Jeśli chodzi o nieścisłości to w TVN24 nie bywam - na wyraźne życzenie kierownictwa tej stacji - od kilku miesięcy, a do Tok FM też już nie chodzę. Zamiast tego tworzę Telewizję Republika i to jest w tej chwili główna przestrzeń mojego telewizyjnego zaangażowania. Ale mniejsza o takie drobiazgi. O wiele zabawniejsze są odnalezione przez autora tekstu określenia, jakimi się mnie określa. Zestawione w jednym miejscu robią fajne wrażenie.
„Na ścianie zielono-czerwony Chrystus z wskazującym w górę palcem mówi: „Nie przyszedłem potępiać, przyszedłem zbawiać”. A pod nim na czerwonej kanapce uśmiecha się przyjaźnie on – katotalib, nazikatol, katofaszysta, ajatollah bez turbana, inkwizytor podpalający stosy, wyraziciel katolickiej buty i człowiek, którego należy wyp... w kosmos. Nazywa się Tomasz Terlikowski, ma 39 lat, jest prawicowym publicystą i od lat budzi gorącą niechęć lemingów. Po każdym jego wystąpieniu w radiu lub telewizji przez internet płynie fala inwektyw pod jego adresem” - rozpoczyna się tekst.
A ja choć znałem sporą część z tych określeń to muszę przyznać, że zdecydowanie nie wszystkie. Nazikatol był dla mnie jednak pewnym zaskoczeniem. I to nawet nie dlatego, że nazizm był antykatolicki nie można więc być nazikatolem, ale dlatego, że samo zestawienie tych dwóch terminów jest słabe. Lepiej brzmiałoby jednak katonaziol. W tekście zabrakło też prawicowego słowotwórstwa i nie ma tam mojego ulubionego określenia judeokonserwatysta, a także nowatorskiego (pozdrawiam twitterowiczów) katosyjonisty.
A poza tym jest standardowo. Tomasz Maćkowiak szokuje czytelników „Wprost” opowieścią o tym, że zawsze byłem „zaślepiony” i uważałem, że homoseksualizm jest nienaturalny, a nawet powiedziałem kiedyś (może, choć tego nie pamiętam), że gdyby naturalny był, to odbyt mężczyzny byłby naturalnie nawilżony. Te „skandaliczne” słowa mają być dowodem na to, że od zawsze byłem katonazistą i nietolerancyjnym łobuzem, ale nie wszyscy jeszcze to dostrzegli. Z czym zresztą szczególnie nie polemizuję.
Tomasz P. Terlikowski
