Gdy żołnierz dowiedział się o śmierci swojego kolegi, natychmiast zaczął szukać informacji w internecie. Niestety natrafił na obraźliwe komentarze... Tam przeczytał: "Żołnierze to takie świnie w mundurach, które powinny służyć nam, a nie my im". - Zacząłem przewijać niżej, było coraz gorzej. Postanowiłem zareagować - podkreśla.
Żołnierz tłumaczy, że nie jest za ograniczeniem słowa, ale jest za braniem odpowiedzialności za nie. - Nie byliśmy tam mordercami, nie byliśmy tam najemnikami. Byliśmy żołnierzami, których skierowali przełożeni i wykonywaliśmy swoje obowiązki, jako żołnierze - wyjaśnia.
Kilka tygodni temu sierżant i jego rodzina sami stali się celem ataku. Na adres prokuratury w Białogardzie przyszły listy od przedstawiających się jako członkowie Muzułmańskiego Międzynarodowego Zakonu Sufich, którzy obrażali sierżanta. Wojskowego nazywali w nich m.in. "katem, oprawcą, służalczykiem amerykańskich faszystów, okupantów i gestapowców, gwałcicielem afgańskich kobiet i dzieci". Co więcej, kilkanaście dni temu ze swojej jednostki odebrał 27 kolejnych listów z tymi samymi groźbami.
Zgłosił sprawę do prokuratury. Interweniował też minister obrony Tomasz Siemoniak. Szef resortu zwrócił się do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta "o objęcie szczególnym nadzorem postępowania w sprawie gróźb kierowanych pod adresem st. sierż. Jacka Żebryka".
PORTAL FRONDA.PL INFORMOWAŁ JUŻ O TEJ SPRAWIE (TUTAJ)
AM/tvn24.pl
