Jane Romney zapewnia, że zakaz aborcji podczas prezydentury jej brata nie dojdzie do skutku. - To nie jest jego celem – zapewnia siostra kandydata na prezydenta. - On nie będzie zajmował się takimi sprawami – dodaje.
Wypowiedź ta na nowo rozbudza problem, jakim jest dla wielu republikańskich wyborców, kwestia stosunku Romneya do zabijania nienarodzonych. W 1994 roku, gdy startował on do Senatu w Massachusetts zapewniał, że jest zwolennikiem aborcji, w 2006 roku, gdy po raz pierwszy szykował się do startu w wyborach prezydenckich wycofał się z tej deklaracji. Obecnie zapewnia, że jest zwolennikiem obalenia decyzji Sądy Najwyższego USA Roe kontra Wade.
To z tego powodu demokracji zaczęli przekonywać wyborców, że tak „fundamentalne” prawo kobiet, jak możliwość rozrywania na strzępy swoich dzieci, będzie przez Romneya zagrożone. Jego siostra przekonuje jednak, że wcale tak nie będzie. A rzeczniczka Romneya odmówiła w tej sprawie komentarza.
Sama Jane Romney jest zdania, że życie ludzkie jest święte, a zabicie dziecka powinno być poprzedzone konsultacjami, ale aborcja powinna być „bezpieczna” (niestety nie jest jasne, jak to zrobić, by była ona bezpieczna dla mordowanego dziecka) i „legalna”. - Każda kobieta powinna mieć możliwość wyboru – podkreśla Jane Romney.

