezpieczeństwo celebrowania “Halloween” to można powiedzieć, iż jest ono próbą wcielania w życie jednego z tradycyjnych porzekadeł, a mianowicie: “Nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Innymi słowy, “święto” to jest próbą oswojenia nas z grozą i obrzydliwością szatana, demonów oraz świata ciemności. To swoisty duchowy turpizm, gdzie co prawda odbiorcom pokazuje się różne szkaradności i ohydztwa, jednocześnie jednak czyniąc to w taki sposób, by nas one pociągały oraz emocjonowały – w tym konkretnym wypadku przebierając je w szaty rozrywki, zabawy oraz żartu. A nuż, jeszcze ktoś pomyśli, że piekło jest nie tyle miejscem wiecznego cierpienia, ale wiecznej imprezy podobnej do tych, które rokrocznie odbywają się z okazji “Halloween” ...

Nie ulega więc wątpliwości, iż “Halloween” jest czymś co należy ganić oraz krytykować. Nie wszystkie jednak sposoby krytyki tego “święta” są madre i trafne. Niektóre z nich są po prostu denne, nie trafiając zupełnie w sedno argumentacji, jaką należałoby użyć przeciwko “Halloween”. Jednym z przykładów takiej nietrafnej krytyki “Halloween” są rozpowszechniane od pewnego czasu na Facebooku grafiki o treści “Jestem Polakiem, więc nie obchodzę Halloween”. Można powiedzieć, iż to hasło jest pochodną dość mocno eksponowanego przez różne – w tym również katolickie – środowiska twierdzenia krytykującego obchodzenie “Halloween” jako zwyczaju “niepolskiego”, “obcego, bo amerykańskiego” oraz “sprzecznego z naszą polską tradycją”. Czy jednak rzeczywiście, ważnym elementem krytyki “Halloween” winno być podkreślanie jego niepolskiego i obcego kulturowo pochodzenia? To prawda, że narodowa tradycja, tożsamość i kultura są ważnymi wartościami. Ale nie są wartości ani absolutne ani statyczne czy niezmienne. Pewne nasze narodowe tradycje były wszak złe i dobrze, że udało się je wykorzenić. Na przykład, zwyczaj tzw. “Dziadów”, który przychylnie pokazywał w swym poemacie pod tym samym tytułem nasz wieszcz Mickiewicz był taką złą polską tradycją (którą nota bene, niektórzy próbują dziś proponować jako dobrą swojską alternatywę dla “obcego i amerykańskiego Halloween”).  Poza tym, narodowa tradycja oraz tożsamość nie są czymś statycznym co kształtowało się w całkowitym oderwaniu od wpływów z innych narodów oraz kultur. Niejeden wszak zwyczaj, który dziś uznajemy bez problemu za “swój”, pierwotnie przywędrował do nas z innego kręgu kulturowego, np. ubieranie drzewa choinkowego w bożonarodzeniowe ozdoby przybyło do Polski z Niemiec, ale z biegiem czasu stało się ono częścią naszej polskiej tradycji i nie ma w tym nic złego.  Podobnym wpływom z zewnątrz podlegał zresztą nasz narodowy język i rodzima kuchnia, przejmując z innych języków oraz kultur poszczególne słowa, gastronomiczne przepisy, przyprawy, etc. I dziś można by wszak wskazać na przykłady zwyczajów oraz tradycji o pochodzeniu zagraniczym, które mogłyby być z pożytkiem adaptowane do naszej polskiej kultury. Na przykład, piękną tradycją w USA jest ich “święto Dziękczynienia”, kiedy to rokrocznie zgromadzeni w swych domach Amerykanie wspominając wydarzenia z początków swej historii  dziękują Bogu za to co wydarzyło się w ich życiu w poprzednim roku. W naszym skłonnym do narzekania i malkontenctwa  narodzie przydałoby się upowszechnienie podobnego, acz oczywiście uwzględniającego specyfikę polskiej historii, zwyczaju – co zresztą próbuje na swą lokalną skalę czynić jeden z metropolitów diecezji warszawskiej, arcybiskup Kazimierz Nycz.

Nie dajmy się więc wpuszczać w przysłowiowy kanał z argumentacją przeciwko “Halloween”. Oczywiście, że święto to jest złe i bezbożne. Ale nie jest ono dlatego złe, gdyż przybyło do nas z USA, ale z innych – wskazanych na początku tego tekstu – powodów. Nie wszystko co kulturowo obce oraz zagraniczne jest niegodziwe, tak jak nie wszystko to nasze polskie jest dobre i chwalebne. “Halloween” jest zły, ale nasze polskie i słowiańskie “Dziady” też były niegodziwe.

Mirosław Salwowski