O. John Bashobora – kapłan Jezusa i cierpiących - zdjęcie
06.07.13, 21:04Ojciec John Bashobora (Fot. Łukasz Turek)

O. John Bashobora – kapłan Jezusa i cierpiących

10

– Nie wiem, czy to jest sława. Wiem, że wykonuję pracę kapłana. Nigdy nie uważałem, że stoję wyżej niż inni kapłani czy ludzie. Niektórzy mnie chwalą, czasami przesadnie, co mnie krępuje. Zawsze jednak oddaje chwałę Bogu za wszystko, co się dzieje. To Jego łaska, jeżeli coś jest dobre. To ogrom Bożej miłości, bo ja sam nie mógłbym sobie nawet wyobrazić, dlaczego ludzie w taki sposób reagują. Muszę sobie mówić, ze Szatan nie wykorzystuje ludzi, aby mnie gloryfikowali, ale z drugiej strony nie pozwalam Szatanowi wmówić mi, że nie mam łaski Pana. Tak wiec wciąż polegam na łasce Bożej, aby pracować dla Niego i wraz z Nim – stwierdził o. John podczas jednego z wywiadów.

Od najmłodszych lat ks. John Bashobora miał bardzo bliską relację z Jezusem, ale nie chciał zostać kapłanem z powodu złych wzorców osób duchownych, które obserwował. Jednak Bóg go coraz silniej wzywał do tej posługi, co spowodowało, że w końcu wstąpił do Zgromadzenia Świętego Krzyża w Ugandzie i wyjechał do Indii, by tam odbyć nowicjat. Święcenia kapłańskie przyjął w 1972 r. Wydarzenie, które im towarzyszyły odcisnęły się silnym piętnem na jego życiu i posłudze. Jednak dzięki Bogu stało się ono błogosławieństwem, a nie przekleństwem: „Kobieta, która była żoną mojego wujka, podeszła do mnie w czasie święceń jako ostatnia. – Jak miałeś dwa lata i twój ojciec umarł to wypędziliśmy twoją matkę, a ciebie chcieliśmy zabić z zazdrości. Byłeś mądry i bałam się, że będziesz lepszy od moich dzieci. Chciałam cię zabić, ale proszę przebacz mi. Jednak to nie wszystko. To ja zabiłam twojego ojca – wyznała. To było straszne. Milczałem przez jakiś czas. Prosiłem o siłę i Ducha Świętego. Przebaczyłem. Przebaczyłem jej mocą Jezusa” – opowiada o najboleśniejszym doświadczeniu w swoim życiu i sile przebaczenia o. John w filmie  Leszka Dokowicza „Duch”. 

Po  tym wydarzeniu ks. Bashobora pojechał na studia do Rzymu, gdzie uzyskał doktorat z teologii duchowości oraz magisterium z psychologii. Pobyt w Rzymie był także krokiem milowym w jego posłudze. Tam przyłączył się do odnowy charyzmatycznej, dzięki której głębiej wszedł w tę duchowość, co pozwoliło mu przyjąć dary, którymi obdarzył go Bóg. Po studiach wrócił do Ugandy, gdzie wzruszył go los licznych sierot. W Afryce problem sieroctwa jest ogromny z powodu wojny i AIDS, a także biedy, która powoduje, że wiele matek zostawia swoje dzieci na śmietniku. O. John po powrocie napotkał 7-letnia dziewczynkę, której rodzice zginęli w wojnie i nikt nie był w stanie pokryć jej kosztów kształcenia. Pomoc, którą okazał jej ks. John była początkiem jego posługi na rzecz afrykańskich sierot. W niedługim czasie zaczęły coraz liczniej przychodzić do ks. Johna sieroty, którym oprócz wyżywienia i dachu nad głową zapewniał możliwość nauki, aż w końcu założył Fundację „Father Bash Fundation”,  która aktualnie zajmuje się sześcioma tysiącami dzieci. Obecnie cały dzień ks. Johna w Ugandzie jest wypełniony pracą dla najuboższych i pozostawionych bez opieki: „Zaczynam poranek o trzeciej, budząc się na modlitwę za wszystkie narody i ludzi, którzy mnie o nią prosili. […] O godzinie siódmej odprawiam mszę św., a następnie idę do biura, gdzie pracuje w każdy poniedziałek, wtorek, środę i czwartek nawet do godz. 22.00. Modlę się, udzielam rad, odwiedzam ubogich, przyjmuję ich u siebie, przyjmuję ludzi, którzy przyprowadzają sieroty. Sierot jest dużo, przychodzą prawie codziennie. Pomagam ludziom, którzy wyszli ze szpitala i nie mają leków… Pomagam tym, którzy nie zostali przyjęci do niego. Pomagam kobietom, które zostały oszukane przez prawników – pytamy ich, dlaczego oszukali te kobiety – opowiada podczas wywiadu ks. John o swojej posłudze w Ugandzie. 

Wiele osób zadaje sobie pytanie, skąd bierze się taka siła w  posłudze ks. Johna. Dlaczego Bóg tak mocno działa właśnie przez tego czarnoskórego kapłana? Czy to nie jakieś kuglarstwo? Aby odpowiedzieć na te pytania najlepiej posłuchać samego ks. Bashoborę: „Jestem księdzem, a bycie nim to wielki przywilej. Jednocześnie przywilejem jest bycie chrześcijaninem i poznanie Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, a także świadomość, że On mnie kocha. Czasami patrząc na moje grzechy czuję się jak rozpieszczone dziecko Boga, który wciąż mnie zachęca: No dalej, jesteś mój, jesteś cenny. A to On jest cenny we mnie i pozwala mi iść drogą, którą dla mnie zaplanował. Wzrastać w miłości i uwielbieniu dla Niego, być jak On, być jak uczniowie, świadcząc o Nim. Ksiądz powinien być „spożywany” i oddać  życie Jezusowi na chwałę i dla dobra wszystkich, żeby mogli Go poznać. Dawanie miłości w imię Jezusa to najważniejsza sprawa”.  

Obecnie oprócz głoszenia Ewangelii w wielu krajach, do których jest zapraszany, aby ukazywać, ze Jezus wciąż działa ze swoja mocą ks. John jest diecezjalnym koordynatorem Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej w Diecezji Mbarara oraz członkiem Narodowego Stowarzyszenia Modlitwy Wstawienniczej. W tym roku będzie jeszcze gościł Rychwałdzie, gdzie będzie głosił rekolekcje pod hasłem „Panie, uzdrów nas”.

Natalia Podosek

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Nie taki Ojciec John Bashabora straszny, jak go media malują

O różnicy między Ks. Johnem Bashobora a uzdrawiaczem

"Nie ma nic nadzwyczajnego w o. Bashoborze"



Komentarze (10):

