Warszawski korespondent  Thomas Urban pisząc o mniejszości niemieckiej w Polsce, domaga się zintensyfikowania dla niej nauki języka niemieckiego. Urban ubolewa, że do tej pory w Polsce dzieci pochodzenia niemieckiego mogą w szkołach w najlepszym razie uczyć się języka niemieckiego trzy godziny w tygodniu. Ponadto gazeta przypomina plany budowania w każdym powiecie Górnego Śląska niemieckojęzycznej szkoły.

Na tematy forsowane przez gazetę wypowiedział się także Elmar Brock w czasie jednego ze spotkań przedwyborczych, poproszony o komentarz na temat raportu Parlamentu Europejskiego o dyskryminacji w RFN polskich dzieci, a także o odpowiedź na pytanie o możliwość nauczania języka polskiego w Niemczech odparł, że "dzisiaj w niemieckich szkołach mówi się po niemiecku, a nie po arabsku".

Elamr Brock podjął też kwestię niemieckojęzycznych szkół w Polsce. - Można uczyć się języka niemieckiego tylko na terenach, gdzie zamieszkuje mniejszość niemiecka, na Śląsku Opolskim, gdzie indziej, np. w Warszawie, już nie - tłumaczy polityk. Dalej dziennikarze pytali Brocka, dlaczego nie można uczyć w niemieckich szkołach języka polskiego. - Tutaj są Niemcy i w Niemczech mówi się po niemiecku - ucina dyskusję Brock.

O prawa Polaków w Niemczech zabiegają członkowie Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. - Niemiecka mniejszość może w Polsce uczyć się ojczystego języka, na co polski rząd przeznaczył sumę 14 milionów złotych. A dla porównania rząd niemiecki na naukę języka polskiego w Niemczech przeznaczył jedynie około 200 tys. euro - przypomina Aleksander Zając, członek Konwentu.

Sprawę mniejszości niemieckiej w Polsce oraz Polków mieszkających w Niemczech Brock komentował, nie wiedząc, że jest nagrywany. Jego pełnomocnicy chcieli zablokować rozpowszechnianie wypowiedzi argumentując, że wypowiedź nie była autoryzowana. Nie udało im się jednak zablokować publikacji rozmowy, gdyż odbyła się ona w czasie spotkania wyborczego.

MM/ND