"Ten zakłamany raport to kompletne dno. Natomiast upublicznienie zapisu dźwiękowego z kabiny pilotów tuż przed katastrofą jest po prostu barbarzyństwem. Gdy zapis ten odtwarzano w telewizyjnych wiadomościach, nie mogłem tego znieść psychicznie, po prostu nie byłem w stanie tego słuchać" – mówi Zdzisław Moniuszko w rozmowie z "NDz". Mężczyzna twierdzi, że wiedzę o kontroli lotu samolotów wyniósł z wojska. Uważa, że rosyjscy kontrolerzy podawali załodze złe dane. Wpływ na katastrofę miała również, jego zdaniem, fałszywa radiolatarnia.
"Przecież zaraz po katastrofie do naszego pułku lotnictwa dociera wiadomość, że dwóch pilotów i jedna stewardessa przeżyli katastrofę. Nieco później podaje się zupełnie co innego, że jednak nie żyją. Kiedy do Moskwy przybywają żony pilotów, okazuje się, że nie wiadomo, gdzie są ciała ich mężów. Teraz okazuje się, że ciało generała Błasika znaleziono w centralnej części samolotu. Jak więc to wszystko jest możliwe?! Dla mnie nadal zagadkę stanowi również fakt, że ciało mojej córki po tak strasznej katastrofie było niemal w stanie idealnym. Miała jedynie małą ranę na głowie. Z tego, co wiem, w dokumentach sekcji zwłok napisano, że śmierć nastąpiła wskutek obrażeń ogólnych, dla mnie to stwierdzenie jest zupełnie niejasne" – mówi mężczyzna.
Zdaniem Moniuszki, debata w Sejmie na temat raportu MAK i działań rządu w sprawie katastrofy smoleńskiej była potrzebna. "Choćby dlatego, żeby jeszcze raz się przekonać, że rząd, zamiast normalnie zareagować na spięcie ostrogami przez opozycję, by na poważnie zajął się w końcu wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej, odpowiada brutalnym atakiem politycznym. I jak zwykle w sprawie prowadzenia sprawy smoleńskiej nie ma sobie nic do zarzucenia" - tłumaczy.
Ł.A/NaszDziennik
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

