Andrzej Talaga, p.o. redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" powiedział "Gazecie Wyborczej", że powód odsunięcia Warzechy nie jest polityczny. - Łukasz jest wspaniałym komentatorem, ale pracującym na stałe dla "Faktu". Presspublika (wydawca "Rzeczpospolitej" - przyp. red.) ma z kolei wielu publicystów zatrudnionych na stałe i to oni w pierwszej kolejności powinni być komentatorami w "Rz" - mówi Talaga.
Nieco innego zdania jest sam zainteresowany. - Andrzej Talaga tłumaczy, że jestem publicystą "Faktu", a "Rzepa" ma własnych publicystów, więc nie ma powodów, żebym tam pisał. Jest to bardzo absurdalne tłumaczenie. Współpracuję z "Rzeczpospolitą" od bardzo wielu lat i piszę tam regularnie - w formie cotygodniowych felietonów - odkąd Tomasz Wróblewski został redaktorem naczelnym - mówi portalowi Fronda.pl Łukasz Warzecha.
Publicysta podkreśla, że tlumaczenia Talagi są dla niego kompletnie zaskakujące. Jeszcze nigdy nie spotkał się z podobną sytuacją.
- Żadnemu z redaktorów naczelnych tego dziennika nie przeszkadzało, że jestem związany z "Faktem". I to przez 9 lat! Nagle zaczęło przeszkadzać Andrzejowi Taladze. Na przyszłość radziłbym red. Taladze, aby znalazł bardziej subtelne tłumaczenie, mniej grubymi nićmi szyte - tłumaczy Warzecha.
Czy to już koniec zmian w "Rzeczpospolitej"? Czy po wyrzuceniu Cezarego Gmyza, zatrudnieniu na stanowisku z-cy redaktora naczelnego Bartosza Węglarczyka (obecnie najbardziej znanego jako TVN-owski celebryta), a teraz rezygnacji ze współpracy z Łukaszem Warzechą, kierownictwo pokusi się o ciąg dalszy operacji pt. "Dorżnięcie watahy"? Z pewnością najbliższe dni przyniosą odpowiedź.
Aleksander Majewski
