Ta recenzja może okazać się spóźniona, bo dopiero tej jesiennej nocy zebrałam myśli dotyczące filmu, który jest już około miesiąca na ekranach polskich kin. Pewien czasowy dystans był mi niezbędny do pełnej analizy, bo chcę się w tym tekście zająć nie tylko filmem, ale także ciekawym aspektem odniesień do niego, jakie pojawiły się w środkach społecznego przekazu.

Podsumuję:
- Intencją twórców filmu nie było zrobienie dzieła antykościelnego
- nie jest to film dokumentalny o wydarzeniach w Kazimierskim klasztorze s. Betanek, ich historia była tylko tłem, a podjęty temat dotyczy zagadnienia manipulacji
- film konsultowano z księżmi. Na konferencji prasowej do której link zamieszczam u dołu tego bloga podano, że głównym konsultantem scenariusza był Ks. Kazimierz Sowa.  Później film oglądał m. inni ks. Andrzej Luter który jest autorem recenzji zamieszczonej w Tygodniku Powszechnym ttp://tygodnik.onet.pl/1,67716,druk.html 
- filmu nie konsultowano z zakonnicami prowadzącymi życie kontemplacyjno-czynne o takim charakterze jak s. Betanki ani z żadną z zakonnic biorących udział w wydarzeniach. Pewne dane czerpano od jednej z aktorek, byłej świeckiej uczennicy szkoły prowadzonej przez siostry zakonne.

 

Film posiada wiele różnorodnych znaczeń, świadomie wybieram tylko jedną ich płaszczyznę, która interesuje mnie jako osobę żyjącą celibacie, a mianowicie zagadnienie seksualności zakonnicy. Powiem, że oglądałam go z zainteresowaniem, widząc w pewnych, niektórych tendecjach i postawach siebie, czy moje środowisko i za to przejrzenie się w lustrze wypada autorom podziękować, natomiast poza wyliczanką nieprawidłowości nie znalazłam w filmie nic budującego, utwierdzającego mnie na wybranej drodze, pokazującego dla kontrastu ze złem cokolwiek dobrego w życiu zakonnicy. To skupienie się na złym czyni ten film złym, ponieważ dobry artysta nie maluje tylko czarną farbą, ale pokazuje prawdę także przez światło i kolory. 

 

Główne myśli jakie miałam po wyjściu z kina były następujące „To ja też jestem spsychomanipulowana, seksualnie nieprawidłowa, coś mrocznego nieświadomie skrywająca?” Byłam naprawdę zdołowana, musiałam posiedzieć jakiś czas przed Najświętszym Sakramentem, aż emocjonalne wrażenie tego filmu minęło.   

 

Streszczając: film w powierzchownym oglądaniu odwzorowuje wydarzenia znane nam z Kazimierza. Charyzmatyczna przełożona w średnim wieku psychicznie opanowuje grupkę znacznie młodszych sióstr, izoluje je, wmawia że ma szczególne kontakty z Bogiem, odsuwa od sióstr zdrowo myślącego księdza, a w jego miejsce sprowadza oszołoma podobnego do niej i dalej psychomanipulują we dwoje, grając dla własnej ambicji na czułych strunach seksualnej nieświadomości i naiwności młodych niewinnych sióstr. Sprawa się kończy wysiedleniem wszystkich z budynku przez Kurię, nie wiemy czy świadomą, że problem był nie tylko lokalowy.

 

To co dla mnie szczególnie ciekawe to sposób zarysowywania motywacji wyboru życia w klasztorze. W Filmie widzimy około dwudziestu zakonnic, ale dokładniej zarysowano tylko cztery z nich.

1. Siostra przełożona – w wieku klimakterium, o emocjonalnym stosunku do rzeczywistości, traktująca dominacyjnie zakonnice, jak swoje dzieci, zawłaszczająca, łamiąca tajemnicę spowiedzi, podsłuchująca i zła, lukrująca te złe cechy pozorami pobożności. Nieprawidłowo mieszająca doznania seksualne z mistycyzmem, będąca w dziwnej duchowej, a możliwe że i w cielesnej seksualnej relacji z młodszym od siebie księdzem od którego jest z wzajemnością uzależniona, wierząca w jego nadprzyrodzone cechy i przyzywalająca na jego podobne do seksualnych niby-rytuały z młodszymi zakonnicami.  Pokazująca się półnago, udająca stygmaty.

Trzy młode zakonnice:
2. Siostra Anna – najwyraźniej zarysowana osobowość -  doznała w okresie dzieciństwa bliżej nie określonej krzywdy od mężczyzny, uciekająca przed wspomnieniami i swoim patologicznym środowiskiem   do klasztoru. To jej zranienie nie jest uleczone, bo w chwili kiedy zaczyna o nim mówić robi to bardzo emocjonalnie, tak ze właściwie nic nie rozumiemy z jej wybuchu. Budząca się często w nocy z krzykiem. O nieuświadomionej seksualności, bardzo długo pozwala się dotykać zboczonemu księdzu, bo do końca wierzy w jego jakieś duchowe intencje, które jakoby miały by oczyszczać jego typowo seksualne zachowania „każdy fragment twojej skóry poczuje Jezusa”.
3. Współsiostra s.Anny z którą ona mieszka w pokoju – Dziecinnie się zachowująca, pragnąca żeby dodawać jej otuchy poprzez dotyk, spanie w jej łóżku. Nosząca na biodrach jakiś dziwny pas który dała jej babcia mający powstrzymać „motylki w brzuchu” (orgazm?) Też budzi się w nocy, obydwie z Anną uważają się za atakowane w nocy przez szatana, co potwierdza i na czym bazuje w zastraszaniu grupy siostra przełożona. Najsilniej podlega rytuałom zboczonego księdza, symuluje chorobę żeby się z nim spotkać, z czasem twierdzi że jest w ciąży, nie wiemy czy urojonej czy prawdziwej. 
4. Siostra która występuje z zakonu.  Najpierw krytykuje potem oświadcza że „woli tulić dzieci niż kalafiory”  

Podsumowując:
Przełożona jest osobowością głęboko patologiczną, osobowość pierwszej młodej można określić jako zdrową, lecz zranioną, trzecia jest psychicznie chora, czwarta jest zdrowa, ale po prostu nie ma powołania zakonnego. Tak, niestety tak bywa, że są takie osoby w zakonach, z reguły krótko, bo się je usuwa, ale żeby obraz był prawdziwy, żeby ten film cokolwiek budował należało by dodać chociaż jedną osobę o prawidłowym zarysie osobowości zakonnicy. Tak nie uczyniono. Wniosek z filmu jest taki, że jedyne co można zrobić dobrego to wystąpić z zakonu. Nie widzimy tam żadnej zdrowej fajnej jednostki w której cokolwiek by było warte naśladowania, może nawet i gnębionej przez chorą grupę, ale normalną kobietę, prawidłowo kochającą Boga i ludzi.

W Filmie nie ma także prawidłowej osobowości księdza.

1. Postać młodego kapłana jest tak nieprawidłowa, że widać to od razu, że jest to heretyk i zboczeniec w sposób tak wyraźny, ze nie poświęcę mu uwagi.

2.Starszy kapłan którego darzymy sympatią za miłe odruchy wzglądem  głównej bohaterki też jest nie do zaakceptowania, bo mówi do s. Anny nieprawidłowe teologiczne rzeczy, nie mam tu możliwości spisania dokładnego cytatu, ale mniej więcej „siostra Przełożona wiele mówi Wam o szatanie, ale nie ma racji. Szatan to jest ten zły człowiek co cię skrzywdził”. I tu jest haczyk, bo s. przełożona rzeczywiście nie mówi o szatanie w sposób prawidłowy zbyt wiele mu przypisując, ale nie możemy się zgodzić na druga skrajność, że szatan nie istnieje jako duch i że zakonnica przenigdy nie może z nim mieć jakiejś dosłownej relacji. Miało to miejsce już nieraz np. u badanej kilkakrotnie psychiatrycznie i określonej jako zdrową  Św. S. Faustyny Kowalskiej która zapisał w Dzienniczku: „koło godziny jedenastej szatan szarpnął moim łóżkiem. Zbudziłam się natychmiast i spokojnie zaczęłam się modlić do swego Anioła Stróża. Wtem ujrzałam dusze czyśćcowe pokutujące; postać ich była jako cień, a pomiędzy nimi widziałam wiele szatanów; jeden starał się mnie dokuczyć, rzucał się w postaci kota na moje łóżko i na stopy, a był tak ciężki, jakoby parę pudów.”

PonadtoTen drugi kapłan pokazany nam jako dobry ma na plebanii „syna” którym się opiekuje. Nie mamy pewności czy jest to syn fizyczny, najprawdopodobniej tak, co nam sugeruje obraz, że ”normalni” rozumiejący życie księża mają synów. Schematu – "normalny" ksiądz nie wierzy w szatana i łamie celibat – nie akceptuję.        

 

Do historii s Betanek dodano także motyw sąsiadującej z klasztorem siedziby wojska, co daje conajmniej dwa efekty znaczeniowe

1. Sprawia że porównujemy zakon z wojskiem (tu by trzeba się skupić raczej na różnicach, realnie zakon nie jest wojskiem, trzeba by bardziej rozumieć że Bóg jest czymś innym niż kapriśny ludzki dowódca wojsk)

2. Wojsko sybolizuje tu moim zdaniem męską seksualność w brutalnym wydaniu, biegający zdyszani mężczyźni śpiewają pod zamkniętą siedzibą dziewiczych zakonnic sprośną piosenkę o dziewczynie co "by chciała, ale się boi." Zakonnice jakby nie widziały ich obecności, raz tylko kiedy bohaterka dostaje się między dwa rzędy biegnących doznaje jakiegoś dziwnego zawrotu głowy, upada między biegnącymi.

3. W końcu wojsko montuje na murach klasztoru drut kolczasty jak w obozie koncentracyjnym, tu by należało się tłumaczyć, że klasztor również nie jest obozem.

 

Wybór posłuszeństwa (nie wojsko) i pewnej izolacji od świata (nie obóz) prawidłowo w zakonie są dokonywane z miłości i w wolności, a nie w jakimś przymusie i zniewoleniu, jak sugerują nam autorzy.  

          --------------

 

Czym więc się zasadniczo różni ten film od prawdziwej historii Betanek?
Odp. w manipulacyjnym ominięciu tzw. "drugiego stylu"

 

Jak się wypowiadał Ordynariusz miejsca Metropolita lubelski abp Józef Życiński w archidiecezjalnym Radiu eR, że w ich wspólnocie "można było dostrzec dwa różne style". "Styl pierwszy, znamienny dla sióstr, które obecnie są w Kazimierzu, pełen emocji, uczuć, egzaltacji. Z odwołaniami ich ówczesnej przełożonej do prywatnych natchnień otrzymanych od Ducha Świętego. I drugi styl sióstr, dla których autorytetem jest Ewangelia, nauczanie papieskie, poczucie obowiązku i odpowiedzialności." Ten „drugi styl”który widać w prawdziwej historii s. betanek co chwila po prostu autorów filmu nie interesuje, nawet nie jestem pewna czy potrafili by prawidłowo zarysować na czym on polega. Nawet nie próbowali rozmawiać z jakąś szczęśliwą niezakłamaną zakonnicą, która by może im coś o swoim życiu opowiedziała, co by w oczywisty sposób obaliło tezę autorów, jakoby sam fakt celibatu jest mrocznym skutkiem i przyczyną patologii.   

Cytuję z konferencji prasowej:
(minuta 16) „pytanie z sali: A robiliście państwo konsultacje z zakonnicami?
- Barbara Sass: Nie, właśnie nie. Mieliśmy oczywiście jednego konsultanta, księdza, konsultantem generalnym od scenariusza to był ksiądz Kazek Sowa, znany wszystkim  <śmiech na sali>. Natomiast mieliśmy też wspaniałego księdza, który udostępnił nam też ten wspaniały klasztor (…) który był takim naszym dobrym duchem, no pomógł nam troszkę przy Mszy, przy takich jakichś tych, no ale w zasadzie też obserwował tylko i był takim dobrym duchem. Natomiast z zakonnicami nie rozmawiałam, dla tego, że tyle co wiem o świecie i o kobietach to wystarczy mi i nie chciałam się tym inspirować. Ale miałyśmy, przepraszam, miałyśmy na planie aktorkę Marietę Żukowską która była, nie wiem, to nie był regularny zakon, ale która była w takiej szkole zakonnej gdzie wszystkie te rytuały przeżyła
- pytanie z sali „wszystkie?”
Barbara Sass: nie no, bardzo podobne. Opowiadała nam trochę, bardzo się cieszyła że powtarza to swoje doświadczenie. Nie robiła nam jakichś wyrzutów, że to nie tak, tam nie tak. Z resztą w tej chwili, jak mi mówili też księża w tej chwili te zakony, One się bardzo zmieniły, To nie jest… tam przychodzą różne dziewczyny. Na ogół, mówili księża, ze przychodzą dziewczyny z problemami. Że to wchodzenie w życie zakonne, jest nie zawsze związane ze wszechogarniajacą wiarą, z potrzebą duchową, ale na ogół są to osoby które już coś przeżyły, które się chcą schować w klasztorze, które chcą gdzieś o czymś zapomnieć . (…)  Oglądali ks Michał Lorentz, Luter, ta cześć bardziej liberalna, zaakceptowała ten film  (…) Nikt ze światłych ludzi Kościoła nie powiedział, że jest to film antykościelny” 

