Marta Brzezińska: Obchodzimy dziś trzecią rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem, wydarzenia, które w pewnym sensie mocno podzieliło Polaków. Części społeczeństwa kojarzy się ono tylko i wyłącznie z politycznymi przepychankami. Jak patrzeć na 10.04.2010, aby dostrzec coś głębszego, duchowego, a nie tylko przyczynek do sporów i awantur?

O. Stanisław Jarosz: Przypomina mi się biblijna historia o Józefie, którego sprzedali bracia. Ale Pan Bóg na to pozwolił. Wiedział bowiem, że ta sprzedaż, nieszczęście Józefa będzie wybawieniem dla tamtych, kiedy przyjdzie odpowiedni czas. Józef uratował nie tylko Egipt, ale również Kanaan, dając jego mieszkańcom żywność, bez której z pewnością poumieraliby z głodu. Mocno wierzę w to, że skoro dzieją się pewne rzeczy i Bóg na nie pozwala, to przecież wie, co robi. My Polacy mamy trochę takie poczucie mesjanizmu, jakie mieli Żydzi ze Starego Testamentu. Mamy nadzieje, że Pan Bóg zrobi dokładnie to, na co czekamy. Prawda jest jednak taka, że raju na ziemi nie ma. Jest za to krzyż, który dotyka wszystkich. Śmierć w Smoleńsku ma bardzo głęboki sens. Taki, jaki miała śmierć Jezusa, jeśli patrzymy na to z wiarą. Oni nie umarli dla własnego widzi-mi-się. Myślę, że w całej naszej historii jest krzyż, ale jest i zmartwychwstanie. Dlatego również te wydarzenia będą miały błogosławione owoce, jeśli spojrzymy na nie z wiarą.

Czyli Pan Bóg dopuszcza coś, co wydaje nam się na obecną chwilę wielką tragedią i nie widzimy w tym żadnego sensu po to, aby wyprowadzić z tego dobro?

To jeden aspekt. Drugi jest taki, że aby zablokować pewne rzeczy Pan Bóg musiałby chyba poukręcać głowy co niektórym (śmiech). Ale On tego nie robi. Robi coś innego. Z nieszczęścia wyprowadza zbawienie. Z krzyża wyprowadza zmartwychwstanie. Warto jeszcze wspomnieć o jednej scenie, kiedy pytają Jezusa, kto zawinił, dlaczego zawaliła się wieża w Siloe na niewinnych ludzi. On im odpowiedział: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie”. Dla Polski i Polaków katastrofa w Smoleńsku powinna być jednoznacznym wezwaniem. Jeśli naród nie wybiera Pana Boga, ale „raj” na ziemi, fikcję, to marna jego przyszłość. Tak, jak kiedyś dał się wrobić w budowę raju socjalnego i nic z tego nie wyszło, tak teraz ludzie wierzą w raj na ziemi, a na ziemi raju nie ma. Myślę, że wiele osób dzięki katastrofie mogło zobaczyć, że Królestwo Boże nie jest tu na ziemi, ale w niebie.

Co może być tym dobrem, jakie Pan Bóg ma wyprowadzić z katastrofy smoleńskiej? Zjednoczenie społeczeństwa?

Podziały w społeczeństwie są wykreowane przez media. To się samo nie stało. Myślę, że nie chodzi o scalenie narodu, ale o powrót do Pana Boga. W tej chwili doświadczamy zanegowania Pana Boga. A On dialoguje z nami przez historię. Mową Pana Boga jest nasza historia, wydarzenia. Przecież obecny kryzys także jest mową Pana Boga. Jak przekonać wielkie mocarstwa atomowe, że bez Pana Boga nie da się nic zrobić? Pan Bóg dał kryzys i jest porządek. Pewne działania mogły doprowadzić do Smoleńska, a wcześniej Katynia, ale Pan Bóg jest ponad tym. Widząc to wszystko, Polacy mogli by się nawrócić. Pewne przejawy nawrócenia były widoczne tuż po katastrofie, ludzie szli do spowiedzi, etc. Dla mnie osobiście interpretacja katastrofy smoleńskiej jest bardzo prosta – jeśli się nie nawrócimy, to będzie jeszcze gorzej. Cała nasza historia pokazywała, że kiedy stawaliśmy po stronie Pana Boga, wracaliśmy do wolności, niepodległości. Kiedy Pan Bóg był dla nas ważny w okresie międzywojennym, to budowaliśmy stocznie, koleje. Jednoczyły nas zabory. A kiedy Pana Boga zabrakło to co jest? Smoleńsk był dla naszego nawrócenia.

Rozmawiała Marta Brzezińska