- Pragnęliśmy upiększyć tę część miasta budową buddyjskiej stupy – mówi rzeczniczka inicjatywy buddystów, która chce zachować anonimowość ze względu na ewentualne konsekwencji ze strony przeciwników.

- Jeszcze dwa lata temu budowa stupy nie wzbudziłaby niczyich zastrzeżeń. Dzisiaj gotowi jesteśmy pójść na barykady, sprzeciwiając się zawłaszczaniu miasta – mówi Markus Schreiber, szef społecznej organizacji Recht auf Stadt (Prawo do Miasta). Przeciwnicy budowy buddyjskiej świątyni zorganizowali się i utworzyli komitet protestacyjny i robią wszystko, by zapobiec budowie.

- Obawiają się, że gdy stanie stupa, w Hamburgu zaroi się od islamskich minaretów – tłumaczy anonimowa rzeczniczka. Jednak przeciwnicy odpowiadają, że chodzi im jedynie o zachowanie aktualnej architektury tej części miasta.

Sprawa islamu nie jest jednak bez znaczenia. To w Hamburgu mieszkało trzech zamachowców z 11 września 2001 roku. Zdaniem kontrwywiadu w mieście działa około 200 zwolenników dżihadu, świętej wojny przeciwko niewiernym. Wszystkie meczety są pod obserwacją kontrwywiadu i policji. W takich warunkach narodził się opór przeciwko buddyjskiej świątyni.

Hamburgska stupa, niedaleko Reeperbahn, ulicy cielesnych rozrywek w Hamburgu, miała mieć sześć metrów wysokości wraz z pozłacaną szpicą. Władze dzielnicy nie mają nic przeciwko jej budowie. W Hamburgu mieszka kilka tysięcy buddystów, jeżeli liczyć wyłącznie Niemców, których zauroczył duchowy wymiar tej religii. Wraz z kilkunastotysięczną wspólnotą buddyjską złożoną z imigrantów z Azji tworzą – po chrześcijanach i muzułmanach – najliczniejszą wspólnotę religijną w mieście.

W całych Niemczech na 50 mln chrześcijan przypada 4,3 mln muzułmanów oraz prawie 400 tys. buddystów, z czego 150 tys. to Niemcy, którzy praktykują buddyzm.

 

MaRo/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »