Tomasz Wandas Fronda.pl: Co widzi pan u Czarzastego jako marszałka Sejmu?
Leszek Miller: Czarzasty jako marszałek Sejmu w ogóle nie realizuje swojego podstawowego, zapisanego w Konstytucji obowiązku, to znaczy parlamentarnej kontroli nad rządem. Zajmuje się za to parlamentarną kontrolą nad prezydentem. Takich uprawnień nie ma w Konstytucji. Myślę, że z punktu widzenia premiera jest to sytuacja idealna, bo Sejm od niego nic nie chce. Obserwowałem w kolejnych kadencjach Sejmu, że coraz bardziej ta parlamentarna kontrola nad rządami była czymś mniej uchwytnym. Teraz to już zupełnie jest taka sytuacja, że przepis konstytucyjny, jednoznacznie konstruujący główne zadania parlamentu w relacjach z rządem, jest nierealizowany. Dobrze wiemy, dlaczego tak jest. Czarzasty liczy na to, że ta jego uległość w stosunku do rządu zostanie doceniona i w taki czy inny sposób znajdą się albo na wspólnej liście, albo na liście koalicyjnej przyszłego rozdania sejmowego.
Wiele mediów zwraca uwagę, że Czarzasty na konflikcie z prezydentem wzmocnił swoją pozycję do tego stopnia, że mógłby w przyszłości zawalczyć o prezydenturę. Co Pan o tym sądzi?
Nie, jest zbyt wielka konkurencja w tej sprawie. Natomiast otoczenie Czarzastego, które mu doradza, ma przed sobą wyniki badań i z tych badań jednoznacznie wynika, że środowiska platformerskie, środowiska lewicy, są najbardziej zdecydowanymi krytykami Prezydenta RP. Wykorzystuje on tę sytuację, żeby wysforować się na czoło wilków, które ścigają prezydenta. Tylko nie jest to jego zadanie ani nie leży to w jego kompetencjach. Sejm ma sprawować kontrolną funkcję w stosunku do rządu a nie do prezydenta.
Czy podziela Pan obawy prezydenta w związku z niejasnymi kontaktami marszałka z Rosją?
Nie. Myślę, że są to przesadzone opinie. Wiemy oczywiście jaka jest prawda, ale sądzę, że jest w tym dużo przesady.
Czy myśli Pan, że Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej i PiS mogłyby utworzyć rząd mimo tego, co dziś o sobie mówią, mimo zapewnień o wzajemnej niechęci?
To oczywiste, że nie należy brać na poważnie tego, co mówi się przed wyborami. Jeżeli PiS-owi zabrakłoby kilkunastu czy kilkudziesięciu mandatów, a przejęcie władzy byłoby możliwe dzięki sojuszowi z tymi ugrupowaniami, o których Pan mówi, to nikt nie będzie miał żadnych wahań.
Jak ocenia Pan polską politykę w odniesieniu do Ukrainy i USA?
W stosunku do Ukrainy jest to realizacja pewnej tezy, którą jakiś czas temu wyraził były rzecznik ministra spraw zagranicznych, że jesteśmy „sługami Ukraińców”. Natomiast co do Stanów Zjednoczonych, to jaką my mamy alternatywę? Albo Unia Europejska, albo Stany Zjednoczone. Porównując potencjał gospodarczy i militarny, to przewaga amerykańska jest oczywista.
Czy prezydent prowadzi odmienną politykę niż rząd w stosunku do nich? Jeśli tak, to jak bardzo? Jakie mogą być konsekwencje podziału w tym zakresie?
Jeżeli chodzi o stosunki z Unią Europejską, czy szeroko rozumianym Zachodem, tak to oczywiście jest inna polityka. Rząd chciałby być odpowiedzialnym partnerem dla Brukseli, uważa, że rozwój kontaktów z UE, pogłębienie integracji, jest w naszym polskim interesie. Natomiast obóz prezydencki jest zdania odmiennego. Można powiedzieć, że mamy dwie polityki zagraniczne.
Czy lepiej byłoby w tym zakresie, gdyby prezydentem był np. Rafał Trzaskowski?
Na pewno, dlatego, że wtedy polityka zagraniczna tak zwanego dużego i małego pałacu byłaby albo tożsama, albo bardzo zbliżona.
Jakim prezydentem jest Karol Nawrocki, czy jest tak, jak twierdzi Donald Trump, że „będzie świetny i już jest świetny”?
