- Cztery kraje związkowe wycofały z NPD swoich agentów po to, by umożliwić ponowne podejście do delegalizacji tej partii – stwierdził minister spraw wewnętrznych landu Berlin Ehrhart Körting i wywołał tym skandal. Jednak nie stwierdzeniem o inwigilowaniu legalnie działającej partii politycznej, gdyż o tym wszyscy doskonale wiedzą, ale o tym, że podaje do wiadomości tajne informacje na temat działalności niemieckich służb.
Sześć lat temu Federalny Trybunał Konstytucyjny musiał odrzucić wniosek o delegalizację neonazistowskiej partii. W kierownictwie ugrupowania było bowiem zbyt wielu agentów Urzędu Ochrony Konstytucji (BVS). W dodatku to oni tworzyli najbardziej skrajne materiały propagandowe kolportowane przez NPD. W takiej sytuacji trudno było rozpoznać, czy realnie funkcjonująca partia stanowi zagrożenie dla niemieckiej demokracji. I dlatego – wedle słów Körtinga – w Saksonii-Anhalt, Schleswigu-Holsztyn, Nadrenii-Pallatynacie i Berlinie agenci BVS (tzw. V-Männer) nie inwigilują już krajowych struktur partii. Potrzebne są bowiem dowody „niezatrute, czyli zdobyte bez pomocy agentów”.
Rudolf Hess do Nobla
NPD funkcjonuje na niemieckiej scenie politycznej od lat 60-tych. Nie zawsze odwoływała się do haseł narodowo-socjalistycznych, choć od samego początku grupowała byłych członków NSDAP. Ciekawostką jest, że do tej pory każdy były przewodniczący partii z niej wystąpił bądź został z niej wyrzucony – później opowiadając, że NPD „już nie jest tą partią, którą prowadziłem”. Ale i tak zasłużyła sobie na miano partii łysogłowych bojówkarzy. Trudno, żeby było inaczej, skoro większość uczestniczących w organizowanych przez stronnictwo pochodach czy manifestacjach stanowią skinheadzi.
To oni budują trzon ugrupowania, choć na czele partii stoją poważni ludzie o nienagannym wyglądzie. Inaczej jest jednak z ich manierami. Przykładowo obecny przewodniczący partii Udo Voigt w 2007 roku podczas jednej z manifestacji stwierdził, iż Rudolf Hess – zastępca Hitlera w NSDAP – zasłużył na pokojową nagrodę Nobla, a nie na karę dożywotniego więzienia, którą odbył w Spandau. NPD jest głównym organizatorem marszy w rocznicę zbombardowania Drezna przez aliantów w czasie II wojny światowej, w których uczestniczy co roku kilka tysięcy osób. Drezno jest dla nich symbolem bezwzględności wojsk alianckich i usprawiedliwieniem dla zbrodni nazistowskich (których rozmiarom zresztą zaprzeczają).
Niemcy obawiają się tej partii coraz bardziej ze względu na rosnące poparcie dla tego ugrupowania wśród obywateli RFN. Obecnie jej członkowie zasiadają w parlamentach dwóch krajów związkowych – Saksonii oraz Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Dodatkowo partia podpisała w 2004 roku „Pakt Niemiecki” z Niemiecką Unią Ludową (DVU), ugrupowaniem o bardzo podobnym profilu ideowym, na mocy którego w wyborach partie wystawiają swoje listy naprzemiennie – DVU ma swoich posłów w Bremie i Brandenburgii. Dlatego też władze niemieckie starają się na każdym kroku przeszkadzać neonazistom w ich działalności, jednak robią to na tyle nieudolnie, że mogą przez swoje knucie narobić więcej złego niż dobrego.
Renegaci z łapanki w służbie republiki
Często polega to na dyskredytowaniu działaczy NPD. Niedawno pismo „Der Spiegel” zacytowało wypowiedzi byłego członka NPD, który po trzech miesiącach, zniesmaczony, miał opuścić ugrupowanie. - Większość partyjnej młodzieży ma iloraz inteligencji nie większy od rozmiaru mojego buta – mówi Uwe Luthard. Część z nich to ludzie, którym coś nie wyszło w życiu: studenci, którzy opuścili uczelnię, kryminaliści i alkoholicy – dodaje „renegat”.
Według Lutharda w biurze partii w Jenie (mieście, w którym mieszka) w jednym z pokojów „w którym nie był jeszcze żaden dziennikarz” znajdują się zdjęcia esesmanów i arsenał broni. Odsłania także szokującą prawdę o systemie opuszczania ugrupowania przez niezadowolonych członków. - Z partii albo się wylatuje, albo znika – miał mu powiedzieć szef koła NPD w Jenie.
Co na to nacjonaliści? - Ten człowiek wstąpił do NPD 9 sierpnia 2004 roku i wystąpił z niej 14 czerwca 2007 i to całkiem normalnie – twierdzi Frank Schwerdt z działu prawnego partii. Ugrupowanie daje Luthardowi ultimatum – albo do piątku odwoła swoje stwierdzenia, albo co prawda nie zniknie, ale będzie musiał udowodnić ich prawdziwość przed sądem. Zostanie bowiem oskarżony o zniesławienie.
Agresja z lewa i prawa
Podobnie skończyła się sprawa, która miała także udowodnić agresywny charakter członków NPD. Członek partii miał w Kilonii zaatakować nożem dwóch członków gangu motocyklowego „Hells Angels” i poważnie ich ranić. Oskarżony bronił się twierdząc, iż działał broniąc przyjaciela przed atakiem "aniołów piekieł". Zeznania kilkudziesięciu świadków były jednak na tyle ze sobą sprzeczne, że sąd nie mógł jednoznacznie rozstrzygnąć sprawy. Członkowie NPD są także podejrzewani o zaatakowanie nożem szefa policji w bawarskiej Pasawie Aloisa Mannichla, bo ten często nie dopuszczał do nielegalnych manifestacji partii.
Kolejnymi pożytecznymi idiotami w służbie neonazistów są... skrajni lewicowcy. Komuniści i anarchiści często kontrmanifestują w trakcie legalnych przemarszy NPD i to właśnie z nimi policja ma największy kłopot, ponieważ blokują ulice lub rzucają w neonazistów ciężkimi przedmiotami. W sobotę nie udało im się zakłócić manifestacji w Dreźnie, mimo iż przeciwko 6,7 tys. neonazistom stanęło 10 tys. „antyfaszystów”. - Mimo to przemarsz nazistów przebiegł bez większych zakłóceń, jako że obszar wokół przemarszu był szczelnie zamknięty – żalą się działacze Antify na swojej stronie internatowej. - Dlatego zadanie na 2010 rok brzmi: więcej ludzi i występować przeciwko nazistom bardziej stanowczo! - mobilizują się lewacy.
RFN z ręką w nocniku
Nieudolne demaskowanie nazistów, strzały w stopę w postaci niefortunnych wypowiedzi demokratycznych polityków i agresja ze strony skrajnej lewicy – to wszystko może przeciętnego Niemca doprowadzić do konkluzji, iż NPD jest w RFN prześladowana. I że być może łysi bojówkarze nie są tak naprawdę wcielonym złem, a jedynie idealistami, którzy wybierają złe środki do realizacji szczytnych postulatów. A może nawet środki nie są takie złe?
Wielki Kryzys na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX wieku wyniósł do władzy Adolfa Hitlera, trudno powiedzieć jak rozwinie się obecna zapaść gospodarcza. NPD ze swoimi chwytliwymi populistycznymi hasłami i konkretnym wskazywaniem „winnego” zaistniałej sytuacji może powtórzyć sukces NSDAP. I choć po doświadczeniach II wojny światowej jest to mało prawdopodobne, to dzięki „pomocy” ze strony polityków, służb i skrajnej lewicy może stać się łatwiejsze. Oby Republika Federalna nie obudziła się z ręką w nocniku.
Stefan Sękowski
1 Maja - NPD demonstruje przeciwko kapitalizmowi, globalizacji i wyzyskowi:
[video:http://www.youtube.com/watch?v=BQsOHtOZPNM&feature=related]
Pożyteczni idioci na usługach neonazistów:
[video:http://www.youtube.com/watch?v=G2DW5El_8mA&feature=related]
Zobacz także:
Czy lefebryści zagrażają niemieckiej demokracji?
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