anonim2013.07.7 0:11
o dziwo telewizja publiczna kanał TVPInfo własnie wyemitowali film "Duch"
anonim2013.07.7 1:00
jak zwykle niewolnicy szatana popisują swoją niewiedzą, nieznajomością biblii
anonim2013.07.7 17:58
@Asgard1981 Tak, były jakieś cuda. Sam byłem jednym z tych, co poszli, aby "coś zobaczyć". I zobaczyłem - powiem Ci, że wydarzenia i słowa na stadionie były silniejsze od mojego sceptycyzmu i prób racjonalnych wyjaśnień. Pamiętam, jak o. Bashobora powiedział, że kobieta o imieniu Elżbieta, dotąd bezpłodna, zostanie obdarzona darem macierzyństwa (ze swoim mężem). Traf chciał, że chyba były kilkanaście rzędów pode mną - bo jakaś kobieta wydała z siebie kilka okrzyków coś jakby przerażenia, zaskoczenia, euforii, sam nie wiem czego, i wokół niej było poruszenie. Myślisz, że o. Bashobora się pomylił/kłamał i ta kobieta będzie kląć na niego pod nosem, gdy wróci do domu? Czy może nastąpił cud - jeden z wielu tego dnia? :) Było wiele innych znaków. Były też uwolnienia. W Internecie, chociażby w komentarzach na deonie, jest kilka świadectw. Ton Twojego pytania wydaje się zdystansowany albo nawet nieco lekceważący - rozumiem Twój sceptycyzm. Przy następnej okazji - po prostu przyjdź.
anonim2013.07.7 17:59
Asgard1981 tak ja dośwadczam tego każdego dnia widząc tych co pajacują swoją głupotą mam na myśli lemingi ( w tym i Ciebie) wcześniej tego nie widziałem.
anonim2013.07.7 19:22
Chwała Panu za jego dzieła !
anonim2013.07.7 22:57
Można było jakieś badania uczestnikom zrobić przed wejściem na stadion i na drugi dzień. 60 tyś ludzi to byłaby porządna próba statystyczna.
anonim2013.07.7 23:22
Nikt nie ozyl bo nikt na stadionie nie byl umierajacy. Ale wielu odzylo wewnetrznie, odzyla Wiara i Milosc do Pana Boga. Osobiscie nie bylem na stadionie ale widzialem wiele zdjec i filmow na youtube, bardzo mi sie podobala duza ilosc mlodych ludzi, bylo tez wielu mlodych, symatycznych chlopcow ktorzy nie wstydzili sie publicznie powiedziec ze kochaja Jezusa.
anonim2013.07.8 13:05
@Inceptive - dzięki!!!
anonim2013.07.8 17:54
Kilka świadectw osób, które na tych rekolekcjach były. *** Uzdrawianie towarzyszące głoszeniu Słowa Bożego to naturalna, wyznaczona przez Boga ścieżka ewangelizacji. Na kartach Ewangelii jest napisane: "Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie". Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy!". I zarówno Jezus jak i apostołowie w pierwotnym Kościele tak właśnie czynili. Co więcej, cuda, uzdrowienia, wypędzanie złych duchów było stałym elementem posługi Jezusa i testamentu nakazem jaki pozostawił apostołom. Cudów w Ewangelii jest opisane pewnie z kilkadziesiąt. I nie ma tu żadnej sensacji, Jezus obiecuje, że każdy, kto w niego uwierzy może je czynić Jego mocą. Cuda zawsze były elementem przyciągającym tłumy, wielu chodziło za nim tylko z ciekawości, uwierzyć nie chcieli, a mimo to Jezus nie zaprzestał tej drogi. Ta droga została wyznaczona przez Jezusa i nie jest tak, że istnieje tylko od 50 lat. Oczywiście można zostać uzdrowionym na zwykłej mszy (moje uzdrowienie z nałogu miało miejsce na liturgii Wielkiego Czwartku), jednak nie można powiedzieć, że rekolekcje charyzmatyczne nie są potrzebne. Dzisiaj, jak i zawsze ludzie są często pogubieni, mają wiele dróg do wyboru i żeby zobaczyć, która jest prawdziwa potrzebują drogowskazu. Chcą wiedzieć, czyje słowa są prawdziwe. I to dają te cuda, są one uwiarygodnieniem prawdziwości słów. *** Wg mnie najważniejszy aspekt tego spotkania na stadionie to uwielbienie Jezusa. Niesamowite, że tyle ludzi zgromadziło się w jednym miejscu w jednym celu. I naprawde nawet przez chwilę nie odczułam, że jesteśmy tam z powodu ojca Johna, ale z powodu Jezusa, który zgromadził tłumy... I to takie symboliczne miejsce- stolic polski, stadion narodowy, rok wiary. Trzydzieści lat temu w tym miejsci JP II spotkał się z tysiącami rodaków. *** Byliśmy... UWIELBIĆ JEZUSA we wspólnocie z innymi. "Wyjątkowość" o. Johna polega na tym, że osadza swoje konferencje na Słowie Bożym, podaje przy tym sigla, cytuje i niewiele mówi ponadto... To, co się niektórym kapłanom zdarza w kazaniach, że odchodzą od przybliżania Słowa, a nadają od siebie, często na dzisiejsze czasy. A przekaz jest prosty (opisany w Słowie): Jezus jest wierny, kocha Cię bezwarunkowo nie dlatego, co robisz, ale dlatego, kim jesteś - dzieckiem Bożym. Wiara - to tu i teraz, a nadzieja dot. przyszłości... Może dlatego działy się spektakularne cuda, że do kogoś ten prosty przekaz pierwszy raz trafił. Ojciec John ma charyzmat wiedzy o tym, kto w danym momencie doznaje od Boga uzdrowienia, kto dozna pociechy... to jest dla ludzi pokrzepiające. Na "zwykłych" Mszach zasklepieni ludzie nie dostają tego pokrzepienia, którego oczekują, nie dostają nadziei, a ich wiara słabnie. (zaznaczam, że nie uogólniam) A wiarę trzeba pielęgnować i to we wspólnocie. Trzeba rozradować się w Panu, dać Mu swój czas, a nie przestępować z nogi na nogę, bo już 45 minut minęło, a ksiądz dalej gada... Może w tym jest ta cała różnica... Czuło się obecność Ducha Świętego wczoraj na stadionie, choć ja nie gadałam językami, ani nie otrzymałam innych niesamowitych zdolności. Po prostu było mi dobrze i radośnie z braćmi i siostrami w wierze i jeszcze z moimi biskupami. I moje serce dziękowało i uwielbiało za to Boga. Dziękuję za to doświadczenie i świadectwo. *** jak jestem trads zacofany i sceptyczny względem charyzmatyków rozmaitych, to był to dla mnie niesamowity czas. Ks. Bashobora bardzo kosher. http://wielodzietni.org/discussion/11748/rekolekcje-z-ks-johnem-bashobora/p5
anonim2013.07.8 20:28
spotkanie - migawki z całego dnia i bardzo fajny komentarz... http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3839