Nie można chwalić i oceniać dnia przed zachodem słońca. To są dopiero początki tej prezydentury i będzie można coś bardziej kompetentnego powiedzieć po półmetku, już nie mówiąc o zakończeniu kadencji. Myślę, że Karol Nawrocki robi to, co zapowiadał. Jeżeli chodzi o swoich wyborców, to ich nie rozczarowuje. Być może rozczarowuje ludzi, którzy myśleli, że będzie on bardziej umiarkowany. Niewątpliwie jest dość radykalny, myślę, że bardziej radykalny niż jego poprzednik Andrzej Duda.
Jak postrzega Pan dzisiaj prawicę? Co się kluczowego zmieniło w prawicy przez ostatnie lata?
Jeżeli chodzi o PiS, to jest on w trudnej sytuacji, bo wszyscy chyba zdają sobie tam sprawę, że jeśli nie uda się im stworzyć rządu po kolejnych wyborach, to PiS albo się rozpadnie na kilka frakcji, albo powstanie coś zupełnie nowego. Jest to ostatnia szansa i PiS będzie gotowy wiele poświęcić, żeby położyć wszystko na jedną kartę. Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej są to dwa zjawiska w tym sensie, że nie powstali przed chwilą, tylko że charakteryzują się dosyć trwałym i stabilnym poparciem.
Jakie są słabości polskiej prawicy, a co jest w niej mocnego?
Sam Pan wie, że jest trudność w klasyfikowaniu tej prawicy. Konfederacja i PiS rywalizują ze sobą. Tak na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że bardziej realny jest sojusz Koalicji Obywatelskiej z Konfederacją niż z PiS-em, choć jak powiadam, kiedy przyjdą wyniki wyborów, to mogą one jeszcze wiele zmienić. Prawica postępuje zgodnie z tymi wszystkimi standardami, które reprezentują inne partie polityczne w Europie, chociaż te inne europejskie partie polityczne nie są aż tak zajadłe w krytykowaniu Unii Europejskiej. Niektóre uważają, że mają w ogóle zasługi w powstaniu UE. Na tym tle polska prawica, zarówna ta PiS-owska, jak i konfederacyjna, wyróżnia się taką gwałtownością w ocenie Brukseli.
Jaka natomiast jest dzisiaj kondycja UE?
Oczekiwałbym istotnego ruchu na rzecz zmiany programowej, a właściwie powrotu do tego, co jest u podstaw założenia Unii Europejskiej, czyli organizacji, struktury, która ma na celu stworzenie wszystkim krajom członkowskim odpowiednich warunków do dostatniego życia obywateli, dostępu do podstawowych usług społecznych i tworzenia konkurencyjnej gospodarki rynkowej, ale też z bardzo społecznym zacięciem. Tymczasem dystans między Stanami Zjednoczonymi (już nie mówiąc o Chinach) systematycznie rośnie, zwłaszcza w tych podstawowych dziedzinach. Kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, to np. PKB Unii i USA były na bardzo zbliżonym poziomie, nawet w pewnym momencie Unia wyprzedzała Amerykę. Dzisiaj to już nie ma o czym mówić, zwłaszcza jeśli chodzi o nakłady na badania i rozwój. Europa po prostu zostaje w tyle i przez to staje się coraz mniej konkurencyjna, w konsekwencji czego coraz trudniej będzie przedstawiać ofertę inwestycyjną dla inwestorów z całego świata. Mnie to martwi. Dziwię się, że obecne kierownictwo Komisji Europejskiej jest mało wrażliwe na te apele. Kiedy jeszcze byłem w Parlamencie Europejskim powstał Raport Draghiego, bardzo kompetentny, bardzo wyczerpujący i bardzo trafny w swoich konkluzjach. Myślałem, że ten raport stanie się codziennym drogowskazem i codzienną lekturą kierownictwa unijnego. Niestety tak się nie stało, bardzo żałuję.
Jak my powinniśmy zachowywać się względem europejskiej wspólnoty? Jaką politykę powinniśmy wobec Unii prowadzić?
Miałem nadzieję, że w czasie naszej prezydencji zostanie położony większy nacisk na konieczność powrotu do podstawowych wartości, między innymi, że ten Raport Draghiego stanie się taką wręcz przymusową lekturą dla różnych ogniw europejskich, ale niestety polska prezydencja też to zlekceważyła. Ja na miejscu obecnych włodarzy polskiej polityki starałbym się wszędzie gdzie można przypominać, co jest tak naprawdę ważne i na jakich podstawach, na jakich ideach legła Unia Europejska i że jeżeli dalej ten dystans do świata będzie rósł, to Unia Europejska powoli przestanie być atrakcyjna.
Dziękuję za rozmowę.