 


Autorka filmu i wspomagający ją „światli” księża jest wiec niekonsekwentna w tym co robi, mówiąc na konferencji: „to wchodzenie w życie zakonne, jest NIE ZAWSZE związane z wszechogarniającą wiarą”.  Zatem zapytania dopuszcza myśl, że wchodzenie w życie zakonne jest chociaż NIEKIEDY związane z wiarą, w filmie jednak kompletnie tego nie pokazała, pytanie czemu. W końcowych minutach nagrania konferencji prasowej nawet redaktorkę Dużego Formatu Gazety Wyborczej patrzącej na postępowanie autorów z czysto feministycznego punktu widzenia emocjonalnie ruszyło, czemu skoro ma być to film o kobietach nie zapytano o zdanie żadnej kobiety, tylko facetów.  Autorka tłumaczyła że jej „znajomość kobiet” tu wystarcza, żeby być kompetentną.

 


Gdybym miała możliwość rozmawiania z Barbarą Sass odpowiedziała bym jej:

 NIE, NIE ROZUMIESZ MNIE, która żyję w Celibacie dla Jezusa Chrystusa.

 

Nie rozumiesz mnie, bo najprawdopodobniej nie znasz mojego Oblubieńca, którym jest Jezus Chrystus. Jest on wspaniałą Osobą, twórcą wszystkich facetów na świecie, a więc w logiczny sposób (a jesteś światłą myślącą kobietą, więc chociaż staraj się rozumieć tę logikę) jest od wszystkich facetów na świecie wspanialszy. Miłość do Jezusa Chrystusa i miłość do Bliźniego pozwala na podjęcie LOGICZNEJ decyzji rezygnacji z facetów przy posiadaniu seksualności najzupełniej zdrowej, decyzji do której uzdalnia Bóg, który jest powołującą Osobą. Miłość posiada wiele kolorów, a nie tylko purpurowy jak to okłamał Panią tępy Freud.    

  

Ja oczywiście jako zakonnica wiem o tym, że grozi mi niebezpieczeństwo przerzucania jakichś nieuświadomionych seksualnych pragnień na księży, czy chęć zawłaszczania współsióstr poprzez traktowanie ich jak swoje dzieci jak też wiele innych nieprawidłowości, ale unikam tego poprzez żywą relację z Chrystusem, a także ciągłe uświadamianie sobie kim jest Bóg, kim ja jestem, kim jest moje otoczenie, kim jest spowiednik, kim te osoby są a kim nie są. Wiem że takie zagrożenia są i wystrzegam się ich jako pokusy. Koryguję te relacje w swoim sumieniu i w rozmowach. Nie jestem w tym sama, Kościół mnie wspomaga, nie dopuszczając do tego typu jak na filmie izolacji, owszem u Betanek kiedyś coś podobnego miało chwilowo miejsce, ale kto inny jak nie Kościół to zlikwidował? Zaleca mi się spowiadanie u więcej niż jednego księdza,  prawo kanoniczne ściśle określa co przełożona względem sióstr może czego nie, nakłanianie do grzechu seksualnego podczas spowiedzi skutkuje natychmiastową ciężką ekskomuniką za sam fakt. Jakby jakiś ksiądz nawet zalecany przez przłożoną usiłował mnie obmacywać to by z pewnością dostał ode mnie wycelowanego kopa i zakonna formacja do czystości mnie do takiej postawy uzdalnia, a nie ją niszczy czyniąc mnie bierną wobec takich zachowań.

 

Ogólnie nie jest tak podle i groźnie być zakonnicą jak to Pani przedstawiła.

 

Podsumowując, może ten film nie jest antykościelny, ale jest kłamliwy, przez powycinanie z historii s. betanek wzorców prawidłowej osobowości zakonnicy.

 

Prawda z której usunięto dobro, prawdą być przestaje.

 

Recenzja blogerki Frondy Celibatariuszki