Wobec coraz częściej pojawiających się wynaturzeń świąt Bożego Narodzenia, warto sobie zadać pytanie: o co tu właściwe chodzi? Media co rusz donoszą nam o kolejnych dziwactwach wokół świąt Narodzenia Pańskiego. I tak ostatnio mogliśmy usłyszeć, iż mieszkańcy małego duńskiego miasteczka Kokkedal przeżyli zdumienie na wieść, że w tym roku na Boże Narodzenie nie będzie już miejskiej choinki. Dlaczego? Bo według radnych była zbyt droga (miała kosztować równowartość 4 tyś. polskich złotych). Nic jednak nie stało na przeszkodzie, by zorganizować miejskie obchody islamskiego święta ofiarowania (koszt to równowartość ok. 50 tyś. polskich złotych). Jak jest możliwy taki absurd? Otóż większość miejskich radnych Kokkedalu to muzułmanie. Nic ich zatem obchodzi jakaś chrześcijańska, bożonarodzeniowa choinka. Kolejny przykład to zastąpienie tradycyjnej bożonarodzeniowej choinki, nowoczesną instalacją świetlną w centrum Brukseli. Dlaczego? By nie urazić niechrześcijan. Absurdalne, a jednak możliwe. W Niemczech zakazano dzieciom śpiewania kolęd, by w ten sposób „nie obrażały” swoich muzułmańskich kolegów i koleżanek. Zaś władze Oxfordu imprezy odbywające się w święta bożonarodzeniowe nazwały „zimowym festiwalem światła”. Przykładów można by mnożyć, bowiem pojawia się coraz to więcej zupełnie niezrozumiałych zachowań związanych z obchodami Bożego Narodzenia, szczególnie w Europie Zachodniej. Także w Polsce zdarzają się sytuacje, próbujące naśladować „europejskie wzory politycznej poprawności”. W 2007 r. kancelaria Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej wysłała wszystkich posłom życzenia następującej treści: „Wesołych Świąt Grudniowych życzy Kancelaria Sejmu”.

 

Skąd takie zachowania? Myślę, że to przejaw zwykłego lęku Heroldów XXI wieku przed Dziecięciem Jezus. Lęku przed tym wszystkich co On przynosi na ten świat. Drugą stroną medalu jest postawa wielu ludzi deklarujących się jako katolicy. Często dodają do tej deklaracji „ale…”. Stąd w Polsce coraz więcej „ale…” katolików, a coraz mniej katolików wiernych Tradycji i nauczaniu Kościoła. Ktoś zapyta w czym to się przejawia podczas świąt? Ot proszę bardzo! 6 grudnia obchodzimy liturgiczne wspomnienie św. Mikołaja – biskupa Miry. Człowieka z krwi i kości, który istniał naprawdę, a wsławił się swoją dobroczynnością. Tymczasem na ulicach polskich miast widzimy jakieś „nędzne” podróbki świętego, wzorujące się raczej na reklamie „Coca – coli” niż prawdzie historycznej. Śmieszna czapeczka z pomponem zamiast mitry czy jakiś patyk zamiast biskupiego pastorału świadczą jedynie o kompletnym nieporozumieniu. Warto przeczytać żywot świętego Mikołaja, aby nie ulec zwykłej ulicznej mistyfikacji. Tymczasem wielu „ale..” katolików wchodzi w „bagno” świąt grudniowych. Kolejny problem to nasze sklepy. Otóż tuż po 2 listopada, a więc wspomnieniu Wszystkich Wiernych Zmarłych wystawy sklepowe zdominowane są przez choinki i świąteczne lampki. Tymczasem 2 listopada od świąt dzielą jeszcze dwa miesiące! Wchodzimy do centrów handlowych i słyszymy kolędy, a raczej świąteczne piosenki w angielskiej wersji językowej (nawiasem mówiąc w swojej treści często nie mających nic wspólnego z Misterium Narodzenia Chrystusa). Ten cały klimat sprawia coraz to większe spłycenie świąt Narodzenia Pańskiego. Wielu ludziom wydaje się, że prezenty, drogie ubrania i luksusowe kosmetyki zastąpią ofertę Kościoła Katolickiego na ten czas. Nic bardziej mylnego! Można w czasie świąt zainwestować fortunę w rzeczy materialne, jeśli jednak w sercu nie dokona się prawdziwe „Boże Narodzenie”, to szczęścia i tak się nie osiągnie. Wszystkie te „mega” świąteczne promocje i ckliwe pioseneczki w hipermarketach są jedynie sztuczką dla naiwniaków, którzy zostawiają krocie przy wyjściu w kasie. Tymczasem pustka w sercu jak była, tak pozostanie nadal. Nigdy bowiem rzeczy materialne nie zaspokoją głodu ducha. Ten głód jest w stanie zaspokoić jedynie modlitwa i czuwanie, a potem radosne przyjęcie Zbawiciela narodzonego w Betlejem!

 

W scenerię konsumpcjonizmu doskonale wpisuje się propaganda politycznej poprawności, chcąca za wszelką cenę wypchnąć poza margines życia społecznego wartości chrześcijańskie w Europie. Stąd życzenia z okazji świąt grudniowych czy świetlne konstrukcje zamiast choinki. Wielu politykom przez gardło nie może przejść słowo „Bóg” czy „Jezus”. To wszystko potwierdza tylko fakt ogromnego zagubienia współczesnych twórców nowoczesnej Europy i ich błędnego pojmowania rzeczywistości. Wciskają nam „wyrób czekoladopodobny”, wmawiając zarazem, że to „czekolada z alpejskiego mleka”. Dlatego „czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” obchodzenia świąt grudniowych!

 

Przemysław Pastucha