Sprawa państwa Bałutów z Niska, którym sąd odebrał troje dzieci, od grudnia 2014 roku czeka na interwencję Rzecznika Praw Dziecka. Przyczyną odebrania dzieci, był bałagan w mieszkaniu i brak warunków do nauki. Rodzice cieszą się dobrą opinią w ośrodku pomocy społecznej i nigdy nie byli karani.

Jednak najgorszym jest to, że sąd pozwolił rozdzielić trzy siostry. Dwie starsze dziewczynki są w Domu Dziecka w Rudniku, najmłodsza – 10- miesięczna, w rodzinie zastępczej w Nisku.

Biuro Marka Michalaka twierdzi, że monitoruje sprawę. Jednak działanie kończy się niestety na pustych słowach.

– Tuż po zabraniu nam dzieci osobiście byłam w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Było to w grudniu 2014 r., przed Świętami Bożego Narodzenia – mówi pani Katarzyna Bałut, matka trzech dziewczynek. Przekazała wtedy pismo wyjaśniające sprawę, dokumenty, w tym pozytywną dla rodziców opinię ośrodka opieki społecznej w Nisku. A także list jednej z córek do Świętego Mikołaja, w którym pisze, że nie chce żadnego prezentu, tylko prosi o to, żeby mama więcej nie płakała, i że chce już wrócić do domu.

Każdy dzień pogłębia dramat rodziny, jednak rzecznik ma czas...

 - Jak mam się czuć jako matka, gdy moja siedmioletnia córeczka mówi do mnie, że żałuje, że się urodziła, bo musi przebywać w domu dziecka, że lepiej żeby jej na świeci nie było —pyta matka.

Dramat tej rodziny zaczął się od anonimowego donosu... Oburzające!

KZ/ Nasz dziennik