W centrum kontrowersji znajdują się regulacje wprowadzone w 2023 roku, które miały ograniczyć koncentrację rynku i wzmocnić rolę farmaceutów jako właścicieli aptek. Jednak – jak wskazują krytycy – efekty okazały się tragiczne w skutkach. Czarnek nie pozostawia wątpliwości co do swojej oceny.
Czarnek przeciwko niekonstytucyjnym regulacjom
W interpelacji skierowanej do resortu zdrowia przypomniał, że „w dniu 18 września 2024 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności przepisów tzw. ustawy ‘apteka dla aptekarza 2.0’ z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej”. Podkreślił przy tym, że sposób wprowadzenia zmian naruszał podstawowe zasady legislacyjne oraz wolność działalności gospodarczej. Polityk szeroko odniósł się do konsekwencji obowiązujących regulacji.
„Pomimo tego wciąż obowiązujące przepisy ograniczają prawo własności i wolność prowadzenia działalności gospodarczej w sposób sprzeczny z Konstytucją RP, wprowadzając m.in.: wymóg, by właścicielem apteki był wyłącznie farmaceuta lub spółka farmaceutów, limit maksymalnie czterech aptek na jednego właściciela, kryteria demograficzno-odległościowe” – wyliczał.
Najmocniejsze słowa padły jednak w kontekście skutków społecznych:
„Regulacje te doprowadziły do drastycznego spadku liczby aptek w Polsce – o ponad 2200 w latach 2017–2025, w tym do całkowitego braku aptek w ponad 500 gminach. Szacuje się, że około 3 mln obywateli pozbawionych jest dostępu do apteki w miejscu zamieszkania” – wskazał polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Zdaniem byłego ministra edukacji problem nie kończy się na dostępności. W jego ocenie utrzymywanie zakwestionowanych przepisów może rodzić poważne konsekwencje finansowe dla państwa:
„Utrzymywanie w mocy niekonstytucyjnych przepisów generuje poważne ryzyko roszczeń odszkodowawczych wobec Skarbu Państwa, których skala – według dostępnych analiz – może sięgać od 11 do 15 miliardów złotych” – alarmował.
Dane przywoływane w debacie wskazują na rosnące napięcia w systemie. Znikające apteki, ograniczona konkurencja i rosnące ceny leków to czynniki, które bezpośrednio uderzają w pacjentów – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. W tle pozostaje również pytanie o rzeczywiste benefity regulacji i o to, czy ich wprowadzenie rzeczywiście służyło ochronie zdrowia publicznego.
Czarnek w swojej interpelacji postawił sprawę jednoznacznie, kierując do rządu konkretne pytanie: „Czy w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad nowelizacją ustawy – Prawo farmaceutyczne zmierzającą do uchylenia przepisów uznanych za niekonstytucyjne oraz przywrócenia zgodności z zasadą wolności działalności gospodarczej wynikającą z art. 22 Konstytucji RP?”.
Zgodność wśród polityków?
Co ciekawe, spór nie ogranicza się do jednego środowiska politycznego. W podobnym kierunku wypowiada się była minister zdrowia Izabela Leszczyna, która przyznała, że przepisy „blokują przedsiębiorczość” i są niekorzystne dla pacjentów, choć jednocześnie zaznaczyła, że jest to jej prywatna opinia, a według jej wiedzy resort nie prowadzi prac nad zmianami.
– Nie mówię, że rynek apteczny powinien być całkowicie otwarty i powinna na nim panować wolna amerykanka. Jakieś państwowe ograniczenia są dopuszczalne. Ale nie podoba mi się limit określający, że jeden podmiot może założyć maksymalnie cztery apteki. To ogranicza polską przedsiębiorczość. Nie podoba mi się, że drastycznie ograniczono prawo własności i dziś uczciwie działający przedsiębiorca miałby kłopot z przeniesieniem swojej apteki z jednej strony ulicy na drugą – stwierdziła polityk w wywiadzie dla „Wirtualnej Polski”.
Z kolei poseł Jerzy Meysztowicz, wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych, wskazuje, że większa konkurencja oznacza niższe ceny i lepszy dostęp do leków, a więc pozytywne zmiany dla obywateli. Co więcej, w takim układzie zyskuje też państwo – bo dziś Polska ryzykuje kosztowne spory na poziomie Unii Europejskiej.
– Zajmuję się prawem farmaceutycznym od 10 lat. To jest bardzo polityczny temat – bo dotyczy zdrowia i pieniędzy ludzi. Polacy płacą dziś za leki coraz więcej. W wielu gminach została jedna apteka albo nie ma jej wcale. A tam, gdzie nie ma konkurencji, ceny są nawet o 30% wyższe niż w dużych miastach. To nie jest przypadek – to efekt źle zaprojektowanego prawa – podkreślił parlamentarzysta.
